Konkurs: Wygraj zestaw – POKUTA + Zawsze przy mnie stój


Moja pasja. Mój ogień. Moja duchowa podróż.
Podziel się z nami tym, co sprawia, że twoje myśli chwytają twoją duszę.  Poderwij się i  pokaż nam, swoją wędrówkę w głąb siebie. Wyraź swoją duszę poprzez swoją pasję i zademonstruj ją nam.

Prześlij do nas swoją pracę do 03.10.2011 na poniżej podany adres i wygraj jeden z 3 zestawów książek, ufundowanych przez wydawnictwo Otwarte:

POKUTA + Zawsze przy mnie stój

Forma pracy jest dowolna. Może być to opis twoich odczuć podczas słuchania ulubionej piosenki czy czytania książki, fotografia bądź rysunek wyrażający twoją pasję itp.

Prace należy przesyłać na adres:
konkurs.paranormalbooks@gmail.com
Wpisując: a) w temacie wiadomości: Konkurs – Pokuta
b) w treści wiadomości: odpowiedź  + swoje  dane*.

Książki ufundowane przez wydawnictwo Otwarte, zastaną przyznane przez  komisję – 3 najciekawszym pracom .

 
___________
* więcej w regulaminie konkursów (koniecznie przeczytaj!)

Wyniki:

-1 etap (8 prac):

catuellen@, alexandra.meiq@, van.chan13@, matrik@,

aniki.chan@, patrycjakuchta@, katharinka85@, angela_lola_french19@

-2 etap (zwycięzcy):

Natalia U. (catuellen), Aleksandra T (alexandra.meiq), Anita B (aniki.chan)

Prace zwycięzców:

PRACA NR.1

PRACA NR.2

Muzyka mą pasją i moim życiem.

Nie mogłam zasnąć…

Mimo że leżałam w łóżku już od dobrej godziny, sen wciąż nie przychodził i zaczynało mnie to już trochę irytować. Po omacku sięgnęłam więc po telefon, stojący, jak zawsze, na półce tuż obok. Jakimś cudem znalazłam również słuchawki, plączące się gdzieś pomiędzy zasilaczem laptopa i ładowarką komórki. Nawet nie musiałam patrzeć na wyświetlacz, by odnaleźć swoją playlistę, w końcu tak często jej słuchałam.

Już po chwili w słuchawkach odezwały się znajome głosy chłopaków z KAT-TUN, śpiewających o tym, że nie jestem sama i o czymś jeszcze, nie pamiętałam już dokładnie tłumaczenia tej piosenki, lecz mimo to wciąż ją uwielbiałam. „Jounetsu ni michibikare” – zanuciłam cichutko razem z Kame. “Zatapiaj się w tej pasji” – uśmiechnęłam się lekko, przypominając sobie znaczenie znajomego fragmentu. Tak, muzyka zdecydowanie była pasją, w której chciałam się zatapiać…

Zamknęłam oczy i przez dłuższą chwilę po prostu słuchałam, od czasu do czasu bezdźwięcznie śpiewając dobrze znane wersy. „I want to fly well I want to fly well” – słuchając głosu YUI wyobraziłam sobie siebie, unoszącą się coraz wyżej i wyżej.

Unosiłam się ponad światem niby anioł, anioł, którego skrzydła stworzone były z gorących płomieni. Ten sam ogień, którego w realnym świecie tak panicznie się bałam, tutaj, we śnie, był moim najwspanialszym przyjacielem. Czułam się niczym nieskrępowana, zupełnie wolna, wolna od strachu od zobowiązań. Miałam wrażenie, że mogę zrobić wszystko, że nic nie jest w stanie mnie zatrzymać…

Mój wzrok zatrzymywał się na ludziach, którzy pomimo późnej pory wciąż kręcili się po mieście. Niektórzy byli radośni, inni widocznie przybici, a ja zamiast im pomóc, patrzyłam na ich problemy z wyższością, świadoma tego, że mnie one nie dotyczą. Kiepski ze mnie anioł, naprawdę.

Dopiero po jakimś czasie dostrzegłam na jednej z huśtawek samotną postać, która przykuła moją uwagę. Była to dziewczyna, która wyglądała… zupełnie jak ja.

To byłam ja!

Wylądowałam tuż przed nią, lecz chyba mnie nie widziała. Ściskając w rękach gitarę, potrącała palcami pojedyncze struny, by wydobyć z nich najprostsze dźwięki. Na jej twarzy widać było ślady łez. Płakała? Nie, już nie, jednak jeszcze przed chwilą na pewno tak. Miała tysiące obaw, tysiące spraw, których nie umiała rozwiązać. A ja doskonale wiedziałam, co takiego to było i teraz, gdy o tym pomyślałam, problemy tych wszystkich ludzi, których widziałam z góry, w porównaniu z moimi wydały mi się mało istotne.

Usłyszałam, jak pojedyncze dźwięki gitary milkną, zastępowane przez czysto brzmiące głośne akordy, wyznaczające rytm i melodię znanej dobrze piosenki miwy. „I don’t cry anymore I don’t cry anymore” – z każdym kolejnym słowem jej głos stawał się coraz mocniejszy. „Tsuyoku nara nakya ii kikaseteru donna toki demo nakanai kara”.

„Postanowiłam sobie, że będę silna i że nie będę więcej płakać” – przetłumaczyłam sobie cicho. Poczułam, jak i do moich oczu napływają łzy, lecz mimo to roześmiałam się. To było takie ironiczne, jak szybko z kompletnego uniesienia potrafiłam wpaść w depresję. A jednocześnie takie cudowne, jak szybko przełknięte w smutku łzy potrafią zmienić się w głos przepełniony siłą i niezachwianą wiarą w to, że będzie lepiej. Znałam się na tyle, żeby wiedzieć, że to tylko dzięki muzyce możliwa jest ta pozytywna zmiana. To było moje lekarstwo na wszystko, coś, co towarzyszyło w każdej chwili życia, zarówno tej najlepszej jak i tej najgorszej.

Uśmiechnęłam się i ostatni raz spojrzałam na dziewczynę z gitarą, która teraz też już się uśmiechała. Mogłam lecieć dalej. Rozłożyłam więc skrzydła i ponownie wzleciałam w niebo.

„Ashita no tame ni tojita hitomi wo hirakou” usłyszałam głos Ayi Kamiki zaledwie ułamek sekundy przed tym, jak otworzyłam oczy. Ze słuchawkami w uszach, w swoim własnym, ciemnym pokoju.

No tak… „Dla dobra jutra, otwórzmy oczy, które wcześniej zamknęliśmy”…

Roześmiałam się bezgłośnie. Wygląda na to, że muzyka wpływa nawet na moje sny…

PRACA NR.3

Gratulujemy!