Recenzja: Blask nocy

Blask fabuły”

Chyba mało który zagorzały czytelnik gatunku paranormal romance nie słyszał jeszcze o Andrei Cremer i jej bestsellerowej serii. Nie ma w tym nic przypadkowego, że “Cień nocy” został pokochany przez miliony czytelników. Nadszedł i czas na polskie wydanie kontynuacji zatytułowanej “Blask nocy”. Czy pani Cremer w dalszym ciągu utrzymie swoją dobrą passę? Czy przebiła pierwszą część? Czego mogą się spodziewać potencjalni czytelnicy?

Nie jest żadną tajemnicą, iż w “Cieniu nocy” Calla wybrała bardziej buntowniczego i mniej porywczego z chłopców, Shaya. Mnie taki obrót sytuacji wcale nie przypadł do gustu, gdyż, bądźmy szczerzy, ubóstwiam Rena. Końcowe wydarzenia lekko ostudziły mój zapał wobec “Blasku nocy”, lecz i tak z niecierpilwością wypatrywałam premiery kolejnej części.

Początek lektury jest jak budzenie się z długiego snu. Może zająć nam chwilę, zanim odnajdziemy się w nowej sytuacji, przypomnimy sobie zajścia, które miały miejsce i zaaklimatyzujemy się w nowym położeniu Calli. Obserwujemy wszystko i wszystkich z jej punktu widzenia, co fantastycznie oddaje emocje bohaterki. Nie sposób, nie utożsamić się z nią i nie przenieść do tamtego świata. Szczególnie, gdy akcja nabiera tempa… Calla budzi się i zupełnie nie wie, gdzie tak naprawdę jest. Dopiero potem wszystko do niej wraca. Czeka ją wiele decyzji, łatwiejszych i trudniejszych. Momentami  czułam się bardzo zagubiona wśród Strażników i ich zatargów z wrogami.

Dokładnie pamiętam, jak zapytałam poprzez jeden z zatwierdzonych i wiarygodnych portali społecznościowych Andreę, czy możemy liczyć na dużą dawkę Rena w następujących częściach.

Ku mojej uciesze, odpowiedziała, że Ren odgrywa jakąś rolę w każdej jej książce. Nie posiadałam się ze szczęścia. Porównując obie części, wszystko się sprawdziło. Renier jest, był i będzie. Znów mogłam zachwycać się jego obecnością w fabule, która, jednym słowem, błyszczy.

Książkę polecam tym, którzy nie lubią nudy. Coraz więcej tajemnic, problemów, dynamiczne pojedynki – macie to zagwarantowane. Bohaterowie zmieniają się pod wpływem czynników zewnętrznych, które oddziałują również na ich charaktery. Lektura zapewnia nam mnogość uczuć i emocji, od miłości po samą nienawiść. A zakończenie jest, jak dla mnie, wisienką na torcie – nic, tylko czekać na… następną część.

Teraz pora na stronę estetyczną książki. Cóż mogę powiedzieć. Wydawnictwo Amber zapewniło nam cudną reprodukcję okładki zagranicznej, papier jest taki, jaki uwielbiam – na modłę papirusu, czcionka czytelna, zero błędów, które utrudniałyby lekturę.

Mam w zwyczaju kończyć recenzje zdaniem, które zachęca lub daje odbiorcom do myślenia, w zależności, czy książka się mi spodobała, czy też nie. Jeśli nie przeczytałeś jeszcze, czytelniku, “Blasku nocy”, to… Co tu jeszcze robisz?

****Charlotte12 by bookcriticaster.blogspot.com dla PB