EXCLUSIVE: Recenzja: Oddech Nocy


Dwa światy – nasz i ten drugi, o którym większość nie ma pojęcia.

Istoty, o jakich ludziom nawet się nie śniło.

I wreszcie ona – na pozór zwykła dziewczyna, początkująca nieśmiała aktorka z drugorzędnego teatru.

Kelley nie urodziła się pod szczęśliwą gwiazdą – przynajmniej do tej pory była o tym przekonana. Wychowana przez ciotkę, bowiem jej rodzice zginęli, gdy była mała, postanowiła wyrwać się z rodzinnego miasteczka i zamieszkać w jednej z największych metropolii świata. Nie szło jej łatwo, ale miała silną wolę i uparcie dążyła do spełnienia marzeń. Koniec końców znalazła przyzwoite lokum (z nieznośną współlokatorką) oraz otrzymała rolę w przedstawieniu (właściwie została dublerką, ale nie zagłębiajmy się w szczegóły).

I nagle wpadła jej życiowa szansa – teatralna diwa grająca Tytanię, królową elfów, w wystawianym obecnie „Śnie nocy letniej” Szekspira złamała nogę i natychmiast potrzebuje dublerki. I mimo że reżyser to nieco ekscentryczny człowiek, a tekst niespodziewanie wyleciał jej z głowy – Kelley wręcz tryska radością.

Lecz Kelley nie wie pewnych rzeczy. Nie jest świadoma, że większość obsady ma niewiele wspólnego z ludźmi. Nie ma pojęcia, że gdy wieczorem w parku spotkała Sonny’ego, po raz pierwszy od dawna zetknęła się w pośredni sposób z Zaświatami.

Nie wie, kim jest.

A już tak niewiele czasu pozostało do Samhain – nocy, w czasie której bariera między Zaświatami a królestwem śmiertelników staje się wręcz niewidoczna i wiele nadnaturalnych istot próbuje wedrzeć się do ludzkiego świata. Samhain poprzedza Dziewięcionoc – ciąg kilku nocy, w czasie których Brama uchyla się lekko, a Sonny Flannery i dwunastu innych Janusów – śmiertelnych dzieci skradzionych w Zaświaty – muszą pilnować, by wszyscy pozostali tam, gdzie ich miejsce.

Jednak zjawia się Kelley i tu mocno komplikują się sprawy. W wannie młodej aktorki zamieszkuje koń z rudą grzywą, tajemniczy nieznajomy z parku zdaje się wszędzie za nią chodzić, a ona sama coraz częściej jest świadkiem rzeczy, które nie miały prawa się wydarzyć.

Zegar tyka. Czy znajdzie odwagę, by wyjść na scenę zza kulisów i poznać prawdę o swoim pochodzeniu? I jak zareaguje publiczność? Gorącymi oklaskami, czy może nieufnymi spojrzeniami? I wreszcie – co to oznacza dla innych, nastanie czas wojny, czy też pokoju?

Byłam pewna, że „Oddech nocy” to nie moja bajka. Nie przepadam ani za Szekspirem, ani za elfami. Ani za rudymi bohaterkami, ale to już inna historia. W każdym razie podeszłam do powieści Lesley Livingston bardzo sceptycznie i być może właśnie dlatego tak pozytywnie mnie rozczarowała.

Spodziewałam się kolejnego mało ciekawego romansidła z wplecionym wątkiem paranormalnym. W dobie podobnych książek trudno o coś naprawdę wartego zainteresowania. Pani Livingston mistrzowsko sobie z tym poradziła. Stworzyła nowy świat, wykorzystując kilka istniejących już stereotypów na temat baśniowych istot. Fantastyczny świat, w którym czas jest pojęciem względnym, do którego chce się wracać. Ale również świat niebezpieczny, pełen intryg i nie szczędzący bólu.

Warto zwrócić uwagę na styl pisania autorki. Jest swobodny i przystępny dla rzesz czytelników, od tych młodszych, do starszych. A jednocześnie emocje ubrane w słowa – mimo że w narracji trzecioosobowej – mocno oddziałują na czytającego, pozwalają mu się wczuć w bohatera.

Akcja jest warta i szybka – nie ma momentów ciągnących się bez końca ani rozwlekłych na kilka stron opisów. Jednocześnie autorka po mistrzowsku poradziła sobie ze scharakteryzowaniem miejsc i postaci – chociaż oszczędnie w słowach, nie sposób było zapomnieć ich w trakcie czytania.

Każdy z bohaterów wykreowany jest może nie idealnie, ale na pewno nieprzeciętnie – poznajemy jego charakter oraz motywy popychające go do konkretnych czynów. Nie mogę stwierdzić, by któraś z postaci wyjątkowo mnie irytowała, jak to często zdarza się w książkach. Może to dobrze, a może nie do końca, ponieważ świadczy o wyważeniu ich cech, by podpasowały pod gusta większości czytelników. Co z kolei prowadzi do braku indywidualizmu, różnorodności wśród charakterów… Ale równie dobrze mogą to być moje subiektywne odczucia. Należy wspomnieć o wyjątkowo niespotykanej rzeczy, a mianowicie o reakcji Kelley na istnienie równoległego świata pełnego baśniowych stworów. Dzięki brakowi natychmiastowego przyswojenia dziwnej prawdy, autorka dodała bohaterce dużo więcej realizmu.

Pragnę zwrócić uwagę na pewną nieścisłość w polskim opisie promującym książkę. „Pełna subtelnej erotyki, literackich odniesień i mrocznej magii gotycka trylogia dla wielbicielek miłosnych opowieści z dreszczykiem”. Po pierwsze, żadnej subtelnej erotyki tam nie ma. Wątpię, żeby ktokolwiek kupował książkę z tego powodu, ale lepiej wiedzieć na zaś. Po drugie – i ostatnie – na siłę można stwierdzić, że ten „dreszczyk” znajduje się gdzieś pod koniec książki, ale nie jest znowu aż tak strasznie, żeby trzeba było zasypiać przy włączonej lampce.

Lesley Livingston tą jedną, zdecydowanie zbyt krótką powieścią przekonała mnie do „elfickich paranormali”. Naszpikowany sprzecznymi emocjami, trudnymi wyborami, zaskakującymi faktami i rozterkami miłosnymi „Oddech nocy” jest idealnym wyborem na wieczór po męczącym dniu, kiedy pragniecie oderwać się na chwilę od szarej rzeczywistości i przenieść do skrzącego się od magii świata.

Po wampirach, wilkołakach, aniołach i postaciach z greckiej mitologii przyszedł czas na elfy. Pani Livingston nie jest co prawda pierwszą autorką tego typu książki, ale na pewno przodującą w rankingu tych, które napisały powieść ciekawą, wciągającą i zaskakującą gdzieniegdzie uszczypliwym humorem. Nie jest to historia najwyższych lotów, ale nie oszukujmy się – nie wysublimowanych sformułowań szukamy sięgając po paranormal romance, a ucieczki od męczącej codzienności. I to właśnie w powieści Livingston znajdujemy. Dokładnie przećwiczone i wystawione na stronach papierowego teatru.

****Christie