Recenzja: Pani Shaladoru

Niedawno do sprzedaży trafiła „Pani Shaladoru”. Jest to kolejna, już ósma, część napisana przez Anne Bishop, autorkę świetnej  serii zatytułowanej „Czarne Kamienie”, która została bardzo dobrze przyjęta przez czytelników na całym świecie.

            Autorka wywarła na mnie ogromne wrażenie swoją pomysłowością. Nie brak jej pomysłów na nowe historie, które potrafią pochłonąć czytelnika. Część osób, które zapoznały się z „Czarnymi Kamieniami” twierdzi, iż autorka powinna trzymać się tylko głównych bohaterów. Ja uważam, że ich przygody mimo, iż ciekawe, są zakończone – stoczyli największą bitwę i nie sądzę aby mogli mieć dużo więcej do zaoferowania. Natomiast postacie drugoplanowe mogą mieć o wiele ciekawsze życie. Autorka wykazuje się ogromną kreatywnością, tworząc tyle nowych postaci i ich historii, jednak nie daje zapomnieć o wcześniejszych bohaterach, którzy zauroczyli tylu czytelników.

            „Pani Shaladoru” opowiada historię młodej królowej, Cassidy, której kamieniem jest Różowy. Mając swój dwór  w Dharo, panuje sprawiedliwe, jednak po niedługim czasie młodsza królowa odbiera jej cały dwór. Z opisu postaci wynika, że Cassidy nie jest urodziwą kobietą, „Pieguska” tak mówi o niej wielu, natomiast jej rywalka jest piękną damą, której pragną wszyscy mężczyźni. W tym samym czasie zostaje nam przedstawiona okropna historia, która spotkała Dena Nehele i mieszkańców tego terytorium. Cassidy poprzez interwencję Jaenelle, którą bardzo dobrze znamy z poprzednich części, trafia właśnie do Dena Nehele, aby pomóc tamtejszej społeczności podnieść się po upadku, jednak nie jest to dla niej ani łatwe, ani przyjemne. „Pani Shaladoru” to historia młodej, skrzywdzonej kobiety, która dostaje ponowną szansę, aby się wykazać. To także opowieść o kraju, który powoli odbudowuje się po wojnie.

            Seria „Czarne Kamienie” początkowo miała być tylko trylogią. Jestem naprawdę wdzięczna autorce, że postanowiła napisać kolejne części tej wyśmienitej historii. Powieść ma w sobie wszystko co najlepsze. Oczywiście, książkę zaliczamy do gatunku fantasy, mieści w sobie tyle różnych emocji: miłość, nienawiść, lęk, wyrozumiałość, zemstę i oczywiście motyw walki dobra ze złem.  Te wszystkie cechy pokazują, że na pewno nie będziemy się nudzić. Książka jednak nie jest odpowiednia dla wszystkich czytelników. Znajdziemy w niej opisy scen podszytych erotyzmem, ale też bardzo okrutnych i brutalnych, co niektórych może zniechęcić do czytania a nawet przerazić.

Świat przedstawiony jest dopracowany we wszystkich aspektach, każdy szczegół jest bardzo dokładnie zaplanowany, wszystko ma swoje miejsce. Autorka pomyślała o historii, religii, ukształtowaniu terenu oraz hierarchii, według której żyją. Autorka stworzyła swoisty kodeks honorowy dla swoich postaci, według którego to kobiety rządzą, a mężczyźni służą, oczywiście wszystko może być kwestionowane, ale tylko jeżeli dobrze dobrane są argumenty.

