Recenzja: Rodzina Wenclów. Wspólnik

Niedawno w moje ręce wpadła powieść naszej rodzimej autorki zatytułowana „Rodzina Wenclów. Wspólnik”, jest to pierwsza część sagi rodzinnej, stworzonej przez Lenę Najdecką, która ukazała się na półkach dzięki Instytutowi Wydawniczemu Erica.

                Książka opowiada o losach wielu bohaterów, skupia się jednak w większości na historii tytułowej rodziny Wenclów. Najstarszy syn, Paweł, ma świetnie prosperującą kancelarię prawniczą, którą dzieli ze swymi wspólnikami – Zagajewiczem i Zybertem. Pewnego dnia jeden ze wspólników proponuje mu, świetny na pierwszy rzut oka, interes. Pomimo tego, że Paweł ma do niego niemal bezgraniczne zaufanie, coś mu tu nie pasuje, dlatego zleca swojemu bratu wybadanie sprawy. Jak się później okazuje, „nie wszystko złoto, co się świeci”.

                Opis z tyłu okładki naprowadza nas na ścieżkę intrygi i wątku kryminalnego. Sięgając po tę pozycję miałam ochotę na powiew świeżości, a zarazem akcji, jednak lekko się rozczarowałam. Fabuła w głównej mierze opiera się na opisach bohaterów, ich życia rodzinnego, a wątek sensacyjny utkany jest bardzo delikatnie, prawie niezauważalnie. Przyglądając się temu z bliska, mogę stwierdzić, że jest to historia polskiej elity, śmietanki towarzystwa, która widnieje na pierwszych stron gazet. Autorka daje nam do zrozumienia, że pozory mylą, ludzkie charaktery zmieniają się w zależności od sytuacji i towarzystwa, a pieniądze szczęścia nie dają.

                W książce znajdziemy wielu bohaterów, z których każdy ma swoje indywidualne cechy, jednak najbardziej w pamięci utkwił mi Paweł Wencel i jego żona Hanna. On – wieczny gbur, całe życie poświęcił zdobywaniu pieniędzy i karierze, ona – marzycielka, artystka, wciąż poszukująca miłości, zrozumienia i przygody. Na pierwszy rzut oka ich małżeństwo wydaje się idealne, nic nie może ich rozdzielić, jednak za drzwiami mieszkania rozgrywa się wysublimowany dramat rodzinny, gdzie każda ze stron jest jednocześnie oprawcą, jak i ofiarą.

                Dzięki tej pozycji uzmysłowić sobie możemy, jak tak naprawdę wygląda życie prawników, dziennikarzy i ich rodzin. Zdrady, intrygi, przestępstwa, a wszystko to przykryte delikatną kołderką bogactwa i wyrafinowania. Nie mam pojęcia, czy wszystko to jest prawdą, czy tylko zamysłem pani Najdeckiej, jednak wierzę, że chociaż część opiera się na faktach i wnikliwej obserwacji.

                Język „Rodziny Wenclów” jest przystępny dla czytelnika, aczkolwiek nie dla każdej grupy wiekowej. Znajdziemy tu  wiele wulgaryzmów, ale także wtrąceń łacińskich, francuskich, czy angielskich, opatrzonych praktycznymi przypisami. Styl wypowiedzi bohaterów charakterystyczny jest dla ludzi z „wyższych sfer”. Dopatrzyłam się kilku literówek, które jednak nie wpływają na jakość czytanego tekstu.

                Instytut wydawniczy Erica postarał się o piękną okładkę, która doskonale oddaje nastrój powieści.

                Brak wyraźnego wątku kryminalnego i przydługie opisy, bez których książka nie straciłaby swoich walorów, wpłynęły na obniżenie oceny dzieła Leny Najdeckiej. Na szczęście wszystko nadrabia piękna i nastrojowa okładka. Wystawiam ocenę 4/6

Verrikaa