Recenzja przedpremierowa: Klątwa tygrysa

Baśniowe Indie

Gdy tylko otrzymałam przedpremierowy egzemplarz “Klątwy tygrysa” autorstwa Colleen Houck, dosłownie rozerwałam kopertę na strzępy (nie, to nie ja jestem tym tygrysem) i pełna nadziei na niesamowitą przygodę pożerałam lekturę wzrokiem. Nie mogłam doczekać się, aż znajdę chwilę czasu i będę mogła zająć się czytaniem, by następnie podzielić się swoją opinią z innymi.

Słyszałam już parę opinii na temat tej pozycji, lecz chciałam sama sprawdzić, jak to jest z “Klątwą tygrysa”. Na pewno nie martwiłam się o powtarzające motywy i oklepane schematy, gdyż jeszcze nie miałam do czynienia z książką, która poruszałaby temat Indii, nie licząc “Tygrysich Wzgórz”- lecz, to był zupełnie inny gatunek literacki. A więc, czego mogłam się spodziewać? Może zbyt prostego lub właśnie zbyt oklepanego języka? Zagmatwanej, czy może dziecinnie prostej fabuły? Sprawdziłam, i powiem, że…

Pierwsze, co urzeka czytelnika to okładka. Jest pełna różnych barw i ich odcieni, hipnotyzuje, ukazuje piękno wielkich kotów, a jednocześnie napawa strachem przed ich siłą… Taaak, tutaj nie do końca się zgodzę ze swoim odruchem bezwarunkowym “przytulić misia”.

Nie mogę powiedzieć, iż sposób pisania autorki do mnie nie trafił – raczej zrozumiałybyśmy się świetnie. Nie za dużo, nie za mało. Wszystko wyważone i wciągające, podające wystarczająco dużo szczegółów i informacji. Szkoda jednak, że niektóre wątki pozostały nierozwinięte – z chęcią dowiedziałabym się jeszcze więcej o historii chociażby Kishana, brata Rena. Momentami odczuwałam przesyt odnoszenia się do legendy i klątwy, ale poza tym, nie mam większych zarzutów.

Główna bohaterka to Kesley Hayes, osiemnastolatka, a jej historia zaczyna się w… cyrku. Niepozornie, prawda? Z drugiej strony – jaka nastolatka pracuje w cyrku? Cudownie jest jednak w chwili samotności mieć przyjaciela – tygrysa. Kesley ma z nim bardzo dobre relacje, kontakty. Chce dla niego jak najlepiej, a pod tym słowem kryje się “wolność”. Gdy nadarza się okazja przetransportowania Rena do rezerwatu w Indiach, Kesley postanawia towarzyszyć mu w tej podróży. Nie wie nawet, ile może się zmienić…

Akcja dzieje się po części w Stanach Zjednoczonych, a po części już w Indiach. Dżungla czy miasto, wszystko pozostaje barwne i ciekawe, pełne niewiadomego i nieodkrytego. Przewracałam strony z zamiłowaniem, ciekawa ciągu dalszego. Czasy oczywiście współczesne, choć legenda nawiązuje do dalekiej przeszłości.

Przenosimy się do Indii – i to tam wszystko nabiera tempa, ponieważ egzotyka i bracia z książęcego rodu napędzają całą konstrukcję. Widać, że “Klątwa tygrysa” ma bardzo dobre zaplecze, szkielet i ogólny zarys książki był bardzo skrupulatnie wykonany, a potem wypełniony szczegółami.

Według mnie najciekawszą częścią było wplecenie indyjskiej legendy, a co za tym idzie – ciążącej nad Renem klątwy. Wprost nie mogłam się oderwać od fragmentów, które dostarczały mi więcej informacji o tym ewenemencie, a sam Ren jest… urzekający. Czy skradł moje serce? Jako jeden z wielu, ale w Indiach, to on by był numerem jeden.

Czy to tylko tygrys, czy to przeznaczenie Kelsey Hayes? Co może pomyśleć osiemnastolatka o bajce mówiącej, iż tylko ona może zdjąć klątwę ciążącą nad księciem? Jako twardo stąpająca po ziemi realistka nie jest zachwycona perspektywą pogodzenia się z faktem, że coś paranormalnego istnieje. Na szczęście jest ona dość otwarta na świat i jego dziwactwa, dlatego jest szansa, że coś z tego wyniknie…

Sposób, w jaki autorka opisuje przebieg wydarzeń i operuje piórem zasługuje na mój podziw i uznanie. To samo tyczy się bohaterów, jakich stworzyła i świat, który ukazał się moim oczom wyobraźni. Do tej pory Indie były jedynie mglistą mrzonką, lecz w połączeniu z oszałamiającą historią przedstawioną w “Klątwie tygrysa”, czuję się, jakbym już tam kiedyś była. Z pewnością powtórzę tę podróż, kiedy będę miała szansę przeczytać kontynuację. Jednak zanim to nastąpi postaram się przekonać jak najwięcej osób, aby sięgnęły właśnie po tę książkę.

****Charlotte12 by bookcriticaster dla PB