            Bohaterowie to cała masa postaci, których nie sposób przedstawić w kilku słowach. Znajdziemy tu zarówno ludzi zamożnych, jak i wieśniaków, nie brakuje także istot wprost z baśni, takich jak Dea al Mon (to nic innego jak elfy), mamy tutaj również żywe demony, strażników, eyrieńczyków, dhelmańczyków oraz wiele innych ras, których nie sposób spamiętać.  Pani Bishop wykreowała bardzo złożone charaktery, które mają zarówno wady, jak i zalety. Tak jak w realnym świecie, tak i w tym powieściowym, nie ma ludzi idealnych, nawet najlepsi popełniają błędy. Właśnie przez to bardzo łatwo wczuć się w sytuację bohaterów, w ich problemy, radości i smutki. Oczywiście, mamy zarówno bohaterów pozytywnych, jak i negatywnych. Zaskoczeniem dla niektórych może być to, że w większości czarnymi charakterami w powieści są kobiety. Mężczyźni są źli tylko dlatego, że to kobiety sprowadziły ich na tę drogę.

            Oprócz ludzkich bohaterów są jeszcze Krewniacy. Może nim być każdy zwierzak, zarówno pies, wilk, kot, tygrys, koń jak i te bardziej fantastyczne stworzenia np. jednorożce, smoki, koty arceriańskie. Są to zwierzęta, które posiadają dar i między innymi potrafią się porozumiewać z ludźmi. To tylko jedna z wielu możliwości wykorzystania daru. Jest jeszcze Fach, ale aby dowiedzieć się więcej na ten temat, radzę sięgnąć do źródła, czyli do książek Anne Bishop. Ponieważ  wytłumaczyć to zjawisko to nie lada wyzwanie dla zwykłego śmiertelnika.

            Styl w którym napisana jest powieść, jak i pozostałe części, jest przystępny dla czytelnika. Bishop stworzyła wręcz ociekającą humorem historię, choć na pierwszy rzut oka może nie zauważymy specyficznego poczucia humoru. Mimo wszystko,  jak inaczej scharakteryzować rodzinkę, swoją drogą dosyć dziwną, na której czele stoi Wielki Lord Piekła a po całej posiadłości biegają nadpobudliwe Sceltie? Pewne jest jedno, autorka jest bardzo utalentowana, bo mimo podtekstów erotycznych, które licznie występują, zdecydowana większość mieści się w granicach dobrego smaku.

            „Pani Shaladoru” to powieść pełna humoru i emocji, a zarazem mająca drugie dno. Fani twórczości pani Anne Bishop na pewno nie będą czuli się zawiedzeni. Akcja toczy się swoim miarowym tempem, które ani się nie dłuży, ani też nie gna przed siebie niczym stado spłoszonych koni. Opisy nie są nudne jak to w wielu książkach bywa, bardzo przyjemnie się je czyta. A dialogi? Cóż, wtedy gdy trzeba są przepełnione ironią i humorem, a w sytuacjach dość poważnych utrzymują poziom. Sięgając po tę książkę nie spodziewałam się, że wciągnie mnie ona aż w takim stopniu. Mogę śmiało powiedzieć, że czas spędzony przy tej książce na pewno nie jest czasem straconym.

            Książka zdecydowanie dorównuje swoim poprzedniczkom z tego cyklu, jeśli jednak ktoś nie czytał jeszcze „Czarnych Kamieni” radzę zacząć od początku, gdyż o wiele łatwiej zrozumieć całość. Cała seria pisana jest tak, że każda kolejna książka zazębia się z poprzednią, wydarzenia łączą się, przez co cykl jest spójny i czytając np. tylko dwie ostatnie części, czytelnik może mieć duży kłopot ze zrozumieniem, o co chodzi.

            Jak pewnie sami zauważyliście, recenzja napisana przeze mnie jest w samych superlatywach, to wszystko dlatego, że seria „Czarne Kamienie” zawładnęła moim sercem i duszą. Jeszcze żadna książka nie przypadła mi do gustu aż tak, a uwierzcie mi, że to nie lada osiągnięcie. Moja ocena pewnie nie będzie obiektywna, jednak wystawiam oceną 6/6! Teraz pozostaje mi tylko czekać na wydanie kolejnej części zatytułowanej „Świt Zmierzchu”, który w Polsce ma pojawić się w styczniu 2012r.

Isztar