Recenzja: Dotyk ciemności

W hołdzie wyobraźni


“Dotyk ciemności”
to pierwsza część serii pisanej przez Karen Chance. Zawsze poświęcam uwagę opisom na tylnej okładce książki. Nauczyłam się, że nie wolno im zanadto ufać, lecz jednocześnie zwracam uwagę na pozytywne cytaty z mediów, recenzji czy słowa, które padły z ust innych pisarzy. Jako że “Dotyk ciemności” jest dość obszerną książką, do tego w nietypowym formacie, zaserwowano mi pokaźną dawkę rekomendacji. Nie zwlekałam więcej i rozpoczęłam lekturę – a raczej nietypową podróż.

Jednak zanim przejdę do rzeczy, wspomnę o stronie technicznej i estetycznej książki. Niestety często przerywano mi moje wyprawy w głąb wyobraźni, co owocowało tym, że często widziałam okładkę. Mrocznie seksowna, tajemnicza dziewczyna bez twarzy, o pięknych blond włosach, z pistoletem w ręce i tatuażem-pentagramem na plecach, widocznym ze względu na dość skromny strój – to zdecydowanie zapowiedz czegoś niesamowitego. Jakkolwiek rzadko przejmuję się wielkością książki, papierem i innymi tego typu rzeczami, tak tym razem wybitnie przeszkadzało mi to, że “Dotyk ciemności” waha się pomiędzy rozmiarem: A4 i A5. Lubię, gdy książka zgrabnie leży w ręce, a tutaj zabrakło tego komfortu. Z kolei czcionka “wygodna” dla oczu, czytelna, brak niekiedy chaotycznych zawijasów wraz z każdym rozpoczęciem rozdziału, za co duży plus.

Pora na istotę “Dotyku ciemności”, uosobienie tytułu i siły napędowej wydarzeń – Cassie Palmer. Główna bohaterka zaskakuje nas chwilową nieporadnością, wszechobecnym sprytem, nieodpartym urokiem oraz zdolnością do pakowania się w kłopoty. Będąc małą dziewczynką, mieszkała i była wychowywana przez wampira Tony’ego. Pragnął on sprawować władzę nad nią i jej zdolnościami jasnowidzenia. Wraz z nadejściem okresu dojrzewania Cassandra zaczęła kombinować. Gdy rozpoczyna się akcja książki, dziewczyna ma już za sobą kilka ucieczek, a obecnie widzi na ekranie komputera swój nekrolog, z którego dowiaduje się, iż zginie w przeciągu kilku godzin. Niewesoła perspektywa, szczególnie że jej przyjaciel – duch (widzi je. Ach, te zalety paranormalności.) Billy Joe gdzieś się zmył. Pistolet w dłoń i zmywamy się z mieszkania. Po drodze Cassandrę uderza w twarz prawda o rzekomo uczciwym Tomasie, ma do czynienia z bandą wampirów, uaktywnia się jej tatuaż i… zostaje postawiona przed Konsul i całym Senatem. Zapowiada się pyszna zabawa. W odpowiednim momencie wraca Billy Joe, aby na dobre rozkręcić atmosferę. Kolejka górska? “Dotyk ciemności” gwarantuje coś zdecydowanie lepszego.

Pierwszoosobowa, prowadzona przez samą Cassandrę Palmer, narracja nadaje lekturze lekko ironiczną aurę, niewątpliwie błyskotliwe uwagi i sypie garściami ciekawymi opisami. Żaden aspekt kolejnej postaci czy pomieszczenia nie umyka naszej imaginacji, a to wielka zaleta. Na dodatek szczegółów nie jest za wiele, co oznacza, że nie musimy obawiać się zanudzeniem na śmierć. Idealnie wyważone proporcje dają coś zupełnie niepowtarzalnego i oryginalnego.

Plejada barwnych bohaterów, zagadka, motyw zaskoczenia, niespodziewany romans… to właśnie dostarczy Wam, czytelnikom, niezapomnianych wrażeń. Serdecznie polecam nową serię Karen Chance, rozpoczętą spektakularnym tomem “Dotyk ciemności”. Jestem pewna, że jeśli gustujecie, tak jak ja, w paranormal romance i urban fantasy, to ani odrobinę się nie zawiedziecie. To jest to! Specyficzne i zapadające w pamięć.

****Charlotte12 by bookcriticaster.blogspot.com dla PB