Recenzja: Spętani przez Bogów

Przeznaczenie i sny intrygowały ludzkość od tysiącleci – czy na nasze życie coś lub ktoś ma wpływ? Czy możemy decydować o własnym losie, o przyszłości? I oczywiście sny: czy to, co sobie wyśnimy, ma odzwierciedlenie w rzeczywistości? Czy dzięki snom możemy zobaczyć coś więcej, niż na jawie? To dwa tak różne tematy, a jednak tak sobie bliskie. I równie niezrozumiałe, a próba zmierzenia się z nimi na pewno nie będzie łatwa, ani tym bardziej bezpieczna.

Helena Hamilton to na pozór zwyczajna dziewczyny. Zwyczajna, gdyby nie fakt, że jej interesująca uroda wywołuje w niektórych nie tylko zachwyt, ale także złość bądź zawiść, typowe odczucia w społeczności uczniowskiej. Lecz ona, pewna o swojej inności, ukrywa wdzięki, bo nie chce, by na nią patrzono. Żyje w spokojnym miasteczku nad Atlantykiem,
u boku ojca, bez matki, która ją zostawiła jeszcze w dzieciństwie, ciesząc się z posiadania najlepszej na świecie przyjaciółki pochodzącej z japońskiej rodziny. Trzymają się razem, ot dwa dziwadła.

Pewnego dnia do miasta przyjeżdża tajemnicza rodzina. Nagle pojawiają się też przywidzenia – bohaterka widzi trzy płaczące kobiety w bieli i nie umie ustalić, co oznaczają. Czy oszalała? Dopiero wówczas, na szkolnym korytarzu, wśród tłumu gapiów, niespodziewanie spotyka porywająco przystojnego mężczyznę – Lucasa. Lecz Helena nie czuje zachwytu. Czuje nienawiść. Przerażającą, obezwładniającą ją nienawiść, która nie pozwala jej jasno myśleć
i nakazuje zabić nieznajomego. A to tak naprawdę dopiero początek problemów. Bohaterkę czeka nie tylko odkrycie własnej tożsamości, lecz także poznanie największych tajemnic świata, ukrytych w dziejach sprzed tysiąca lat. Tajemnic, które mogą zmienić wszystko…

Mitologia. Któż jej nie zna? Od zawsze wbijana uczniom do głów na lekcji języka ojczystego, stała się dla mnie synonimem nudny – takie beznamiętne, wręcz suche opowiastki bez krzty uczuć. Dlatego też zawsze podchodziłam do nich z rezerwą, choć nie było możliwości, by siłą rzeczy ich nie poznać. Teraz ta wiedza okazała się bardzo przydatna, gdyż dzieło pani Angelini to istna plejada wierzeń rodem ze starożytnej Grecji – opowieści znane i zwyczajne tu zostały przedstawione w sposób, który zapiera dech w  piersi. I należałoby przyznać, że to największy atut powieści Josephine. Wszak pierwszy raz poczułam, że chcę poznać historie, które dotychczas kojarzyły mi się z niesamowitą udręką.

Język dzieła jest prosty, choć nie zawsze stwarza obrazy, które czytelnik pojmie od razu. Czasem potrzeba chwili, by odnaleźć się w sytuacji, innym razem zaś wyjaśnienie zdarzenia przychodzi nieco później, niż się pierwotnie spodziewamy. Interesująca jest trzecioosobowa narracja, która oszczędza nam poznania problemów emocjonalnych nastoletniej bohaterki (typowych dla narracji pamiętnikarskiej), choć oczywiście poznajemy jej myśli, zręcznie przedstawione przez autora wszechwiedzącego. Obserwujemy wydarzenia, łączymy fakty lecz nawet to pozostawia niedosyt, a wiele  kwestii pozostaje do przemyślenia.

Bohaterowie są tak różni, jak tylko to możliwe, a jednak tak znajomi… Nie mogę nie wspomnieć, iż od samego początku miałam wrażenie, jakbym oglądała mityczną wersję rodziny Cullenów z powieści Meyer. Od razu rzucające się w oczy podobieństwa nawet
w doborze charakterów sprawiły, że przez chwilę poczułam niechęć, bo choć „Zmierzch” lubię, to nie popieram takich zapożyczeń. W końcu jednak, brnąc  w historię, czytelnik się przyzwyczaja i nie patrzy na podobieństwa, przynajmniej do kolejnego razu, kiedy poczujemy deja vu, gdyż pewne wątki bardzo silnie przypomną nam serię Cassandry Clare. I obawiam się, że nie jestem jedyną osobą, która te podobieństwa zobaczyła.

Jednak, choćbym uparcie chciała znaleźć więcej minusów, nie jestem w stanie. Jakkolwiek do „Spętanych przez Bogów” początkowo podchodziłam z rezerwą, to wystarczyło dotrzeć do wydarzeń opisywanych przez wydawcę, by w końcu wciągnąć się bez reszty w fabułę pełną niesamowitej atmosfery, w dodatku oprawionej w nieziemską okładkę, od której nie można oderwać spojrzenia. Akcja, jaką serwuje nam autorka, jest powalająca, gdyż non stop na arenie wydarzeń pojawiają się kolejne wątki, utrzymując napiętą do granic możliwości uwagę czytelnika. Ponadto silne uczucia towarzyszące bohaterom udzielają się także nam – wyczuwamy nutkę pożądania i rozpaczy – uczuć, które nie dają ukojenia. I właśnie dlatego nie można przy tej lekturze odetchnąć aż do ostatniej strony, a później pozostaje tylko niedosyt, który obezwładnia i uderza nas w twarz niczym ciężki podmuch gorąca.

Powieść „Spętani przez Bogów” to na pewno jedna z najciekawszych premier tego roku. Gdyby jednak było w niej trochę więcej oryginalności, mogłabym wspomnieć o fenomenie. Tu jednak się powstrzymam, gdyż wolę poczekać na drugi tom przygód Heleny. Być może wówczas Josephine zaskoczy mnie tak, jak bym chciała – doszczętnie. A dziś daję jej pierwszemu dziełu ocenę 5/6, całkowicie popierając wydawcę, który zakupił prawa do całej trylogii mimo, iż ta jeszcze nie powstała. Nie da się ukryć – ta seria już jest hitem, choć to dopiero początek!

**** Tirindeth by mybooksbytirindeth dla PB