Recenzja: Mrok

„Mrok” to druga część trylogii Strażnicy Veridianu napisanej przez Marianne Curley. O ile pierwszy tom, „Straż” był bardzo ciekawy, to teraz muszę przyznać, iż podczas czytania tej części byłam odrobinę zawiedziona. W porównaniu ze swoją poprzedniczką „Mrok” wypada trochę słabiej, aczkolwiek wciąż są to jedne z lepszych książek, jakie udało mi się przeczytać. Jeżeli trzeci tom tego cyklu będzie równie dobry, a może nawet i lepszy od wcześniejszych części to z czystym sumieniem będę mogła uznać tę trylogię za jedną z najlepszych, jakie przeczytałam.

            Od wydarzeń w „Straży” minął rok. Podczas misji, na którą wysłani zostali Arkarian i Isabel nie wszystko idzie tak, jak powinno. Jej towarzysz zostaje porwany i więziony w miejscu, z którego powrót jest prawie niemożliwy. Isabel za wszelką cenę pragnie ratować Arkariana i wbrew woli Loriana wraz z Ethanem i Mattem wyrusza na ratunek przyjacielowi. Czy uda im się uratować Arkariana na czas i bezpiecznie powrócić do swojego świata? I czy czekają ich jakieś konsekwencje za złamanie zasad?

            Jak już wcześniej wspomniałam, w porównaniu z tomem pierwszym „Mrok” wypada słabiej, w dodatku sporo czasu zajęło mi przebrnięcie przez tę książkę. I to nie dlatego, że nie była ona wciągająca. Bo była, jednak tylko wtedy, gdy siłą woli zmusiłam się do sięgnięcia po książkę i sumienne jej czytanie. Nie pochłonęła ona jednak całej mej uwagi, bo łatwo przychodziło mi rozproszenie się podczas czytania, często moje zainteresowanie bardziej wzbudzał sufit, niż czytana przeze mnie lektura. Byłam tym naprawdę zaskoczona, ponieważ „Straż” wylądowała wysoko w moim osobistym rankingu ulubionych książek.

            Co konkretnie miało wpływ na to, że książka ta mnie nie zachwyciła? Szczerze mogę odpowiedzieć, iż był to wątek miłosny, który spokojnie mógłby nie istnieć. Ba, jestem pewna, że gdyby go nie było, „Mrok” podobałby mi się dwa razy bardziej. W „Straży” co prawda również znajdował się mały wątek miłosny, ale był on naprawdę niewielki i prawdę mówiąc podczas czytania tej książki ledwo zwracałam na niego uwagę. Rozbudowanie go w drugim tomie, tym razem pomiędzy dwójką innych bohaterów, moim zdaniem zadziałało zdecydowanie na niekorzyść książki, gdyż dużo bardziej wolałabym czytać o świecie przedstawionym, o ciekawych zdolnościach bohaterów, niż o ich miłości między sobą. Nie ukrywam, iż sprawiła ona, że charakter danych bohaterów uległ zmianie i przestali oni wydawać mi się tak czarujący i fascynujący, jak podczas czytania pierwszej części.

            W „Mroku” narracja ulega zmianie, gdyż zamiast Ethana historię poznać można z punktu widzenia Arkariana, z czego bardzo się ucieszyłam, bo dzięki temu dużo więcej dowiedziałam się o tej postaci. Co prawda utracił on przez to swoją maskę tajemnicy, aczkolwiek stał mi się znacznie bliższy. Przyznać jednak muszę, że wszyscy bohaterowie tej książki są sympatyczni, bardzo łatwo można ich polubić. W samej lekturze dzieje się naprawdę wiele ciekawych wydarzeń. Wiązałam naprawdę duże oczekiwania związane z tą powieścią, niestety trochę się zawiodłam, jednak nie tracę nadziei i czekam na trzeci tom trylogii Strażnicy Veridianu, w nadziei, że okaże się on jeszcze lepszy od wcześniejszych części.

****Lenalee by  zlodziejka-ksiazek.blogspot.com dla PB