Recenzja: Szkarłatna partytura

Muzyka, jako sztuka piękna, uważana jest za jeden z najsilniejszych bodźców oddziałujących na człowieka. Muzyka może wzruszyć, zaskoczyć, ukontentować, uradować, a nawet zezłościć czy wręcz doprowadzić do furii. Dla twórców zaś jest możliwością przelania swoich emocji na konstrukcję wielu dźwięków połączonych ze sobą w całość. Ba, nierzadko stanowią integralną część z duszą autora. Czy zatem chcielibyśmy, poza możliwością usłyszenia muzyki, móc ją także zobaczyć? Czy widzenie dźwięków odmieniłoby nasze postrzeganie muzyki, czy wciąż byłoby to przede wszystkim doświadczenie słuchowe? A co by się stało, gdyby nagle ta muzyka chciała nam coś „pokazać”?

Sara d’Albis, niezwykle utalentowana pianistka z darem synestezji, właśnie bierze udział w donośnym wydarzeniu – premierze utworu niezwykłego węgierskiego twórcy – Ferenca Liszta. Kobieta nie wie jednak, że tego wieczoru pozna coś, co odmieni jej życie – zobaczy ukrytą w dźwiękach wiadomość. Chcąc poznać prawdę, zagłębi się w mroczny świat, który ani trochę nie jest bezpieczny. Teraz jej tropem będzie podążał zabójca, a tajna organizacja zapragnie zdobyć dziewczynę, by poznać tajemnicę, jaką widziała tylko ona i posiąść dzieło muzyczne, dzięki któremu można rządzić światem. Sara postanawia ruszyć tropem wielkiego kompozytora, by zapobiec najgorszemu…

Szkarłatna partytura przyciągnęła moją uwagę piękną okładką i intrygującym opisem. Kiedy więc sięgnęłam po dzieło, byłam bardzo pozytywnie nastawiona, lecz z kolejnymi kartami tej prawie sześciuset stronicowej powieści mój entuzjazm stopniowo malał. Obszerna historia o dziewczynie obdarzonej niesamowitym darem i zmarłym grubo ponad sto lat temu kompozytorze, który „powraca” w mrocznej intrydze, nie do końca spełniła moje oczekiwania. Ale zacznijmy od początku.

Język, jakim posługuje się Ralf Isau jest interesujący i elegancki, dzięki czemu nie dziwi mnie fakt, że autor zdobywał liczne nagrody za swoje dzieła. Plastyczność narracji trzecioosobowej sprawia bowiem, że czytelnik szybko zostaje wciągnięty w świat Sary i razem z nią dąży do odkrycia prawdy. Bardzo dobrym zabiegiem jest wprowadzenie fragmentów listów, opinii i złotych myśli, od których zaczynały się rozdziały, mówiących o kompozytorze – pobudza to zainteresowanie widza i wprowadza atmosferę tajemniczości. Ponadto czytelnik ma także możliwość poznać postać samego kompozytora, z którym ja osobiście do tej pory nie byłam zaznajomiona, choć jego utwory kojarzę. Dzięki tej książce poznajemy więc kolejną interesującą postać, jednak akurat do faktów pochodzących z powieści Ralfa podchodzę z rezerwą, nawet jeśli sam autor twierdzi, że przeczytał niezliczoną ilość źródeł biograficznych. Wydźwięk dzieła bowiem odbiera historii Liszta wiarygodności – nagromadzenie przeróżnych informacji powoduje „przejedzenie” u widza.

I teraz przechodzimy do tej części, która nie będzie zbyt pozytywna – mianowicie do istoty dzieła. To thriller z domieszką fantastyki, w której świat nam znany łączy się z mrocznymi zagadkami rzeczywistości, której my – zwykli ludzie – nie mamy możliwości poznać. Całość jest spójna i ma sens, a kolejne tajemnice sprawiają, że akcja nabiera tempa, ale… nie lubię powieści tworzonych na wzór dzieł Dana Browna. Szczerze? Dla mnie to trochę takie dyrdymały, którymi ktoś pragnie odmienić historię na własne „widzimisię”. Nie lubię zwłaszcza wplatania kościoła i duchownych w daną historię, a tu ponownie – o dziwo – wydarzenia są związane z pewnym wydarzeniem istotnym dla kościoła katolickiego. I przez to właśnie moje zainteresowanie dla książki diametralnie zmalało, choć nie mogę powiedzieć, że jako utwór literacki jest to zła książka, bo byłabym daleka od prawdy. Niestety nie zawsze świetne wykonanie idzie w parze z pomysłem, a tu w pewnym momencie tego wszystkiego było wręcz za dużo.

Szkarłatna partytura będzie powieścią idealną dla fanów kryminalnych thrillerów z domieszką fantastyki oraz dla tych, którzy gustują w powieściach tworzonych na wzór Browna i nie boją się nudy, która wkrada się momentami do lektury. Myślę, że także ludzie związani silnie z muzyką odnajdą w powieści Isau coś interesującego – sam dar synestezji jest niezwykle frapujący i warty przemyślenia. Niestety ci, którzy – podobnie jak ja – mają nieco inne gusta, mogą czuć się nieusatysfakcjonowani dziełem niemieckiego pisarza i niewątpliwie będzie im trudno przyswoić tę historię. Czy polecam? Ze względu na nietypową tematykę dotyczącą widzenia muzyki poprzez barwy, owszem. Ale nic więcej w tej powieści mnie nie wciągnęło, zatem daję ocenę 3/6.

**** Tirindeth by mybooksbytirindeth dla PB