Recenzja: Sto tysięcy królestw

„Pana Ciemności nie da się kontrolować, dziecko. Można go jedynie spuścić ze smyczy.”

Literatura fantasy obfituje w ogrom świetnych powieści. Co roku pojawiają się kolejne pozycje, które przyjmowane są niezwykle entuzjastycznie. Jako, że jestem wierną fanką właśnie tego gatunku, a ponadto zachęciły mnie liczne, pochlebne recenzje z Zachodu, niewiele myśląc postanowiłam sięgnąć po „Sto Tysięcy Królestw”.

Nominowany do wielu prestiżowych nagród, takich jak: Hugo, Nebula czy World Fantasy Award, to jeden z licznych debiutów ostatnich lat, lecz tym razem można powiedzieć, że nominacje do nagród są jak najbardziej zasłużone. Piszę to dlatego, że czasem wydawnictwo informując nas o podobnych nominacjach, stosuje tego rodzaju reklamy jako tani chwyt marketingowy. Jednak w przypadku powieści N.K. Jemisin umieszczanie podobnej informacji jest w pełni uzasadnione – książka niewątpliwie jest warta jest naszej uwagi.

Amerykańska pisarka z wykształcenia jest psychologiem i aktywną blogerką polityczną, dodatkowo też zatwardziałą feministką, co widać w jej utworze. Powieść „Sto tysięcy Królestw” to jej debiut, który uważam za udany, jest to także pierwszy tom Trylogii Dziedzictwa.

W skrócie można powiedzieć, że książka opowiada o ubogiej dziewczynie, która jest wyrzutkiem z dalekiej północy. Yeine Darr w wyniku tragicznej i tajemniczej śmierci, traci matkę. Z niewiadomych przyczyn zostaje wezwana do stolicy, królewskiego miasta Sky, by stawić się przed królem. Tam czeka ją ogromne zaskoczenie, gdyż okazuje się, że zostaje ogłoszona spadkobierczynią tronu.  I w tym momencie zaczynają się problemy. Pełen dworskich intryg i krwawej walki o panowanie świat arystokracji, w którym bogowie żyją obok ludzi i służą jako broń, sprawiają, że Yeine nie wie kto jest przyjacielem, a kto wrogiem.

Główną rolę w całej historii odgrywają kobiety – począwszy od głównej bohaterki, która jest delikatna i zarazem bardzo silna psychicznie, czasem jej temperament bierze górę i wtedy postępuje niezbyt racjonalnie, przez co popełnia wiele błędów, ale i ma cele, do których nieustannie dąży. Na pewno jest barwną postacią, a jej cięty język sprawia, że można ją polubić. Kolejnymi kobiecymi postaciami, które mają wiele do powiedzenia w tej historii, to Kurue, Enefa i Zhakkarn. Tak jak Yeine to postacie wyraziste i z charakterem, ale w przeciwieństwie do głównej bohaterki – o ukształtowanych poglądach.

W powieści nie brakuje też intrygujących męskich postaci. Osobą, która zrobiła na mnie największe wrażenie jest Nahadoth, jeden z trójki bogów, Pan Ciemności, niebezpieczny, inteligentny, drapieżny mężczyzna, który uwielbia zwodzić głupców. Jest osobowością niezwykle wyrazistą i tajemniczą, a także silną w swej słabości. Kolejną postacią, która zdobyła moją sympatię jest Sieh. Choć bardzo stary, wybrał formę małego chłopca, dziecko bogów, zwany Oszustem, czasem zachowuje się jak przystało na jego wygląd zewnętrzny, lecz bywają też chwile, kiedy wydaje się być bardzo dojrzały. Jak zatem widać, autorka stworzyła gamę przeróżnych osobowości  o których nie sposób szybko zapomnieć.

Świat przedstawiony nie jest zbyt oryginalny, Jemisin korzysta ze sprawdzonych wzorów. Sto tysięcy królestw to przekrój niezwykle różnorodnych ras ludzi, oraz bardzo bogaty we florę i faunę kontynent. Jednak stworzona przez autorkę mitologia zdaje się równoważyć pewnie niedociągnięcia. Znajdująca się w kulminacyjnym momencie historia bogów – którą zapoczątkował Chaos, potem nastąpiła walka Dobra ze Złem, by skończyć się wojną bóstw – teraz ma szanse odmienić swój bieg. Zniewoleni do tej pory bogowie mają szansę w końcu odzyskać wolność. A to wszystko za sprawą głównej bohaterki!
Prosta fabuła kręci się wokół Yeine. Walka o przetrwanie w stolicy, chęć zdobycia tronu, kilka mało skomplikowanych intryg, w które przez swoją nieuwagę wplątuje się dziewczyna. Lecz to zakończenie wywołało u mnie niezwykle skrajne emocje. Jest jednocześnie bardzo zaskakujące ale także mocno rozczarowujące, mam nieodparte wrażenie, że brakło tutaj oryginalnego pomysłu. Akcja powieści jest dynamiczna, przez co czytelnik nie czuje się znudzony. Momentami niestety bardzo łatwo przewidzieć, co stanie się dalej, jednak nie przeszkadza to w czytaniu lektury. Styl autorki jest łatwy w odbiorze. Nie jesteśmy zasypywani zbędnymi opisami, a dialogi są ciekawe, ale też proste. Pragnę jednak zaznaczyć, że dosyć mocno uwidoczniono feministyczne poglądy Jemisin, przez co nie każdemu książka może przypaść do gustu.

„Poruszałam się pomiędzy swoimi poprzednimi towarzyszami, niewidzialna, lecz widząca wszystko”

Lektura będzie idealnym sposobem na spędzenie wolnego czasu w pochmurne i deszczowe wieczory. Niecodzienny wątek miłosny, interesujący świat, niezliczone intrygi oraz oryginalne spojrzenie na magię z pewnością przypadnie do gustu wielbicielom Trudi Canavan oraz George’a R.R. Martina. Ostrzegam jednak tych, którzy spodziewają się przełomu w fantastyce. Lektura posiada świetnie stworzoną historię z kilkoma oryginalnymi motywami, lecz do wielkich dzieł porównywać nie trzeba, gdyż jest to naprawdę dobra lektura, mająca szansę wybić się na szczyty list bestsellerów.  Tom pierwszy oceniam na 5/6 i czekam na kolejne części trylogii, ponieważ jestem niebywale ciekawa, co jeszcze zaserwuje nam autorka.

****Isztar  by isztarbooks.blogspot.com dla PB