Recenzja: Śmiercionośne fale

Świat pustoszy epidemia. Nieznana dotąd gatunkowi ludzkiemu choroba powoduje, że każdy, kto się zarazi, umiera. Ale nie na długo. Nikt nie może czuć się bezpieczny w świecie, gdzie zmarli powstają z grobów i roznoszą zarazę poprzez ugryzienie. Mudo – zainfekowani – nie pragną ludzkiego mięsa, nie budzi ich głód, chcą jedynie, by infekcja rozprzestrzeniała się dalej. Gabry wraz z matką mieszkają w Viście – nadmorskim mieście, oddzielonym od Lasu Barierą. Pewnej nocy dziewczyna wraz z grupą przyjaciół łamie zasady – przekracza Barierę. Od tej pory nic nie idzie po jej myśli. Część przyjaciół ginie, część zostaje przeznaczona do służby w Rekrutach, reszta zostaje uznana za zaginionych. Jej jako jedynej udaje się uciec przed surową karą. Poczucie winy zmusza jednak Gabry do tego, by stawiła czoła własnym lękom i wyruszyła na poszukiwanie nie tylko brata swej najlepszej przyjaciółki, ale także własnej osobowości.

Wyobrażacie sobie świat, gdzie nie ma samochodów, prądu, a nawet dróg? Miasta, takie jak Nowy Jork, Tokio, czy nawet nasza Warszawa, po prostu przestają istnieć. Pozostały tylko ruiny, zniszczone mosty i otaczające wszystko wysokie mury oraz siatki. W takim świecie przyszło żyć bohaterom Lasu Zębów i Rąk, których losy Carrie Ryan kontynuuje w Śmiercionośnych falach, w Polsce wydanych dzięki wydawnictwu Papierowy Księżyc.

Pierwsza część trylogii dotyczy Mary, matki Gabry, mieszkającej wraz z Siostrzeństwem w odludnej wiosce w Lesie. W Śmiercionośnych falach do czynienia mamy także z jej historią, jednak książka tym razem skupia się na losach nastoletniej Gabry. I przyznać muszę, że losy te niezmiernie wciągają i wzruszają czytelnika.

W pisarstwie Carrie Ryan wyczuwa się lekkość pióra. Historia, jaką tworzy nie męczy, nie ma wrażenia, że wszystko tworzone jest na siłę, a jednocześnie nie pozostawia po sobie niedosytu. Język jest bardzo barwny, ekspresywny, a przy tym także prosty. Autorka z dużą umiejętnością przekazuje nam uczucia bohaterów, którzy nakreśleni zostali dość precyzyjnie. Dzięki pierwszoosobowej narracji możemy poznać najskrytsze myśli i pragnienia głównej bohaterki, przez co przywiązujemy się do niej na długi czas jeszcze po tym, jak zakończymy naszą podróż przez Las Zębów i Rąk. Nie tylko Gabry zostaje tu dokładnie przedstawiona, tak jest również w przypadku wielu pozostałych bohaterów. Nie poznajemy ich marzeń, jednak z ich uczynków możemy wywnioskować, jaki charakter mają i zdecydować, czy zapałamy do nich sympatią.

Nie znajdziemy w książce długich opisów, jednak pomimo tego jesteśmy w stanie dokładnie wyobrazić sobie spustoszony przez Mudo świat, a tym samym dzielić się z bohaterami naszym współczuciem i mieć nadzieję, że fikcja literacka nigdy nie stanie się rzeczywistością.

„Tylko Carrie Ryan potrafi przemienić opowieść grozy w hymn nadziei i miłości, tak przejmujący, że żaden czytelnik mu się nie oprze” – przeczytamy na okładce książki. Opowieścią grozy może bym Śmiercionośnych fal nie nazwała, jednak zdecydowanie jest to „hymn nadziei i miłości”. Historia Gabry wzrusza, a jej rozterki miłosne zmuszają czytelnika do głębszego zastanowienia się nad pewnymi aspektami naszego życia.

Fabuła powieści może nie należy do tych najoryginalniejszych, znajdują się tu typowe wątki paranormalne, jednak styl, jakim posługuje się pisarka sprawia, że trylogię jestem w stanie zaliczyć do najlepszych powieści postapokaliptycznych dzisiejszych czasów. Dlatego też powieść polecam fanom powieści futurystycznych, romansów paranormalnych, a przede wszystkim tym, którzy w książkach szukają czegoś więcej, niż tylko zgrabnie napisanej historyjki. Moja ocena: 5+/6.

by Verrikaa