Recenzja: Żelazna Córka

Żelazna miłość

Meghan przebywa w Mrocznym Dworze – taka była cena układu z księciem Ashem, który pomógł dziewczynie odnaleźć Ethana i zniszczyć Żelaznego Króla. Teraz Ash unika Meghan, a nastolatka nie ma pojęcia, jaka czeka ją przyszłość w skutej lodem krainie, gdzie przed śmiercią chroni ją jedynie łaska królowej Mab. Zwodzona, przerażona i niepewna, a przy tym zakochana w mężczyźnie, który powinien być jej wrogiem, dziewczyna oczekuje na dopełnienie się swojego losu, gdy niespodziewanie staje się świadkiem dramatycznych wydarzeń – kradzieży Berła Pół Roku, przekazywanego co sześć miesięcy pomiędzy dworami Letnim i Zimowym. Meghan zna sprawcę zdarzenia, lecz zimowa królowa nie chce jej uwierzyć, zrzucając winę na Letni Dwór. Wojna wisi w powietrzu i Meghan wie, że musi odnaleźć Berło, by zapobiec najgorszemu…

Na drugi tom przygód Meghan Chase czekałam z niecierpliwością już przeszło rok czasu – czyli dokładnie od chwili, gdy przeczytałam Żelaznego Króla. Niesamowity świat stworzony przez Julie Kagawę sprawił, że moje serce zaczęło bić szybciej, zaś przez wiele następnych dni spoglądałam nieprzytomnym wzrokiem na nasz szary, ponury świat żałując, że nie jest mi dane poznać krainę Nigdynigdy i spotkać mrocznego księcia Asha. Miałam jednak spore obawy przed lekturą Żelaznej Córki, gdyż bałam się jednego – tego, że autorka nie sprosta moim oczekiwaniom i nie ukoi mojej tęsknoty. Jak bardzo się myliłam!

Julie po raz kolejny wciąga widza w magiczny i zwodniczy świat krainy Nigdynigdy, gdzie trzeba na każdym kroku mieć się na baczności, bowiem w mroku czai się niebezpieczeństwo, które nie zasypia. Pięknym, plastycznym językiem opowiada ustami Meghan historię o tęsknocie, miłości, nienawiści i zdradzie, a także o wielkiej przygodzie, która zapiera dech w piersi. Akcja mknie jak szalona, a czytelnik nawet nie zwraca uwagi, że strony powieści przelatują mu przez palce, nieubłaganie zbliżając ku finałowi i jednocześnie podnosząc temperaturę do granic możliwości. Dramatyczne decyzje, które muszą podejmować bohaterowie, potrafią wstrząsnąć i zaskoczyć, a to przecież tylko część emocji, które oferuje nam historia Meghan, półelfiej księżniczki Letniego Dworu.

Żelazna Córka to przede wszystkim akcja. Szalona pogoń i walka z emocjami, które targają główną bohaterką. Obserwujemy jej zmagania z przeciwnościami losu i miłością do księcia, któremu i ona nie jest obojętna. I przez całą lekturę drżymy w obawie o ich dalsze losy, o ich życie i przyszłość.

Bohaterowie przyciągają i zwabiają widza w swoje sidła, nie pozwalając uwolnić się spod uroku. Po raz kolejny moje serce biło w szaleńczym tempie, gdy na scenę wkraczał książę Ash, a dzięki zgrabnej narracji Meghan miałam wrażenie, że patrzę wprost w jego srebrne, zimne oczy, które zamiast zmrozić, rozpalały mnie do czerwoności. Prawdziwość wykreowanych przez panią Kagawę postaci polega na tym, że są rozdarci – obserwujemy ich wewnętrzne walki, ich emocje i strach, i doskonale zdajemy sobie sprawę, że każda ich decyzja będzie ciężka, ale też pełna odwagi i poświęcenia. I mimowolnie chcemy im pomóc, bo – co tu ukrywać – nie trudno jest pokochać bohaterów tej serii. Stają się nam bliscy, gdyż nie są idealni, nie są doskonali, choć właśnie tego byśmy się spodziewali. Powiedziałabym więc, że nie ma możliwości się obronić przed nimi. Wdzierają się do serca czytelnika, by wygodnie rozsiąść się w nim i zadomowić.

Przyznaję szczerze, że powieść ta wycisnęła ze mnie niejedną łzę, ale i dała nadzieję – wszak to nie koniec, czeka nas jeszcze Żelazna Królowa i Żelazny Rycerz – mam nadzieję, że nie będę musiała czekać kolejny rok na następną porcję przygód Meghan, gdyż tęsknota mimo wszystko nie została w pełni ukojona i głód historii na nowo zjada mnie od środka. Moje szczere uwielbienie dla twórczości Julie Kagawy nie zna granic i z największą mocą namawiam Was – jeśli nie mieliście okazji poznać owej  historii, to serdecznie polecam Żelaznego Króla, jeśli natomiast znacie już pierwszy tom serii, szybko sięgnijcie po kontynuację – nie będziecie zawiedzeni! Śmiało bowiem stwierdzam, że Żelazna Córka jest równie dobra, o ile nie lepsza od swojego poprzednika. Dajcie się więc porwać przygodzie i magii w krainie Nigdynigdy, pozwólcie, by zawładnęły Wami emocje, o jakich nie mieliście wcześniej pojęcia – może, podobnie jak ja, zostaniecie porażeni historią, którą śmiało mogę nazwać arcydziełem i której daję w pełni zasłużoną ocenę 6/6!

 **** Tirindeth by mybooksbytirindeth dla PB