Recenzja: Dotyk. Śmiertelny sekret

Dotyk” to jedna z tych książek, które przyciągają uwagę przede wszystkim ze względu na postać autorki – w tym wypadku znanej dzięki serii „Płomień na…”. Dzieła Laurie Farii Stolarz, będące połączeniem romansu paranormalnego i wątków kryminalnych, zazwyczaj doskonale nadają się na samotny wieczór, wzbudzając dreszczyk podniecenia i wywołując w czytelniku instynkt detektywa. Zatem czy „Dotyk” można wpisać na listę właśnie takich lektur?

Główna bohaterka – Camelia, jest typową nastolatką z typowymi problemami. Albo przynajmniej była, dopóki nie stała się bezpośrednią obserwatorką i potencjalną ofiarą wypadku samochodowego na szkolnym parkingu. Scenę dałoby się uratować przed ewentualnymi porównaniami chociażby do „Sagi Zmierzch”, gdyby nagle nie pojawił się tajemniczy chłopak, który wybawia damę z opresji – spycha ją z boiska, tym samym ratując jej życie. Camelia niestety nie może mu podziękować, bo chłopak szybko się ulatnia,
a jedyną pamiątkę, jaką tenże nieznajomy pozostawia, jest dotyk na jej skórze. Dotyk tak niezwykły i hipnotyzujący, że dziewczyna nie może zapomnieć o swoim wybawcy.

Czy zatem nie wydaje się to dziwne, że niespodziewanie trzy miesiące później ten sam tajemniczy chłopak pojawia się w jej szkole? I co więcej – że dziewczyna chce go bliżej poznać? Camelia bowiem od razu rozpoznaje w nim swojego bohatera i mimo, że boi się zarówno jego jak i otaczającej go aury niesławy, postanawia podziękować mu za ratunek.

O dziwo chłopak imieniem Ben wcale nie chce jej podziękowań. Ba, nawet jej unika! Lecz bohaterka,  pomimo plotek i ostrzeżeń ze strony swojej szalonej przyjaciółki Kimmy i kumpla Wesa, postanawia zbadać tę sprawę.

Wkrótce po szkole rozchodzi się plotka, że Ben prześladuje jakąś dziewczynę z pierwszej klasy, a i Camelia niespodziewanie zaczyna otrzymywać dziwne wiadomości i telefony od tajemniczego mężczyzny, którego najwyraźniej opętała żądza i pragnienie posiadania jej na własność – o jego dziwnych fantazjach dowiadujemy się z pojedynczych, jednostronicowych myśli wydartych niczym z pamiętnika, tworzących bardzo krótkie rozdzialiki, dzięki którym autorka pragnie pokazać psychikę prześladowcy. Wszystko to zaczyna przypominać gonitwę – coraz większy strach zmusza bohaterkę do odkrycia prawdy o Benie i prześladowcy. Jaki będzie tego wynik?

Powiem szczerze, że pomysł na tę historię i jej finał naprawdę mnie zaskoczył, wszak w ogóle miałam zupełnie inne przypuszczenia co do owego zagrożenia, o jakim mowa w opisie książki. Co więcej – jak to bywa w przypadku dzieł pani Laurie – wątek kryminalny został tu bardzo zgrabnie zestawiony z humorem i rewelacjami uczuciowymi nastoletnich postaci, co dało nam całkiem przyjemną, lecz niezbyt wymagającą lekturę na jeden wieczór.

Niestety nie mogę nie sięgnąć do porównań – widzę tu bowiem kilka zapożyczeń, a mój wzrok bezwiednie skierował się chociażby w kierunku powieści Amy Meredith – „Cienie” (gdzie dwie głupiutkie dziewczyny chcą rozwikłać zagadkę ponad ich możliwości intelektualne), trochę w kierunku „Ever” (występuje trójka przyjaciół, z czego tylko jedna osoba wydaje się być obiektywna – oczywiście główna bohaterka, podczas gdy zniewieściały kumpel i przyjaciółka-wariatka są podatni na wszelkie sugestie), trochę ze „Zmierzchu” (omawiana wcześniej pierwsza scena w książce), oraz przede wszystkim duch poprzednich powieści autorki – seria „Płomień na…”.

Przyznam szczerze, że nie żałuję tego zakupu, jednak w ostatecznym rozliczeniu mogę dać ocenę nie wyższą niż mocne 4/6. Bo choć dzieła Laurie Farii Stolarz to lekkie lektury, i tak stanowczo spodziewałam się czegoś lepszego. Na koniec pozwolę sobie tylko dodać jeszcze, iż dużym plusem jest tu okładka – ciekawa i wyrazista, przedstawiająca twarz ślicznej dziewczyny o hipnotyzującym spojrzeniu. A już samo to sprawia, że bezwiednie sięgamy po książkę, ciekawi tajemnic, jakie skrywa przedstawiona dziewczyna. Zatem przekonajcie się sami, czy „Dotyk. Śmiertelny sekret” to powieść dla Was. Sądzę, że możecie być naprawdę mile zaskoczeni!

**** Tirindeth by mybooksbytirindeth dla PB