Recenzja: Lodowa Pani

Obejrzyj się za siebie.

Czy widzisz wiążące nas pnącza? Czy czujesz, że jesteś w jakikolwiek sposób związany z osobą stojącą najbliżej Ciebie? Czy jesteś jednym z tych wyobcowanych, którzy nie czują więzi?

Zamknij oczy.

Czy tęskniłeś kiedyś za światem, który znałeś i który Cię fascynował? Czy pamiętasz jeszcze wyparte przez czas stworzenia kruche i niewinne? Czy tęsknisz za powieściami prostymi i mądrymi?

Franz nie musi tęsknić. Nie musi martwić się o pnącza. Nic nie trzyma go już przy drugim człowieku. Jest młodym synem niemieckich działaczy partyjnych. Matka i ojciec, Wilk i Wiewiórka, tak ich nazywa. Nie ufa im. Jest samotnikiem, który rozumie więcej niż innym się zdaje.

Edrin – zawsze głodna, zachłanna – należy do Plemienia prymitywnych stworzeń, wyznających kult gwiazdy. Mimo że jest  młoda i słaba, ma wielu wrogów. Jest inna. Inna i bezsilna wobec chęci skosztowania wielkiego, ociężałego ludzkiego Demona.

Fran i Edrin, dwie istoty, których ścieżki się krzyżują. Oboje wyobcowani pośród swojego gatunku, oboje nie spętani pnączami przywiązania.  On zwie ją Lodową Panią, ona jego Demonem.

I historia. Historia pełna skrytej okrutności i obojętności,  którą Sally Prue przekształciła w powieść niewinną i dziecinną.

„Lodowa pani” to książka napisana w sposób dobitnie prosty i przejrzysty, tak by młody czytelnik bezproblemowo poruszał się wśród stronic.  To właśnie on przeczyta książkę na jednym wdechu i zakwalifikuje powieść jako „rozpoczynającą się zatrważającym koszmarem, a kończącą się porażającą mieszanką podekscytowania i strachu”*. A co ze starszymi czytelnikami? Czy lektura, zawierająca opisy pełne zachłannego, krwawego głodu nieludzkiej istoty czy lekceważącego  stosunku do świata, niesie ze sobą głębsze przesłanie?

Sally Prue nie kreuje świata  z zachowaniem widocznego podziału na dobro i zło. Młody czytelnik, zagłębiając się w  jej książkę, nie zacznie pragnąć upodobnić się do bohaterów, jak do  ulubionych i bezwzględnych przyjaciół z ekranu telewizora. Być może, czytając otrzyma raczej spojrzenie na samego siebie. Siebie –  nastolatka, przeniesionego w realia przedwojenne, gdzie zostaną uwypuklone i pokazane jego główne wady.  Te, które nękają coraz szersze grono ludzi, nie tylko tych w fazie dorastania.  „Lodowa pani” to lektura o braku przywiązania do drugiego człowieka oraz o zamiłowaniu do brutalności  w baśniowym  opakowaniu.  Należy wspomnieć, iż jak przystało na książkę dziecięcą, owa brutalność nie przejawia się jawną nienawiścią człowieka do człowieka. Możemy ją wydedukować z zachowań matki Franza, która odczuwa strach przed otaczającą ją społecznością, czy z poczynań Edrin, która działając instynktownie, poddaje się łaknieniu krwi i strachu.

Powieść ta jest również czytadłem, które wielu starszych (także młodszych) przeniesie w krainę, która wraz z procesem dorastania pryska, jak bańka mydlana. Tekst daje możliwość przeżycia jeszcze raz młodzieńczej, letniej przygody, która doprowadzi do poznania istot magicznych, żyjących tuż obok nas. Na dokładkę, zagłębiając się w nią, dostaniemy morał, opakowany w zapomnianą historię z dzieciństwa.

Końcowa ocena książki*: 3

__________________
**w skali od 0 do 5, gdzie: 0=kompletne dno, 1=słaba ale dająca się czytać, 2=przeciętna & zabijacz czasu, 3=ok & miłe czytadło, 4=chwilowa fascynacja & porywająca, 5=powalająca & uzależniająca,  „+” = potencjał