Recenzja: Więzień Labiryntu

Wyobraź sobie miejsce, w którym nie ma nic poza ciemnością i strachem. Wyobraź  sobie, że żyjesz w tym miejscu już od dwóch lat i nie możesz wrócić do domu. Że nie wiesz, czy w ogóle masz dom! Strach przed zamknięciem i brak możliwości wydostania się z ciasnego pomieszczenia jest obezwładniający, prawda? Więzienia nie napawają radością, są ponure i smutne. Kiedy się ma świadomość, że nie ma drogi ucieczki, człowiek zaczyna szaleć, histeryzować. Jeśli więc znalazłbyś się w takim miejscu, jak byś postąpił? Szukałbyś drogi ucieczki za wszelką cenę, czy pozwoliłbyś sobie… umrzeć?

„Nazywam się Thomas, pomyślał.
To… to była jedyna rzecz, jaką pamiętał ze swojej przeszłości.”
*

Nastoletni Thomas obudził się w ciemnym, klekoczącym pudle, nie pamiętając niczego ze swojego życia, ba! – nie miał nawet pojęcia, co robił pięć minut wcześniej. Znał tylko własne imię. Dlatego też przerażony swoim położeniem, dopiero po chwili zrozumiał, że znajduje się w windzie – starej, trzeszczącej i chybotliwej. A później sufit stanął otworem, chłopak został wyciągnięty z zamknięcia i okazało się, że prawdziwy koszmar dopiero przed nim.

Strefa. Tak nazwały to miejsce dzieciaki, które pojawiły się przed Thomasem. Bohater poznaje chłopców w rożnym wieku, którzy żyją zamknięci w nieznanym nikomu miejscu – w centrum Labiryntu – gigantycznej konstrukcji ze ścian obrośniętych bluszczem. Żyją tam już dwa długie lata, bez odpowiedzi na pytanie „dlaczego?” i „w jakim celu” znaleźli się w tym, chciałoby się rzec, więzieniu. Jednak niezłomna wiara sprawiła, że wciąż poszukiwali wyjścia, wciąż krążyli po Labiryncie, myśląc, że uda im się wrócić do domów i do rodzin, których nawet nie pamiętali. Ale po przybyciu Thomasa coś się zmienia – dzień po nim pierwszy raz w windzie zostaje przywieziona dziewczyna. Streferzy są zdziwieni, bowiem „nowi” pojawiali się dotychczas raz na miesiąc. Co więc to oznacza?

Thomas stara się odkryć tajemnicę obszaru, do którego został zesłany bez jakiegokolwiek wyjaśnienia. Tak, jak inni, pragnie odpowiedzi. Lecz Labirynt to nie tylko wysokie mury. To także miejsce, w którym strach staje się nieodłącznym towarzyszem, a ciemność przynosi ze sobą niewyobrażalne niebezpieczeństwo. Co kryje się w niezliczonych korytarzach Labiryntu? Dlaczego młodzi chłopcy zostali zamknięci w nieokreślonym miejscu, nie pamiętając przeszłości? I kim są Stwórcy, którzy ich tam umieścili? Bohaterowie mają tylko jedną możliwość – znaleźć wyjście… albo zginąć.

Więzień Labiryntu to pierwszy tom dystopijnej trylogii, opowiadającej o grupie nastolatków, którzy muszą walczyć o życie w nieznanym, budzącym grozę zamknięciu. James Dashner nie bawi się w wyjaśnienia, wrzuca czytelnika od razu na głęboką wodę – tworzy sceny, które od pierwszych stron powieści potrafią zaskoczyć i przerazić, a także zmuszać do zadania oczywistych pytań o przyczyny – dlaczego te niewinne dzieci znalazły się w takim położeniu? Przedstawia wydarzenia z punktu widzenia obserwatora wszechwiedzącego, lecz przede wszystkim skupia się na Thomasie i jego odczuciach, ukazując wszystko oczami szesnastoletniego młodzieńca. Niczego nie wyjaśnia, pozwalając widzom na wczucie się w sytuację bohaterów powieści.

Akcja jest dynamiczna i trzymająca w napięciu – rozdziały są tak skonstruowane, by kończyć się w kulminacyjnym momencie. Wciąż narastające napięcie sprawia, że od książki nie można się oderwać, a brak jakichkolwiek wyjaśnień czy wprowadzenia zmusza czytelnika do samodzielnej pracy nad rozgryzieniem Labiryntu. Fabuła jest oryginalna i nieprzewidywalna, dostarczając wciąż nowych i zaskakujących wrażeń, zaś atmosferę – bo to ona jest tu niezwykle istotna – przepełnia obezwładniająca woń strachu, nie dająca nawet chwili spokoju, mrożąc krew w żyłach widza.

Kreacja bohaterów jest mistrzowska – autor tworzy postacie pełne emocji, bogate w indywidualne cechy charakterów, bezwzględnie pasjonujące. Do tego urozmaica  powieść o interesujące i oryginalne słownictwo, sprawiając tym samym, że postacie są osobami absolutnie realnymi, żywymi i… zdesperowanymi.

Czytając utwór Dashnera, zastanawiałam się nad tym, dlaczego trylogia została okrzyknięta najlepszym dziełem od czasu Igrzysk Śmierci. Czy to możliwe, by coś dorównywało kultowemu dziełu Suzanne Collins? Teraz wiem, że tak! Chociaż osobiście bardziej Więźnia Labiryntu porównałabym pod względem klimatu z przerażającą Otchłanią Gordona Smitha, lub filmem Cube, w którym wizja pojawienia się nagle w nieznanym, zamkniętym pomieszczeniu mnie przeraża. Twórczość Dashnera jest niezwykła – pisarz tworzy świat pełen tajemnic, ukrytej grozy, obezwładniającej trwogi. Potrafi manipulować emocjami czytelnika, zmusić go do odczuwania tego, co bohaterowie powieści – przerażenia i rozpaczy.

Szczerze mówiąc, przenigdy nie chciałabym się znaleźć w świecie, który stworzył autor Więźnia Labiryntu. Wizja tej rzeczywistości napawa mnie lękiem, ale i jednocześnie fascynuje, co wydaje się być dosyć wybuchową mieszanką odczuć. Jedno jest pewne – tej lektury nie można pominąć, a kiedy już poznajemy bohaterów i ich losy, nie można przestać o nich myśleć. Zakończenie zaś zagwarantuje wrażenie podobne do jazdy kolejką górską – mamy ochotę krzyczeć, w dużej mierze z rozpaczy. Lekturę polecam każdemu bez względu na wiek – nie pożałujecie! Dlatego też pierwszy tom trylogii Jamesa Dashnera oceniam jako wybitny, dając zasłużone 6/6 i oczekując z niecierpliwością na premierę Próby Ognia!

**** Tirindeth by mybooksbytirindeth dla PB

* cytat, str. 7.