Przedpremierowa recenzja: Zrodzony ze Srebra

 Wiele jest książek, w których autorzy mieszają ze sobą wampiry i wilkołaki. Do tego szczypta wiedźm, jakaś inna osobliwa istota i bach! Mamy pomysł na powieść. Ale książki Patricii Briggs wyróżniają się z tego grona. Dlaczego? Bo ona jako jedna z niewielu potrafi ciągnąć serię przez kilka części sprawiając, że czytelnik się nie nudzi. To ona z głównej bohaterki uczyniła zawziętą i nieco bezmyślną panią, która zajmuje się mechaniką samochodową, która przeistacza się w kojota. Co więcej, ogrodzenie dzieli z Alfą wilkołaków, przyjaźni się z wampirem i pracuje z nieczłowiekiem. A do tego co chwila wpada w kłopoty.

Mercedes przeszła wiele. Tym razem jednak musi ratować swojego najlepszego przyjaciela ze szponów depresji… Bestia przejmuje nad nim kontrolę i Mercy ma mało czasu, by sprawić, żeby Samuel nie przemienił się w potwora. Do tego… ktoś chce ją zabić – znów. Adam rzuca się w płomienie, by ją ratować… A jej nie było w tych płomieniach! Zostaje bardzo ciężko ranny, a jego stado postanawia wykorzystać słabość Alfy i bunt! Bunt! Jakby było jeszcze mało, Królowa Wróżek porwała Gabriela i Mercedes ma mało czasu, by poradzić sobie z tym problemem i uratować chłopaka od stania się warzywem.

Serię Patricii Briggs poznałam stosunkowo niedawno, ale od początku spodobał mi się sposób pisania autorki. I oczywiście polubiłam bohaterów.  Zrodzony ze Srebra to już piąta część serii … i nie ostatnia! Więc bardzo dobrze, nie musimy rozstawać się jeszcze z Mercy, Adamem, Samem i resztą. Przyznam, że niektórym historia może wydać się nieco nudna, ale ja książkę pochłonęłam w zastraszającym tempie. Bo właśnie tak pisze Pani Patricia i nie sposób jest się oderwać od jej powieści.

Jednakże, momentami miałam wrażenie, że to już było. Książkę czytało mi się naprawdę dobrze, ale… ciężko jest uniknąć powtarzalności przy takich seriach, nieprawdaż? To jest właśnie głównym minusem Zrodzonego ze Srebra. Nie jest to najlepsza część, nie jest też najgorsza, jest… pomiędzy. Tak można by to ująć. Królowa Wróżek jest lekkim powiewem świeżości, ale co będzie potem? Zmutowany krasnal ścigający biedną Mercy po całym kraju?

Mogę jednak spokojnie zachęcić fanów serii do sięgnięcia po książkę – bo przecież Mercy Thompson nigdy za dużo! Jest to doskonała lektura na lato, nie za gruba, nie za cienka, z odpowiednim stopniem humoru i „wciągalności”, nie zmusza do zbyt dużej ilości myślenia. Jest po prostu w sam raz. I mogę to potwierdzić, ponieważ Zrodzony ze Srebra to jedna z niewielu powieści, które przeczytałam w trakcie mojego zastoju powieściowego. Jak zatem widzicie, warto zapoznać się z serią!

Czasem Mercy Thompson kojarzyła mi się z Kate Daniels – obydwie serie lubię w jednakowym stopniu, po obydwie chętnie sięgam. Jeżeli ktoś jeszcze nie poznał Mercy, a zna Kate, to niech bez wahania bierze się za czytanie części pierwszej – Zewu Księżyca! Stawiam 5 i niecierpliwie czekam na kolejne dwie części – jestem bardzo ciekawa jak autorka serie zakończy i czy ktoś z głównych bohaterów zginie – tego bym nie ścierpiała. No i tak na koniec – książka porusza problem nietolerancji seksualnej – jest to drobny wątek, ale doceniam jego obecność.

 ****Sihhinne by wsrod-ksiazek dla PB