Recenzja: Nevermore – Kruk

Romans, horror i szczypta humoru. “Nevermore” to opowieść o Varenie i Isobel, milkliwym, często sardonicznym gocie i ślicznej, cieszącej się popularnością, cheerleaderce. Zrządzeniem losu tych dwoje zostaje zmuszonych do wspólnej pracy nad projektem z literatury. Dziewczyna szybko ulega fascynacji niepokojącym światem Varena – opisanym na kartach dziennika i wyśnionym światem, w którym ożywają najkoszmarniejsze opowieści Edgara Allana Poego.

Sny i słowa mają moc większą, niż można sobie wyobrazić.

Gdy opadają maski, gdy nie ma już „gota” i „cheerleaderki”, a zostają tylko coraz bliżsi sobie Isobel i Varen, okazuje się, że obydwoje mają przeciwko sobie nie tylko nieprzychylnych ludzi. To umysł rodzi najstraszliwsze koszmary i zaludnia wewnętrzne otchłanie. Isobel będzie miała tylko jedną szansę, by ocalić Varena przed cieniami, które on sam powołał do życia.

Uważaj, czego pragniesz… Możesz to otrzymać.”

Powieść Kelly Creagh pt. „Nevermore” odwołuje się do snów i pragnień. Łatwo marzyć, tylko co zrobić, gdy te marzenia stają się rzeczywistością, której wcale nie chcieliśmy? Sny pozostają wciąż zagadką. Podobno odzwierciedlają nasze wnętrze, uczucia nami szargające, są odbiciem naszej duszy. Powstaje pytanie, skoro sny należą do nas, a my do nich, czy jest możliwe zapanowanie nad nimi?

            Powieść zaczyna się od feralnego lekcyjnego projektu, do którego zostają przydzieleni cheerleaderka o blond włosach Isobel Lanley i mroczny got Varen Nethers. Oboje podchodzą do sprawy z niechęcią, ale szybko okazuje się, że świat Varena jest zbyt intrygujący dla Isobel. Dziewczyna coraz głębiej zapuszcza się w jego obręb, co zaczyna odbijać się na jej dotychczasowym, idealnym i poukładanym życiu. Żeby spotkać się z chłopakiem, okłamuje najbliższych, a kiedy staje w jego obronie, sama pada ofiarą nieprzychylnych temu znajomych. Już niedługo rodzina i przyjaciele stają się dla niej obcymi. Wszyscy odwracają się od niej, a ona pozostaje sama z coraz większą liczbą pytań. Dodatkowo projekt, którego wygłoszenie zostaje wyznaczone na dzień rozgrywek futbolowych zbiega się z występem zespołu cheerleaderek, których Isobel jest liderką. Nagle zaczynają piętrzyć się konflikty, a tajemniczy got i jego niebezpieczny, nieznany świat pociąga ją coraz silniej, szczególniej po zajrzeniu do jego czarnego dziennika. Wokół niej zaczynają dziać się dziwne rzeczy, widzi coś, co nie powinno istnieć. W końcu dla Isobel przychodzi czas, by zadać pytanie: kogo wpuściła do swojego życia? Tylko że wtedy jest już za późno, bo odkrywa ona nowe uczucie, które nierozerwalnie połączyło ją z czarnowłosym chłopakiem.

Kelly Creagh to debiutantka, która swoją powieścią bazującą na dziełach Edgara Allana Poego przebiła się na rynek wydawniczy silnym kopniakiem. Aż trudno uwierzyć, że tę książkę napisała instruktorka tańca! Wciąż jestem pod wrażeniem tego faktu i nie mogę uwierzyć, jak za pomocą słów zawładnięto moją duszą…

Zacznę od mniej istotnych faktów tylko po to, by mieć je z głowy, a potem przejść do przyjemniejszych i ważniejszych spraw. Jeśli chodzi o stronę techniczną, to znalazłam błędy w druku, ale jest ich zaledwie kilka na ponad 400-tu stronnicową powieść, dlatego odpuszczam te grzechy. Treść jest przejrzysta, strony numerowane na górze i dodatkowo opatrzone tytułem rozdziału. W tekście natomiast można odnaleźć kilka fragmentów dzieł Poego. A sama okładka jest przyjemna i tajemnicza, nawet fioletowe napisy mają swoje ukryte znaczenie. Jednak osobiście wolę klimatyczną amerykańską okładkę, do której moje serce mocniej bije, a po ciele przebiegają dreszcze.

Narracja jest prowadzona w trzeciej osobie z punktu widzenia głównej bohaterki. To oszczędza niepotrzebnych monologów wewnętrznych i przesłodzonego wzdychania do ukochanego. Zważając na fakt, że coraz rzadziej spotyka się tę formę narracji i ze względu na to, że jest moją ulubioną, zapisuję to na plus.

