Recenzja: Syn Neptuna

 

Jak zdążyliśmy zauważyć, Rick Riordan ma słabość zarówno do mitologii wszelkiej maści, jak i do nastoletnich bohaterów, którym poświęca coraz to nowsze powieści. Pamiętacie Percy’ego Jackson’a? Ulubieniec młodzieży z całego świata powraca, tym razem w całkiem nowej serii, choć może w nie tak do końca nowej odsłonie.

Percy Jackson ma amnezję. Nie pamięta swojego życia, prócz ostatnich ośmiu miesięcy, kiedy to wilczyca Lupa powiedziała mu, że jest półbogiem, dzieckiem śmiertelniczki i boga morza – Neptuna. Spędzając czas wśród wilków, szkolił się na wytrawnego wojownika, a kiedy nadszedł czas, wyruszył w długą podróż, samemu nie wiedząc dokąd. Na jego drodze pojawiają się kłopoty – dwie żądne zemsty gorgony. Zmagania z nimi wiodą go do rzymskiego obozu dzieci bogów, a zarazem do dwójki ludzi, z którymi Percy zwiąże swój los – Hazel i Frank’a. To z nimi chłopak wyruszy na niebezpieczną misję powierzoną im przez boga wojny a także zacznie odkrywać elementy swej przeszłości.

Rick Riordan moje uznanie zdobył już wcześniejszą serią „Kroniki rodu Kane”, dlatego i po „Syna Neptuna” sięgnęłam z miłą chęcią, pomimo że części pierwszej nie czytałam. Muszę przyznać, że każda książka tego autora po jaką sięgnę przykuwa moją uwagę i niesamowicie wciąga, kradnąc mój czas na kilka wspaniałych godzin. Jest to niewątpliwie zasługa stylu, jakim posługuje się pan Riordan. Czuje się tu lekkość pióra, dialogi nie nudzą, mają w sobie jakiś urok, który budzi sympatię.

Autor dość dobrze wykreował bohaterów, nadał im wiele indywidualnych cech, choć nie jest to zrobione tak dobrze, jak w innych jego powieściach. Ciekawym posunięciem było wplecenie znanego nam bohatera w serię traktującą już nie tylko o nim samym, ale również o wielu innych postaciach – odsunięcie go na bok a jednak wciągnięcie w wir wydarzeń.

Tym razem do czynienia mamy z mieszaniną mitologii greckiej i rzymskiej. Osoby, które tematem tym się nie interesują, mogą być na początku zagubione. Imiona greckich bogów mieszają się z tymi rzymskimi. Nie każdy ma świadomość, że w zasadzie zarówno bóstwa Greków, jak i bóstwa Rzymian, to w rzeczywistości te same postacie, oddalone od siebie jedynie czasem i kulturą. Książka na szczęście nam to wyjaśnia, choć może nie do końca w takim stopniu, w jakim oczekiwałam.

Świat przedstawiony rozciąga się poprzez kilka stanów USA, Alaskę i ocean. Zabrakło mi w nim opisów krajobrazów, bo te, które możemy przeczytać są bardzo ubogie, choć z drugiej strony dla innych może to być zaletą.

Narracja prowadzona z punktu widzenia każdego z bohaterów jest ciekawym zabiegiem, choć nie powiedziałabym, że niezbędnym właśnie dla tej serii. Możemy poznać bliżej Hazel, Franka i Percy’ego – ich uczucia, których publicznie nie ujawniają, a także największe marzenia i lęki. Życie Franka zależy od nadpalonego drewienka, Hazel boryka się z wielkim poczuciem winy w związku z czymś, co wydarzyło się wiele lat temu, a Percy za wszelką cenę pragnie odzyskać utraconą pamięć a także odnaleźć jedyną osobę, którą pamięta ze starego życia – Annabeth. Wszystko to przywiązuje nas do nich i zmusza do cichego kibicowania i trzymania za nich kciuków.

Powieść wciągnie zarówno nowych, jak i starych czytelników Ricka Riordana. Choć osobiście nie lubię, gdy to dzieci odgrywają główne role w książkach, w tym wypadku jestem w stanie zrobić wyjątek oraz stwierdzić, że dzieło znanego autora, choć niedoskonałe, porwie i zaciekawi każdego.

Moja ocena: 5/6

 by Verrikaa