Recenzja: Ciepłe ciała

Ostatnimi czasy mamy istne oblężenie księgarń istotami nie z tego świata. Wampiry i wilkołaki już na dobre zaskarbiły sobie naszą przychylność i znalazły ciepły kąt w naszych domach. Czy podobna rzecz będzie się miała z Zombie? Dzięki wydawnictwu Replika mamy okazję przekonać się na własnej skórze, czym są Martwi z kart powieści Isaaca Mariona pt. „Ciepłe ciała”.

            Isaac Marion to 30-letni Amerykanin, który żadnej pracy się nie boi. Przywoził łóżka pacjentom hospicjów, pracował z dziećmi w rodzinach zastępczych. „Ciepłe ciała” to jego debiut literacki, przez wielu uważany za najważniejszego reprezentanta gatunku.

            R jest Zombie, wraz z innymi Martwymi zamieszkuje opuszczone lotnisko. Nie pamięta swojego imienia, nie pamięta katastrofy, która spowodowała, że świat stał się polem walki pomiędzy nimi, a Żywymi. Aby żyć, musi zabijać. Zjadając Żywych, smakuje ich wspomnienia, myśli i najskrytsze pragnienia, dzięki czemu czuje się odrobinę mniej martwy. Podczas jednej z wypraw, R zabija młodego chłopaka, a zjadając jego mózg doświadcza wizji, która wstrząsa jego egzystencją. Znajduje Julie, dziewiętnastoletnią Żywą dziewczynę, ukochaną zjedzonego młodzieńca, której – o dziwo – nie ma zamiaru pożreć, ale zabrać ze sobą, ocalając przed śmiercią. Nieoczekiwanie dla nich samych zaczynają czuć do siebie coś całkiem przeciwnego, niż nienawiść. Pomiędzy nimi rodzi się zakazane i niezrozumiałe uczucie, które zaważyć może na przyszłości nie tylko ich, ale całego świata.

            Zaczynając swoją podróż poprzez zimny i martwy świat „Ciepłych ciał” miałam dość sceptyczne nastawienie do powieści. Już sam tytuł przyprawiał mnie o mdłości, kojarząc się z prosektorium. Opis jakoś też niezbyt zachęcał. Pomyślałam: „Znów książka traktująca o zakazanej miłości, rodzącej się pomiędzy wrogami”. Przejadły mi się już cukierkowe wampiry wegetarianie, czy wilkołaki, którym raczej należy współczuć, niż się ich bać. Znalazły się też w sieci recenzje, których autorzy niezbyt pochlebnie wypowiadali się na temat dzieła pana Mariona. Nie pozostało mi nic innego, jak na własnej skórze książkoholika przekonać się, co tak naprawdę niesie ze sobą powieść.

            Pierwsze, co mnie uderzyło, to brutalność, z jaką Isaac Marion przedstawia Zombie. Według autora to w większości istoty pozbawione wyższych uczuć, egzystujące w spustoszonym świecie, siejące wśród ostałych się Żywych popłoch. Choć zdawałoby się, że są nieśmiertelni, ciała gniją, ich członki odpadają, wydzielają nieznośny fetor, jaki towarzyszy rozkładowi. Pośród nich chodzą Martwe dzieci, którym z jakichś powodów odebrane zostało dzieciństwo i skazane zostały na życie Zombie. Nie mają zasad moralnych, nie czują się, jak pomioty Szatana, którymi są w oczach Żywych .

Pośród tego bałaganu wyłania się sylwetka R – młodego, lekko tylko rozłożonego Martwego, który – całe szczęście – wszystkie swe członki ma we właściwych miejscach. Nie wie, kim był wcześniej, nie ma żadnych wspomnień dawnego życia. Pomimo tego, że nie powinien czuć, odczuwa momentami jakąś nostalgię, niesprawiedliwość świata. Wszystko to potęguje się, gdy poznaje piękną Julię. Rozbudza w nim uczucia, o których myślał, że są tak samo martwe, jak jego serce. Od początku polubiłam R. Nie przepadam może za umarlakami, ale ten przypadł mi do gustu. Może dlatego, że jak umarlak się nie zachowuje – jeżeli w ogóle możemy mówić o zachowaniu w przypadku nieżywych. Marion odebrał mu cechy Zombie, jakie przez lata wpajał nam gatunek science fiction i fantasy. Wielu może to oczywiście zbulwersować, ale nie mnie. Lubię powiew świeżości i obalanie stereotypów.

Postacią, którą niezbyt polubiłam, jest Julia. W moim mniemaniu to głupiutka i naiwna dziewczyna, która nie dorosła do miłości. Jeśliby Zombie pożarł mojego chłopaka, byłabym zdruzgotana i na pewno nie wybaczyłabym mu tego. Ona, natomiast czuje ulgę, nie widać, by kiedykolwiek czuła do chłopca coś więcej, niż zwykłą przyjaźń. Nie mam pojęcia, co ten R w niej widzi!

Jest jeszcze kilka postaci, o których mogłabym pisać – Perry, M, Nora – ale sami musicie ich poznać.

Fabuła może nie jest do końca urzekająca, ma swoje wady, jednak zauważam spory potencjał. Czy Martwy może odczuwać? Teraz tak! Nie zamykajmy się w swoich przekonaniach, ale poznajmy też inną wizje Zombie, jaką roztacza przed nami Isaac Marion. Świat przedstawiony w powieści oddaje charakter post apokaliptycznej rzeczywistości. Opustoszałe ulice, zniszczone domy, ludzie ukrywający się w Twierdzy.

Autor ma bardzo dobry styl pisania. Język jest barwny, urozmaicony, sprawiający, że czyta się łatwo i przyjemnie – książkę pochłonęłam w jeden wieczór. Znalazłam kilka literówek, jednak nie wpływają one zbytnio na jakość czytanego tekstu.

Okładka nie wzbudza we mnie wielkich emocji i szczerze powiedziawszy nie wiem, kogo może przedstawiać. Być może R…

Posunęłam bym się do, może ryzykownego, stwierdzenia, że „Ciepłe ciała” niosą nam pewnego rodzaju przesłanie. Dla każdego może być ono jednak inne, więc nie będę narzucać Wam swoich poglądów – może sami to dostrzeżecie.

Moja ocena: 4+/6

Verrikaa