Recenzja: Dotyk Gwen Frost

„Miało się wrażenie, że chodzi się do szkoły żywcem wyjętej z odcinka Xeny, wojowniczej księżniczki. Bo tym właśnie byli uczniowie Akademii Mitu – wojownikami. Prawdziwymi wojownikami mitologicznymi. A przynajmniej ich prapraprawnukami. Dziewczyny przeważnie były walkiriami albo Amazonkami, natomiast chłopcy raczej Rzymianami lub wikingami. Ale istniały też inne kategorie wojowników: Spartanie, Persowie, Trojanie, Celtowie, samurajowie, ninja i co tylko chcecie, z wszystkich znanych kultur, mitów, a nawet z baśni. Każdy z typowymi dla niego umiejętnościami, magicznymi darami, i oczywiście odpowiednio rozdmuchanym egoizmem. Ogólnie rzecz biorąc, wszyscy byli bogaci, piękni i niebezpieczni. Wszyscy prócz mnie. (…)

– Ty jesteś tą Cyganką. Tą, która widzi.

„Ta Cyganka”. Tak właśnie wszyscy nazywali mnie w Akademii Mitu. W moich wizjach widziałam nie tylko tego, kto ostatnio dotykał przedmiotu – ale wszystkie osoby, które kiedykolwiek miały  z nim styczność.

K i e d y k o l w i e k.”

Nazywam się Gwen Frost i znam twoją tajemnicę.

Z marszu przyznam się, że Jennifer Estep bezwzględnie wielbię za krwistą, brutalną i seksowną serię  Elemental Assassin. Dlatego do Dotyku Gwen Frost nastawiłam się ciut mniej niż „mega” pozytywnie, spodziewając się strawnej historii z nurtu YoungAdult. Czy się zawiodłam na książce? Czy Dotyk będzie miał coś więcej w sobie, niż tylko zjadliwe koleżanki z tej samej półki?

Podobnież Akademia Mitu powstała przez film 300 z Gerard’em Butler’em, który dał Jennifer Estep przysłowiowego „kopa do działania”. Autorka dumała i dumała, aż wymyśliła dzielną bohaterkę z ciętym językiem i wkomponowała ją w świat pełen starożytnych wojowników (w tym Spartan!) i magii. By przepis na kuszącą serię się udał, dorzuciła jeszcze złego boga, który próbuje przejąć władze nad światem i szkolny dramat, który pokochają miliony. Gdzie tu miejsce na krwawe widowisko rodem z 300? Na szczęście Estep nie zawodzi i otrzymujemy całkiem sporą dawkę krwawych pojedynków, choć nie są one tak spektakularne, jak te z telewizora.

Gdy w  Dotyku Gwen Frost nie walczy się o przetrwanie, życie głównej bohaterki toczy się według zasad panujących w każdej placówce szkolnej z akademikiem. Mamy imprezy, zmagania szkolnych celebrytów, perypetie miłosne, lekcje historii mitycznej czy znienawidzone wychowanie fizyczne tzw. trening z bronią. Gwen to wyrwana ze świata ludzi siedemnastolatka, która po śmierci matki zostaje wysłana do nowej szkoły – Akademii Mitu, gdzie królują mityczni wojownicy z grubymi portfelami. Niezauważalna dla nikogo, bez przyjaciół , podchodzi do życia po swojemu… czyli z sarkazmem i bez owijania w bawełnę. Jednym słowem, Gwen ma jaja i nie zawaha się ich użyć przeciwko tobie. Co się dobrze składa, bo zło czyha na nią prawie za każdym  rogiem.

Jennifer Estep wykonała kawał dobrej roboty nie tylko przy kreowaniu postaci Gwen, ale także przy kształtowaniu pozostałych bohaterów powieści. Nie można zapomnieć o najgorętszym i najgroźniejszym dziwkarzu w Akademii Mitu czyli Loganie Quinnie. Ten Spartanin to  żaden romantyczny, napakowany laluś, lecz góra zabójczych hormonów. Niestety autorka skupiła się na zabijaniu co rusz jakiś wyskakujących zza krzaków potworów i prócz umiejętności walecznych Logana, wiele o nim nie wiemy. Jeśli mam już się doszukiwać minusów w książce, to jednym z nich będą właśnie zbyt mało rozbudowane relacje Spartanina z Gwen.

Od strony technicznej Dotyk Gwen Frost jest na dobrym poziomie. Narracja prowadzona jest z punktu widzenia głównej bohaterki i czyta się ją przyjemnie. Tłumacz i jego świta prócz kilku drobnych wpadek (jak np. zdanie bez ładu i składu, czy tłumaczenie pojedynczych słów), spisali się na medal. Akcja jest dynamiczna i nie sposób odłożyć powieści choć na chwilę. Główne wydarzenia są delikatnie zarysowane, co zwiastuje nam dłuższą serię, więc mam ogromną nadzieję, że doczekamy się w Polsce wszystkich części, nim przyjdzie mi zejść z tego świata.

Dotyk Gwen Frost to bardzo dobrze zapowiadający się start serii, która nie zginie wśród innych powieści na półce w księgarni, jeśli oczywiście zechce się jej zasmakować. Książce z czystym sumieniem wystawiam ocenę 4/5 i z niecierpliwością oczekuję na kolejne przygody Gwen.

Końcowa ocena książki*: 4

by Kerach

__________________
*w skali od 0 do 5 gdzie: 0=kompletne dno, 1=słaba ale dająca się czytać, 2=przeciętna & zabijacz czasu, 3=ok & miłe czytadło, 4=chwilowa fascynacja & porywająca, 5=powalająca & uzależniająca,  „+” = potencjał