Recenzja: Uczta dusz

Czy zastanawialiście się kiedyś nad wartością własnej duszy?

Kamala jest młodą, doświadczoną życiem dziewczyną, która pragnie jednego – posiąść wiedzę magiczną i stać się Magistrem – istotą w zasadzie nieśmiertelną i władającą potężną mocą o nieograniczonych możliwościach. W tym celu udaje się do pewnego pustelnika, który ma ją nauczyć wszystkiego, co potrzebne do osiągnięcia celu. Kamala jest zdeterminowana i nie podda się, póki nie dostanie tego, czego pragnie. Tymczasem w królewskim zamku powolną śmiercią umiera książę Andovan, ukochany syn króla Dantona. Monarcha nie cofnie się przed niczym, by ocalić swoje dziecko i dlatego też wezwani zostają wielcy Magistrzy z różnych stron świata, którzy mają zdiagnozować chorobę. Niestety nie mogą pomóc chłopakowi – Andovan bowiem traci życie z winy magii…

Po powieść Celii S. Friedman sięgnęłam w zasadzie dzięki pozytywnym opiniom innych czytelników, których świat Uczty dusz uwiódł swoją tajemniczością i powabem. Czy i ze mną stało się podobnie?

Świat w Uczcie dusz rządzi się konkretnymi prawami – ściśle określoną istotą magii. Tą wyższą magią mogą parać się jedynie Magistrowie – mężczyźni, a czerpią swoją siłę z dusz innych, nieświadomych niczego ludzi. Druga grupa to zwykli czarownicy, którzy używają mocy tylko dzięki sile własnej duszy, a każde kolejne działanie skraca ich życie. I w tej grupie znajdą się zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Najważniejsze jednak jest to, że śmiertelnicy nie wiedzą o prawdziwym źródle mocy – ta tajemnica jest pilnie strzeżona i posiadają ją jedynie osoby obdarzone talentami magicznymi.

Narracja obserwatora wszechwiedzącego, który przestawia wydarzenia z punktu widzenia różnych postaci, daje czytelnikowi możliwość poznania uczuć kilku bohaterów, ich przeszłości i obaw. Ponadto wielowątkowość dzieła sprawia, że widz ma możliwość zobaczenia świata, w którym życie nie jest łatwe, gdzie śmierć czeka na każdym kroku, a człowiek skazany jest na zagładę z powodu żądzy okrutnych i zachłannych Magistrów oraz istot, o których nie ma najmniejszego pojęcia. Bieda i ubóstwo, a także choroby i woń nieczystości mieszają się z eleganckim, wykwintnym życiem arystokracji, co może symbolicznie oddawać także charaktery niektórych bohaterów – obrzydliwych i zepsutych mężczyzn pragnących życia wiecznego i nieograniczonej mocy, którzy momentami potrafią pokazać tę lepszą stronę swojej osobowości. Ale tylko czasami. I nie wszyscy.

Autorka tworzy prawdziwą plejadę najróżniejszych sylwetek, z których na pierwszy plan wysuwa się Kamala oraz książę Andovan. Dziewczyna, która samym swoim istnieniem burzy ład wśród Magistrów, zostając jednym z nich, jest krnąbrną, ale także doświadczoną okrucieństwem młodą kobietą pragnącą wyrwać się z matni przeszłości – z biedy i strachu, a także obrzydliwej profesji ladacznicy. Czy jednak jej historia może poruszyć czytelnika i przekonać go do polubienia Kamali? W moim przypadku nie. Drugą interesującą postacią jest książę trawiony przez tajemnicze Wyniszczenie. Chłopak jest równie zdeterminowany, jak Kamala, z tą różnicą, że on pragnie odzyskać zdrowie i nie cofnie się przed niczym, by odnaleźć winowajcę swojego losu. Ponadto interesujący jest jeszcze Colivar, jeden z Magistrów, który odgrywa znaczącą rolę w tej historii, a przy tym dla mnie był najbardziej pociągającym charakterem, z jakim przyszło mi się zmierzyć w świecie pani Friedman. Może dlatego, że trudno go rozgryźć?

Interesującym wątkiem, który w pewnym momencie przyćmiewa wszystkie inne, jest pojawienie się tajemniczego zła, które zagraża ludzkości – istot zwanych Pożeraczami Dusz (Duszożercami). Te pradawne, koszmarne stworzenia są ogromnym zagrożeniem nie tylko dla ludzi, ale także dla Magistrów – będą musieli stawić czoła niegdyś uwięzionym potworom, które niepokojąco przypominają ich samych.

Przyznaję, że książkę czytałam – z przerwami – przez około trzy tygodnie. Bywały chwile, gdy odkładałam ją na bok, by przeczytać coś innego – po prostu potrzebowałam odpoczynku. Niemniej nie mogę powiedzieć, że książka mi się nie podobała, gdyż to kawał porządnej fantastyki, której grzechem byłoby nie poznać. Celia ma wspaniały dar opowiadania, skrupulatnie tworzy sekwencję scen, dokładnie oddaje charakter wykreowanych przez siebie postaci i maluje obraz świata, który mami i przeraża jednocześnie. Niestety nie jest to powieść, która byłaby tak wciągająca, bym miała czytać ją z zapartym tchem. Bywały chwile, że niezwykle mnie nużyła, by później zaskoczyć nagłą akcją, od której nie mogłam się oderwać. Główna bohaterka niestety nie przypadła mi do gustu, ale podobno nie można mieć wszystkiego – a zachowanie Kamali wynika z dramatycznej przeszłości. Czy polecam Ucztę dusz? Oczywiście! Niejeden fan powieści fantasy będzie tą książką zachwycony – wszak tak rozbudowanych i dopracowanych dzieł nigdy za wiele. Osobiście daję ocenę 4+/6 i z ciekawością oczekuję na kontynuację – jest trochę pytań, które nie mogą pozostać bez odpowiedzi!

 

**** Tirindeth by mybooksbytirindeth dla PB