Recenzja: Kwiat mroku. Zatraceni

Luisa Folkert jest zwyczajną nastolatką. Teoretycznie zwyczajną, bo w praktyce to niezwykle zamknięta w sobie i pogrążona w depresji dziewczyna, która nie radzi sobie ze swoim życiem. Rozpacz po śmierci młodszego braciszka rozdziera jej serce i nie pozwala myśleć racjonalnie. Dlatego też dziewczyna w dniu swoich najbliższych urodzin postanawia popełnić samobójstwo. W lesie.

I wtedy ktoś ją ratuje. Ktoś, czyli on – Thursen. Tajemniczy chłopak przyciąga dziewczynę, intryguje i przeraża. I jest całkowicie nieuchwytny. Po tym, jak wymusza na Luisie obietnicę, że ta już więcej nie targnie się na swoje życie, ucieka i pozostawia ją samej sobie. Ale Luisa nie chce zrezygnować z nieznajomego – postanawia go odnaleźć. Niestety nie ma pojęcia, że chłopak skrywa straszną tajemnicę. I że właśnie ta prawda nie pozwoli im być razem…

Kwiat mroku. Zatraceni to debiutanckie dzieło Nory Melling. Już z opisu wiemy, o czym opowiada – o dziewczynie, która spotyka chłopaka posiadającego moc zmieniania się w wilka. O dziewczynie, która cierpi po śmierci młodszego braciszka. I wreszcie o dziewczynie, która dla miłości zrobi wszystko. No dobra, brzmi schematycznie, ale postanowiłam dać tej książce szanse – opis bowiem to przecież nie wszystko. A jednak…

Narracja pierwszoosobowa z punktu widzenia Luisy przedstawia nam przede wszystkim jej emocje. Duża cześć książki to przemyślenia bohaterki, jej walka z własnym bólem, albo raczej – co brzmi bardziej adekwatnie – jej użalanie się nad sobą i nad okrutnym światem, który zabrał jej brata i zniszczył rodzinę.  Język jest prosty, stylizowany na mowę nastoletniej dziewczyny, utrzymany w czasie teraźniejszym, co ma prawdopodobnie dynamizować fabułę. Ta jednak toczy się swoim rytmem, w większości obracająca się wokół dwóch miejsc – domu bohaterki i lasu, gdzie kryje się ukochany dziewczyny.

Dużym problemem tej książki jest w ogóle samo zagadnienie wilkołactwa. W opisie pojawia się słowo „zmiennokształtny”, które pasuje doskonale do stworzeń, jakie wykreowała pani Melling. Niestety powtarzające się notorycznie stwierdzenie „wilkołak” (które notabene różni się od zmiennokształtnego) burzy tę ideę – etymologia kłóci się z faktami. Od samego początku miałam wrażenie, że pisarka sama do końca nie wie, czego chce i obawiam się, że już prędzej Harry Potter wiedział więcej o wilkołakach, niż autorka powyższej książki, co jest niezwykle smutne – lykantropia wciąż traktowana jest po macoszemu, przez co zatraca się faktyczny wydźwięk i charakter tych stworów.

Pierwsza cześć tytułu (Kwiat mroku) stanowi dla mnie niemałą zagadkę, gdyż nie jest, według mnie, w żaden sposób nierozerwalnie połączony z postaciami i ich przygodami. Natomiast opis „miłość silniejsza od śmierci” nie wywołuje już patetycznych uczuć,  lecz pobłażliwy uśmieszek i wymownie wymieniane spojrzenia. Magia wielkiej miłości, romans jak ze snów i emocje sięgające zenitu? Rzeczywiście – uczucie, które łączy bohaterów, jest czyste, silne i zaskakująco niewiarygodne. Lecz z drugiej strony postawione zostają problemy Luisy i jej ciągłe zmiany nastrojów, które burzą sielankę i silnie wpływają na postaci ją otaczające. Dlatego bohaterka nie jest moją ulubienicą.

Plusem książki natomiast jest jej lekkość – czyta się niesamowicie szybko. Dlatego też tutaj należałoby zauważyć, że Nora umie konstruować opowieść tak, by wciągnęła czytelnika bez względu na treść. I nawet częste literówki i błędy interpunkcyjne, które wkradły się do tekstu, nie mogły mnie odwieść od postanowienia, że muszę przeczytać książkę jak najszybciej do samego końca, bo pomimo wszystko i tak historia niebywale mnie wciągnęła.

Kwiat mroku. Zatraceni to pierwsza część trylogii o  miłości „nie z tej ziemi”. Dla mnie osobiście jednak mogłaby to być jednotomówka, bo zakończenie mnie zaskakująco usatysfakcjonowało. Komu poleciłabym powieść Nory Melling? Przede wszystkim niewymagającemu czytelnikowi, który szuka rozrywki i odrobiny odpoczynku od szarej rzeczywistości.  Dlatego też w ostatecznym rozrachunkuKwiat Mroku. Zatraceni otrzymują 3,5/6.

**** Tirindeth by mybooksbytirindeth dla PB