Recenzja: Przywoływacz Dusz

Tytułowy Przywoływacz Dusz to Martris Drayke, drugi syn króla Bricena z Margolanu, jego życie jest jak najbardziej udane. Jednak  jego starszy, przyrodni brat Jared z pomocą mrocznego maga Arontali mordują starego króla, postanawiając tym samym zająć należne, według niego, miejsce jako następca tronu. Podczas przewrotu ginie również matka i siostra Trisa, jemu samemu z trudem udaje się ocalić życie dzięki pomocy trójki przyjaciół. Podczas tych tragicznych wydarzeń, nasz bohater odkrywa, że może być spadkobiercą magicznej mocy swojej babki, jednej z najpotężniejszych czarodziejek, która miała władzę pośredniczenia między żywymi i umarłymi. Dla swojego dobra oraz dla bezpieczeństwa innych powinien teraz nauczyć się panowania nad swoją mocą. Nie jest już bezpieczny w swoim Kraju wiec udaje się w podróż pełną przygód, zagrożeń ale także nowych sprzymierzeńców. Celem jego podróży ma być walka o tron z własnym bratem.

Na pierwszy rzut oka “Przywoływacz Dusz” niewiele różni się od innych powieści fantasy. Mimo to powieść jest wciągająca i bardzo trudno się od niej oderwać. Z pewnością plusem powieści jest ogrom dziejącej się tu akcji. Te wszystkie pojedynki, napady, spotkania z duchami są naprawdę świetnie opisane. Czytając sceny walk oraz opisy podróży czułam się jakbym była między bohaterami, jakbym wraz z nimi przeżywała te niezwykle ciekawe przygody. Mimo, że niektórych książka może przerazić swoją grubością, a jest to prawie 600 stron (!), gwarantuję, drogi Czytelniku, że nie będziesz się nudzić. Ciągle coś się dzieje, a opisywanie akcji z różnych perspektyw sprawia, że historia jest logiczna, sensowna.

Powieść napisana jest łatwym i przystępnym językiem, przez co książkę czyta się naprawdę szybko, strony dosłownie nam znikają. Styl pani Martin jest lekki, nie ma tutaj patosu, ani powagi, znajdziemy natomiast powiew świeżości oraz nowości. Dialogi są przerywnikami pięknych opisów świata przedstawionego. Mimo, że autorka korzysta z dosyć tradycyjnych wzorców inspirowanych średniowieczem, to natrafimy tutaj na ciekawe pomysły. Poznajemy geografię, tradycje Księstw oraz ich zwyczaje i religię, która jest naprawdę interesująca. Nie mogę pominąć ogromnej roli, którą w życiu mieszkających w Księstwach istot, odgrywa magia. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że cała książka zawiera w sobie magię, która jest widoczna na każdym kroku naszych bohaterów.

Sami bohaterowie natomiast z pewnością są interesujący, autorka postarała się aby każdy z nich posiadał cechy mówiące o ich indywidualności. Już sam fakt, że mamy tu tyle różnych postaci jest niesamowite, poprzez zwykłych ludzi, bardów, przemytników do magów, vayash moru oraz duchy, które są opisane bardzo realistycznie i w większości nie są to upiory, choć i takich nie brakuje. Nie brakuje również zgrabnie wplecionego wątku miłosnego. Autorka spisała się tutaj na medal, gdyż nie zawsze w powieściach fantastycznych wątek miłosny jest dobrze wprowadzony. W “Przywoływaczu Dusz” jest to zrobione w najlepszy z możliwych sposobów, delikatnie i z finezją. Czasem miałam wrażenie, że autorce coś umyka. Nic dziwnego przy tylu wydarzeniach i tak szybko dziejącej się akcji to nieuniknione. Mam nadzieje, że w kolejnych częściach autorka zwróci na to większą uwagę.

Okładka jest po prostu cudowna. Urzekła mnie kolorystyka oprawy, ten kolor idealnie oddaje charakter książki. Oprócz tytułowej postaci w tle widzimy upiory, dzięki temu zielonkawemu odcieniowi od razu domyślamy się, że są to istoty bezcielesne. Jestem naprawdę mile zaskoczona okładką, ponieważ jako całość jest idealnym odzwierciedleniem książki. Książka jest czytelna i nie znalazłam większej liczby błędów. Pięknie prezentuje się na półce.

Praca pani Martin zasługuje na pochwałę. Stworzyła ona książkę fantasy na którą długo czekałam. W obecnych czasach bardzo trudno jest uzyskać coś nowego w powieściach gatunku fantasy.  Mimo, że fabuła nas nie zachwyca, ponieważ jest dość przewidywalna i schematyczna, warto usiąść w wygodnym fotelu i poświęcić czas na poznanie historii Trisa i jego przyjaciół.  Autorka znalazła sposób aby przykuć uwagę czytelnika. To fantasy w którym potyczki na miecze przeplatają się z magicznymi starciami.  Głównymi zaletami książki są dobre tempo akcji, które wciąga czytelnika w wir zdarzeń, oraz dopracowani bohaterowie, których nie sposób nie polubić. Po zakończonej lekturze jestem bardzo pozytywnie nastawiona do kolejnych części cyklu zatytułowanego “Kroniki Czarnoksiężnika”. Polecam miłośnikom literatury fantasy, ale to także coś dla tych którzy dopiero rozpoczynają swoją podróż po świecie pełnym fantastycznych istot. Każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Książka mimo kilku wad ze spokojem zasłużyła na ocenę 5/6.

Isztar