Recenzja: Pokuta

                „Pokuta” nie jest moim pierwszym spotkaniem ze znaną i cenioną pisarką Anne Rice. Zanim sięgnęłam po tę książkę, udało mi się przeczytać dwie części „Lashera” opowiadające o czarownicach oraz „Wywiad z wampirem”, który niesamowicie mnie zauroczył. Na tej podstawie spodziewałam się, iż kolejne książki tej autorki będą równie wciągające i pełne wrażeń. Nie wiem czy miałam zbyt wygórowane oczekiwania wobec tej książki, czy po prostu nie trafiła ona w mój gust. Z przykrością muszę stwierdzić, że trochę się na niej zawiodłam. Już od samego początku czytanie tej książki było dla mnie nie lada wyzwaniem. Nie potrafię jej jednak ocenić negatywnie, lektura ta zdecydowanie na to nie zasługuje.

            Toby O’Dare jest płatnym zabójcą pracującym na zlecenie mężczyzny, którego nazywa Panem Sprawiedliwym. Pewnego dnia, podczas wykonywania jednego ze swoich zadań, a mianowicie likwidacji pewnego biznesmena, pojawia się anioł, który wbrew pozorom nie zamierza karcić go za popełnione grzechy. Istota ta wyjawia mu, iż ma dla niego zadanie, którego wykonania podejmie się przenosząc do trzynastowiecznej Anglii. Czy Toby skorzysta z szansy, którą ma właśnie na wyciągnięcie ręki? Czy zrezygnuje z życia, które dotychczas prowadzi i spróbuje czegoś nowego?

            „Pokuta” jest pierwszą książką od dłuższego czasu, którą czytało mi się z takim trudem. Początek tej lektury był dla mnie ciężki do przebrnięcia, to szczerze przyznaję. Mimo iż czytanie każdej ze stron szło mi w miarę płynnie, to niestety po chwili już zapominałam, o czym była mowa we wcześniejszym akapicie, przez co nie raz musiałam wracać do poprzednich zdań. Oprócz tego na swojej drodze napotkałam jeszcze jedną trudność, a mianowicie książka ta nie jest wybitnie wciągająca. Nie czytałam jej z zapartym tchem i nie zachwycałam się każdym kolejnym wydarzeniem. Dopiero po przeczytaniu kilkunastu pierwszych kartek udało mi się wczuć w tę historię i popłynąć z nią aż do momentu, w którym pewne trudności ponownie mnie spowolniły.

            Lektura ta jest napisana prostym, nieskomplikowanym językiem, który nie powinien sprawiać żadnych trudności przy jej czytaniu. Jednak uważam, że to przez niego tak ciężko było mi przebrnąć przez „Pokutę”. Pod tym względem książka ta znacznie różni się od chociażby „Wywiadu z wampirem”, którego dosłownie pochłonęłam.

            Nie ukrywam, iż to, czy książkę czyta mi się płynnie czy z trudnościami jest dla mnie bardzo istotną sprawą, która odgrywa dużą rolę w mojej ocenie danej książki. Dlaczego więc nie potrafię ocenić „Pokuty” negatywnie, skoro tak ciężko było mi przez nią przebrnąć? Być może dlatego, iż lektura ta nadrabia czymś innym. Mnie urzekła w pewien sposób duchowość tej książki, metafizyczność powieści. Podczas jej czytania czułam się tak, jakbym doznała spotkania z zupełnie innym, indywidualnym bytem. „Pokuta” jest naprawdę ciekawą powieścią, aczkolwiek przeczytanie jej zajęło mi sporo czasu.

            Autorka w swojej książce porusza bardzo ciekawą kwestię, która z pewnością jest godna zastanowienia się. Czy człowiek, który popełnił w swoim życiu mnóstwo grzechów, mnóstwo niewybaczalnych czynów – godzien jest wybaczenia? Czy ma szansę na odpokutowanie tego, co zrobił oraz na rozpoczęcie nowego życia, opierającego się na prawach moralnych? Czy ma szansę na uzyskanie wybaczenia? Jestem pewna, że każdy potrafi odpowiedzieć sobie na te pytania.

            Dla mnie nie jest to książka, do której mogłabym kiedyś powrócić, aczkolwiek jak każda inna zasługuje na uwagę i zapoznanie się z nią. Jestem pewna, że fani Anne Rice sięgną po jej kolejne dzieło, a ja zachęcam do tego wszystkich innych – może ktoś znajdzie w niej coś dla siebie, może komuś spodoba się bardziej niż mnie. Bynajmniej nie jest to zła książka, w moim przypadku po prostu nie do końca trafiła w gust.

****Lenalee by  zlodziejka-ksiazek.blogspot.com dla PB