Postaci zostały nakreślone przekonująco i realistycznie. Nie ma wątpliwości co do sposobu ich postępowania, a równocześnie nie są one sztampowe. Drugi plan daje radę i to podwójnie: po pierwsze przyciąga uwagę, a po drugie składa się z pełnokrwistych postaci, których nie można pominąć czy o nich zapomnieć, bo naprawdę wywołują emocje, a to już coś. Niejednokrotnie zostałam zaskoczona. Myślę: got i cheerleaderka – jak prosto. Od razu nasuwają się pewne skojarzenia. To trochę tak jak z archetypem. Jest określonym, zakodowanym w świadomości wzorem, do którego mimowolnie powracamy i który kojarzymy jednoznacznie. Jednak tu czeka nas zaskoczenie, bo żadne z głównych bohaterów nie jest jednoznaczne i przewidywalne. Co warte zauważenia, to Varen również odstępuje od zwykłych literackich postaci męskich, głównie dlatego, że nie ugania się za bohaterką, wydaje się zupełnie niezainteresowany, absolutnie nie daje żadnych oznak czułości. To zaskakuje, bo odnosi się wrażenie, że ten chłopak jest jak głaz i niemal niemożliwe staje się przebicie przez tę lodowatą skorupę jego obojętności – tym bardziej, że wcale nie jest udawana. O, tak! To nie miłość od pierwszego wejrzenia. Chłopak jest milczący, niedostępny, ponury, złośliwy i wydaje się żyć we własnym świecie, gdzie nie ma dostępu nikt prócz niego samego. Jest tak upiornie enigmatyczny jak to tylko możliwe. Naprawdę niełatwo go przejrzeć. Natomiast kreacja Isobel również potrafi zaskoczyć. Nie jest ona głupią, zadufaną w sobie blondynką, czego można by oczekiwać, lecz znajduje w sobie wiele siły, jest wytrwała i kryje w sobie mnóstwo wrażliwości. Przeżywałam z nią każdą katastrofę i każde uniesienie, bo wydała mi się bliska, zupełnie jak przyjaciółka.

I tu pojawia się kolejna kwestia: język powieści. Jest w nim wiele metafor, czasem surowych, które w połączeniu z opisywanymi wydarzeniami potrafią zmrozić krew, czasem pięknych i płynnych, jakby czytało się wiersz. Jako zwolenniczka opisów, bardzo przypadło mi to do gustu, jak również sposób wyrażania przez autorkę uczuć i szczegółowe opisy miejsc, snów i wszystkiego, co znalazło w nich miejsce. To doprowadza czytelnika, mającego pełny obraz zdarzeń i miejsca, do głębszego postrzegania przedstawionej sytuacji. Bardzo łatwo przychodzi wczucie się w ciąg rozgrywających się zdarzeń. Niemal namacalnie wyczuwa się ten chłodny powiew wiatru na plecach niosącego szept i to uczucie, że ktoś obserwuje, ktoś, kto potrafi ukryć się przed naszymi oczami…

A to prowadzi z kolei do niepowtarzalnej atmosfery powieści. Autorka znakomicie nakreśliła grozę. Po każdym zdaniu wyczuwamy niepewność i niepokój, które znajdują się jakby pod powierzchnią, tylko czekając na znak, by eksplodować pełnym lęku krzykiem. Dzieje się tak przez wplecione niepostrzeżenie pomiędzy linijki tekstu groźne zdania mimochodem budujące napięcie. I przyznam, że sama wiele razy krzyczałam wewnątrz ze strachu o los bohaterów.

Warto również wspomnieć o sekretach. Jako fanka „wszystkiego co niewytłumaczalne” lubię trochę pogłówkować, zanim zagadka zostanie mi przedstawiona. Kocham być zaskakiwana przez autora niespodziewanym rozwiązaniem akcji. I tak też było! Tajemnice i wszystkie tropy są ukryte tak sprytnie i na tyle głęboko, że nie można spodziewać się czegokolwiek. Dodatkowo świat wykreowany jest niepowtarzalnie i bardzo obrazowo dzięki plastycznemu językowi. Jest przerażająco fascynujący!

Podsumowując, wrażenie jest bardzo pozytywne. I wcale nie dziwią mnie opinie innych zachwyconych czytelników, bo… należę do nich. Powieść Kelly Creagh zawładnęła mną całkowicie i na stałe wpisała się na listę moich ulubieńców. Nieodwołalnie. Książkę mogę polecić wszystkim, a szczególnie tym, którzy oczekują niesamowitych doznań, lubią być zaskakiwani i lekko straszeni. „Uwaga! Wciąga.” – takie ostrzeżenie powinno zostać zamieszczone na okładce. W mojej opinii książka zasługuje na mocne 10 w skali 10-punktowej. Z niecierpliwością godną rozhisteryzowanej fanki czekam na ciąg dalszy, ponieważ jak zapowiedziała autorka, opowieść o Isobel i Varenie będzie miała swoją kontynuację.

**** Jasmine Shanti dla PB

Praca bierze udział w programie KzaP