Recenzja: Kocham cię prawie aż po śmierć

Poczucie własnej wartości i tożsamości, która niejako kreuje naszą osobowość, to bardzo ważne relacje w życiu każdego człowieka. Znając swoje korzenie, czujemy się pewniejsi, nie jesteśmy „nikim”. Czasem jednak zdarza się, że fizyczna przynależność do danej społeczności nie zawsze jest równoznaczna z duchową. Czasem człowiek czuje się rozdarty i musi wybrać… Tylko czy można wybrać dobrze?

Anastasija jest czarownicą. Taką współczesną, gdyż żyje w dwudziestym pierwszym wieku, chodzi do liceum i ma przyjaciółki. Ale należy też do kowenu czarowników, którzy już wkrótce poddadzą ją Inicjacji na jej szesnaste urodziny – wówczas podczas testu Ana ma zaprezentować swoje możliwości magiczne i otrzymać zawód, który będzie wykonywała dla dobra kowenu. Ale Ana tak naprawdę nie czuje się na siłach. Co więcej, jest pewna, że nie ma żadnych mocy. Dlatego też, gdy w dniu jej urodzin pojawia się pod domem tajemniczy, blady mężczyzna i twierdzi, że jest jej ojcem, a w dodatku wampirem, świat bohaterki wywraca się do góry nogami. Splot zaskakujących sytuacji zaprowadzi dziewczynę do świata, o jakim nawet nie śniła. A to dopiero początek zmian w jej na pozór poukładanym życiu…

Po Kocham cie prawie aż po śmierć sięgnęłam z dwóch powodów – magicznej okładki przyciągającej spojrzenie widza i tematyki wampirycznej. Ciekawiło mnie bowiem, jak autorka poradzi sobie z oklepanym już w zasadzie tematem i jak skonfrontuje postacie czarowników z krwiopijcami. I przyznam, że zostałam miło zaskoczona, choć nie zabrakło też potknięć.

Narracja oczywiście nie jest niczym nowym – pierwszoosobowa z punktu widzenia głównej bohaterki Any przedstawia nam wydarzenia od dnia, w którym dziewczyna kończy swoje szesnaste urodziny i najwyraźniej nie jest z tego powodu zadowolona. Interesującym zabiegiem jednak jest to, że momentami bohaterka zwraca się bezpośrednio do widza, zacieśniając więzi między sobą a czytelnikiem. Akcja rozpoczyna się w najbardziej oczywistym miejscu na świecie – czyli w szkole. I przyznam, że przy pierwszych parunastu stronach naprawdę chciałam rwać włosy z głowy, bo nie miałam najmniejszej ochoty na kolejny sztampowy paranormal. Ale później coś się zmienia. Okazuje się, że nasza bohaterka wcale nie jest nudną, cichutką dziewczynką, a jej życie wcale nie jest takie schematyczne i banalne, jak się spodziewałam.

Powieść ma swój dynamizm, który wsysa widza w świat Anastasiji. I choć książka nie jest specjalnie obszerna (a szkoda!), to otrzymujemy całkiem zgrabną historię bez zbędnych opisów i przemyśleń bohaterów. Chociaż z drugiej strony nie da się nie zauważyć, że momentami wszystko dzieje się zbyt szybko, a Ana nie ma nawet możliwości zastanowić się nad swoją sytuacją – powiedzmy, że płynie z prądem. W pewnych momentach było to nieco… rozczarowujące?

W zasadzie przewodnim motywem całej powieści jest nie tylko pochodzenie dziewczyny, ale i jej rozdarcie pomiędzy dwoma chłopakami prezentującymi odmienne światy. Chociaż z tym rozdarciem może jednak trochę przesadzam, gdyż Ana w zasadzie sama nie wie, czego chce i co więcej, potrafi przez to doprowadzić czytelnika do białej gorączki. Ja osobiście nie miałam problemu z wyborem pomiędzy dwójką męskich bohaterów, lecz pozwolę sobie zachować go w tajemnicy, by nikomu niczego nie sugerować.

Niestety o rozczarowaniu też należy wspomnieć. Pierwsza i najważniejsza rzecz to nietrafność doboru tytułu, który w zasadzie nie bardzo łączy się z treścią powieści. Oryginalny Vampire Prinsess 1: Almost To Die For brzmi o wiele lepiej. Podobnie sytuacja ma się z okładką – jest piękna, ale opis z tyłu ma błędy i to w dodatku w imieniu bohaterki – widać więc niedociągnięcia ze strony wydawcy. Niemniej dziewczyna na okładce jest śliczna, choć opalona – kolejne faux pas. Ale sami to zauważycie, jeśli zapoznacie się z treścią powieści.

Kocham cię prawie aż po śmierć to opowieść o magii, miłości i poszukiwaniu własnego ja. O dwóch światach, które ścierają się ze sobą, walcząc o nastoletnią dziewczynę. To historia, która potrafi zachwycić, ale i nieco rozczarować, zwłaszcza, gdy nadchodzi moment, w którym czytelnik zdaje sobie sprawę, iż nie dostał odpowiedzi na wiele pytań. Osobiście więc chętnie sięgnę po drugi tom serii, bo czas spędzony z powieścią Tate uważam za dobrze wykorzystany. Dając ocenę 4+/6 pozostawiam Wam wolny wybór – czy macie ochotę zmierzyć się z dwoma wrogimi sobie światami i w każdym z nich odnaleźć cząstkę piękna?

 **** Tirindeth by mybooksbytirindeth dla PB