Recenzja: Nieumarła nieodwracalnie

„A Królowa znać będzie umarłych, wszystkich umarłych, którzy się przed nią nie ukryją ani sekretów nie będą mieli.”

Betsy Taylor – wampirza Królowa z przypadku – szykuje się na swój wielki dzień. Już niedługo nie będzie niezamężna –wychodzi za mąż za samego Króla wampirów. Czyż to nie cudownie? No… niekoniecznie. Eric chyba nie bardzo pali się do małżeństwa, ale Betsy stara się tym nie przejmować. Na głowie ma nie tylko planowanie ślubu, ale także duchy, które zaczynają ją nachodzić z różnymi prośbami, diabelską siostrzyczkę, młodszego braciszka oraz seryjnego mordercę grasującego po okolicy.

„Nieumarła nieodwracalnie” to czwarty już tom serii Mary Janice Davidson o seksownej nieumarłej, która nieoczekiwanie zostaje najważniejszą osobą w świecie wampirów. W poprzednich tomach zdążyliśmy poznać jej zamiłowanie do drogich butów, spotkaliśmy jej współlokatorów – lekarza Marcusa i czarnoskórą miliarderkę Jess, a także mieliśmy okazję bliżej przyjrzeć się postaci tajemniczego i nieziemsko przystojnego Erica Sinclaira. Pierwsze dwa tomy obfitowały w dość ciekawą, choć przewidywalną, akcję oraz dobry humor. Trzeci tom był już mniej wyrazisty, były momenty, że nudziłam się przy nim jak mops, jednak powieść nadal miała w sobie to „coś”, co nie pozwalało oderwać się od lektury. A jak jest z częścią czwartą? Przykro mi to pisać, jednak mogło być tylko gorzej…

W „Nieumarłej nieodwracalnie” kompletnie nic się nie dzieje, akcja stoi w miejscu, a fabuła jest tak niedopracowana, że ma się ochotę przywalić Mary Janice Davidson za zmarnowanie tak dobrze zapowiadającej się serii. Nie jestem w stanie określić, co jest tu wątkiem głównym, a co pobocznym, gdyż wszystko jest niedopracowane, pisane na siłę – może dlatego, że autorka starała się zawrzeć tu jak najwięcej. Mamy wątek seryjnego mordercy, ślubu Betsy, Georga Ogara, Jona z Nieustraszonych Wojowników, duchów, diabelskiej siostry, małego braciszka… o czymś jeszcze zapomniałam? Jak na zaledwie 236 stron powieści jest to po prostu za wiele!

O bohaterach nie dowiadujemy się niczego nowego,  na kartach powieści nie pojawia się też nikt, kto mógłby ją w jakiś sposób odświeżyć, ożywić. Wszystko to zdaje się po prostu być odgrzewanym, acz niejadalnym już, kotletem. Betsy nadal pozostaje nierozgarniętą i momentami irytującą kobietą, Eric natomiast nie jest już wampirem zabijającym wzrokiem, o nie… teraz kuli się na kanapie i kwili, gdy w salonie staje choinka. W części tej jest to tak beznadziejna i zupełnie nieśmieszna postać, jak tylko można sobie wyobrazić.

Lekki dowcip i pewna subtelność, jaka towarzyszyła w tomach poprzednich, wyparowała. Mam nadzieję, że nie bezpowrotnie, gdyż naprawdę polubiłam serię o Królowej Betsy. Tym bardziej jest mi przykro, że „Nieumarła nieodwracalnie” jest tak wielką porażką… Żarty nie śmieszą, nieporadność Betsy drażni. Miała być komedia, a wyszła groteska.

Na szczęście mamy tu plusy – niewielkie, bo niewielkie, ale plusy. Jednym z nich jest okładka, która w znaczący sposób nawiązuje do tomów poprzednich, a przy tym oddaje klimat powieści. Drugą zaletą książki jest prosty, banalny język, przez co przystępny jest dla każdego czytelnika, a czyta się bardzo szybko.

Pomimo wszystkich niedoskonałości, a jest ich wiele, do serii tej mam sentyment, więc po kolejne tomy z pewnością sięgnę. Czy komuś mogę polecić? Może osobom, które mają ochotę na coś bardzo lekkiego z domieszką pikanterii? Ale to tak na marginesie – na pełne polecenie nie pozwala mi sumienie.

Moja ocena: 3/6

by Verrikaa