Recenzja: Czarnoksiężnik z Archipelagu

Ursuli Le Guin nie trzeba przedstawiać miłośnikom fantastyki. Ta 82-letnia mieszkanka Portland w stanie Oregon (USA) jest lubiana i poważana przez czytelników na całym świecie. Przygody Geda i innych mieszkańców Ziemiomorza czy Reconnona i reszty świata Ekumena jest znana wielu czytelnikom, którzy nie boją się przyznać, że są fanami autorki. Jej książki znajdują się nie tylko w kanonie literatury fantasy, ale można się z nimi spotkać również na ławkach szkolnych klas.

Nie od zawsze było wiadomo, że Duny ma magiczne zdolności. Gdyby ktoś powiedział  jego rodzinie, że ten wysoki, zapalczywy, krzykliwy, hardy i pełen gniewu chłopak zostanie wspaniałym magiem, od razu zostałby wyśmiany. A jednak w młodzieńcu ukazały się zdolności, dzięki którym zaczął się kształcić – najpierw u ciotki, następnie u Ogiona Milczącego, gdzie zostało mu nadane dorosłe imię Ged i przezwisko Krogulec, by na ostatku trafić do szkoły magii na wyspie Roke. Jednak przez nieuwagę i nierozsądek młodzieńca, ze świata umarłych na ziemię przychodzi Cień, z którym Ged będzie musiał się mierzyć przez długi czas.

Jak na moje dotychczasowe doświadczenie, przeczytałam wiele książek, w których zawarta była magia. Magowie posługiwali się różdżkami, rzucali zaklęcia, pobierali energię z otaczającej ich materii czy z siebie samych, sięgali po Pieśń, jednakże niezależnie od tego skąd czerpali moc, zawsze ich postać była owiana tajemnicą, strachem, kojarzeni byli z elitarnymi zgromadzeniami. Dla zwykłych ludzi byli kimś niezwykłym. Le Guin postanowiła jednak spojrzeć na całą tę sprawę z nieco innej perspektywy. Magia w Ziemiomorzu była tak realistyczna, jak tylko mogła być. Autorka określiła jej podstawy, opisała ją, podzieliła magów na kategorie. Dzięki temu „zawód” maga nie jest dla mieszkańców Ziemiomorza czymś strasznym, a całkiem naturalnym. Owszem – nieco bardziej niezwykłym, ale w żadnym stopniu nie wiąże się to z mieszkaniem na pustkowiu, na tajemniczych wyspach i zadawaniu się z wszelakimi możliwymi potworami. Dodatkowo dzięki temu, że przekazują reszcie społeczeństwa tradycję i kulturę, a także pieśni oraz legendy, są jego ważnym elementem, co sprawia, że są jeszcze bardziej naturalni. To właśnie dlatego powieść Ursuli Le Guin jest taka niesamowita.

Jak się jednak okazuje po przeczytaniu „Czarnoksiężnika z Archipelagu” i w naszym codziennym życiu możemy się spotkać z magią. Wielu ludzi sądzi, że na charakter człowieka składa się wiele czynników, między innymi także imię. To dzięki niemu w dużej mierze jesteśmy tym, kim jesteśmy. Kiedy ktoś zwraca się do nas w inny sposób, podświadomie stajemy się innymi osobami, inaczej postrzegającymi różne sprawy. Krótko mówiąc – Imię ma Moc. I wiedzą o tym także bohaterowie powieści. Każda rzecz w świecie Ziemiomorza ma swoje prawdziwe Imię, nadające mu moc. Zwierzę, przedmiot, roślina, człowiek. Kiedy zostanie ono poznane przez maga, daje mu władzę nad właścicielem. Nic więc też dziwnego, że każdy człowiek swe prawdziwe Imię skrzętnie ukrywa, a ujawnienie go drugiej osobie jest dowodem najwyższego zaufania.

Kiedy jednak zetrzemy z opowieści górną warstwę „piachu” jaką jest magia, dowiadujemy się, że „Czarnoksiężnik z Archipelagu” opowiada nie tylko o przygodach młodego człowieka, ale i  kształtowaniu osobowości. Po raz kolejny książka pokazuje nam jak przeciwności losu kształtują nasze spojrzenie na świat, charakter oraz zdanie o otaczających nas ludziach. Takie rzeczy nie dzieją się tylko w tzw. „Neverlandach” (ba! Także i w tych opartych na rzeczywistym świecie), ale wszędzie wokół nas. Przytrafiają się naszym bliskim i nam samym – nie mamy na to najmniejszego wpływu, więc takie przemiany dotyczą każdego, niezależnie od naszej woli. Książka uzmysławia czytelnikowi prawdziwą naturę człowieka. Nie jest on całkowicie dobry, ani całkowicie zły. Natura ludzka jest złożona i trzeba uświadomić sobie, że w każdym z nas kryje się zarówno dobro, jak i zło. I dopiero to połączenie jest kompletną całością.

Choć, mimo wszystkich wspaniałych idei, o których wspomniałam wcześniej, książka mi się nie podobała, powieść pani Le Guin została uznana za arcydzieło fantasy. Wartka akcja, znakomicie zarysowana sylwetka głównego bohatera ( w tym także psychologiczna) i innych postaci, barwne opisy natury, nad którymi można wzdychać ze smutku, że nie widzi się tego „na żywo” –  według innych, wszystko to sprawia, że czytelnik nie jest w stanie oderwać się od lektury, póki nie doczyta ostatniego zdania na ostatniej stronie. Jedyne co jednak mogę powiedzieć od siebie, to to, że chylę czoła autorką, z związku z fantastycznym pomysłem, i gratuluję ogromnej ilości nagród, fanów oraz miana kanonu literatury fantasy.

****Jenny by oczami-jenny.blogspot.com dla PB