Recenzja: Mroczne serce. Nieśmiertelni

Po drugą część przygód Jane Jonas sięgnęłam w zasadzie tylko dla okładki – przyciągnęła mój wzrok jeszcze nim w ogóle poznałam pierwszy tom serii. Piękna, pełna pasji i namiętności  wizja dwójki udręczonych miłością i tęsknotą postaci, zakorzeniła się w moim umyśle tak silnie, iż nie było najmniejszej szansy, bym przeszła obok dzieła obojętnie. I uwierzycie, że to wszystko tylko z powodu jednego obrazka, od którego nie można oderwać spojrzenia? Niewiarygodne!

Jane musi pogodzić się ze straszną myślą – ona i Luka nigdy nie będą razem. On, należący do świata magicznego, ona śmiertelniczka – słowem związek zakazany. Można by pomyśleć, że dziewczyna zbyt szybko się poddaje, lecz wydarzenia, których była świadkiem dają jej pełne prawo do usunięcia się w cień, a poczucie odrzucenia tylko wzmogło owo postanowienie. Matka dziewczyny ma świadomość, że jej córka przechodzi trudny okres, więc postanawia ją wysłać do Paryża.

Jane jedzie do babci do Francji, gdzie ma spędzić miłe wakacje. Ale słowo miłe nabiera zupełnie odmiennego znaczenia, kiedy pewnego dnia, całkiem niespodziewanie, nastolatka poznaje tajemniczego, zabójczo przystojnego młodzieńca imieniem Soren. Francuz wydaje się być dziwnie zainteresowany bohaterką i pragnie spędzić z nią czas. Dziewczyna nie czuje się przy nim pewna, lecz wkrótce Soren wyzna jej tajemnicę, która odmieni życie nie tylko Jane. Odmieni wszystko…

Lee Monroe kontynuuje historię nastoletniej, nieśmiałej dziewczyny zakochanej w chłopcu z marzeń. Tyle, że ten chłopiec istnieje naprawdę – nawet jeśli jest nieosiągalny. Pomysł godny zainteresowania, historia iście romantyczna, książka z potencjałem, tylko… wykonanie nie takie. Niestety, trudno pominąć fakt, że autorka nie potrafi sprawnie operować słowami, nie umie ubrać myśli w zdania i sekwencje scen, które tworzyłyby spójną całość. Jej próby zdają się nieporadne i w istocie, nie przyciągają większego zainteresowania. A przynajmniej nie przyciągnęła mojego.

Pierwsza rzecz – język. Jest… infantylny, niedopracowany, czasem operujący słownictwem zupełnie nie pasującym do wydarzeń. Ponadto mamy dwie narracje przeplatające się pomiędzy rozdziałami – pierwszoosobową z punktu widzenia Jane i trzecioosobową z punktu widzenia narratora wszechwiedzącego (który przedstawia wątki i zdarzenia, w których bohaterka nie mogła brać udziału). O ile jednak narracja Jane wnosi istotne rzeczy w trwającą akcję, o tyle wydarzenia opisywane przez narratora wszechwiedzącego wydają się zbędne, opisy są jałowe, brak im głębi. Zdarzają się momenty, kiedy dialogi między postaciami nie są do końca zrozumiałe ani naturalne albo wręcz niepotrzebne. No i podawanie wszystkiego jak na tacy nigdy nikomu nie wyszło na dobre.

Kolejna rzecz – bohaterowie. Jane już znamy – to wciąż ta sama nudna panna, która nie ma własnego zdania. Ba, jest jeszcze gorzej – Jane sama nie wie, czego chce, pozwala sobą manipulować wedle życzenia innych. Luka, który mógłby przyciągnąć uwagę czytelnika, podobnie robi z siebie ofiarę, jest marionetką bez emocji. Autorka robi z nim w zasadzie wszystko z wyjątkiem najważniejszego – nie daje mu duszy. A bohater bez duszy jest jak jajko z niespodzianką bez niespodzianki. Analogicznie ma się sytuacja z przedstawieniem kolejnych istotnych postaci – Rafaela, który w poprzednim tomie przykuł moją uwagę, a także tajemniczego Sorena – ich kreacja równa się  katastrofie. Wrażenie owej pustki bijącej od postaci jest tak ogromne, że potrafi odrzucić czytelnika na bok. A to sprawiło, że dotrwanie do końca historii było dla mnie naprawdę męczące.

Akcja dzieła jest powolna, płynie niczym spokojne wody w płytkiej rzeczce. Stanowczo zbyt wolno i zbyt monotonnie. Nie ma polotu, nie ma emocji, nie ma łez i zgrzytania zębami. No może z wyjątkiem jednej sceny, której odzwierciedlenie widzimy na okładce – ten jeden moment uratował w moich oczach książkę przed rzuceniem nią o ścianę.

Książce daję ocenę 2,5/6. Stanowczo trzeba przyznać, że piękna oprawa dzieła zupełnie nie idzie w parze z treścią, a jako czytelnik, który niejedną powieść paranormal ma za sobą, muszę podkreślić, że wszystko mogłoby być naprawdę dobrze rozegrane, gdyby po prostu ktoś inny podjął się napisania tej powieści. Domyślam się też, że czeka nas jeszcze trzecia i ostatnia część historii, która powinna wyjaśnić nam wiele spraw i przede wszystkim powinna być najbardziej widowiskowa. Lecz już teraz stwierdzam, że w to nie uwierzę – autorka nie umie operować słowami na tyle, by stworzyć pełną emocji opowieść, która powaliłaby mnie na kolana. Tym samym polecić książkę mogę jedynie czytelnikom niewymagającym bądź takim, którzy przygodę z literaturą paranormal dopiero rozpoczynają.

**** Tirindeth by mybooksbytirindeth dla PB