Recenzja: Ukąszenie pająka

„Dawno oczekiwana perła gatunku”

Nie planowałam sięgać po „Ukąszenie pająka” Jennifer Estep. Owszem, była ona nowością na rynku, lecz takich jest pełno, a ja książek mam aż za dość. Co więcej, nie zapowiadał się wielki romans ani romantyczne bale, a ja tego oczekuję. Chyba jednak jest coś takiego, jak koleje losu i przeznaczenie, bo nasunął mi się opis „Ukąszenia pająka”. Z braku zajęcia, przeczytałam. Właśnie wtedy pomyślałam, że ta książka będzie wielka. I niech mnie, jeśli nie miałam racji.
Jak zaczarować bez czarujących słówek? Jak zainteresować bez zbędnych, ozdobnych frazesów? Jak zachęcić do lektury, przedstawiając jedynie suche fakty, oschłe zdania pozbawione epitetów? Nie mam pojęcia, lecz na mnie to zadziałało. Widać tłumacze Dwójki Bez Sternika znają się na rzeczy, tak samo jak twórcy opisu oryginału.

Gin Blanco ma wspaniały charakter. Trafiający w samo sedno mojego gustu. Jest ironiczna, twardo stąpająca po ziemi, oschła realistka. Do tego seksowna i pewna siebie. Wiadomo, że detektywowi od razu pociekła ślinka. Ona też nie została obojętna. Spójrzmy prawdzie w oczy – rzadko kiedy w dzisiejszych czasach policjanci są tak mroczni i przystojni. Niestety mają wady – zawyżone poczucie moralności. Szczególnie odczuwa to nasza główna bohaterka, która jest seryjnym mordercą, płatnym zabójcą. Ciemna strona przeszłości dręczy jej duszę a niekiedy i sny. Dzięki swemu fachowi czuje, że nie jest bezbronna, słaba. Runa i jej przezwisko – Pająk – świadczą o cierpliwości, ataku z ukrycia. A więc czy Ty, czytelniku, jesteś gotowy na jej ofensywę?

W tej lekturze szeroko rozwinięty jest wątek morderstw i interesów, powiązany z tajemnicą godną Sherlocka Holmes’a. Trzeba trochę pogłówkować, aby dojść do prawdy. Giną coraz ważniejsze dla Gin osoby, a ona tak tego nie zostawi. Gdy straszny los dotknął jej pracodawcę, bierze sprawy w swoje ręce. Jak zawsze. Doprowadzi ją to do współpracy z Finnem, który jest dla niej jak brat. Ten facet jest momentami irytujący, ale z reguły porządny i lojalny. A tego szuka Gin. Lojalności. Potrzebuje jej, aby napisać zakończenie „Ukąszenia pająka”, tak samo jak swoich noży.

Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie przez tutyłowego Pająka. Na mnie wywarła piorunujące wrażenie. Ten styl jest nie do podrobienia. Jennifer Estep ma duży talent, dlatego z niecierpliwością będę wyczekiwała jej kolejnych dzieł. Póki co skupmy się jednak na bieżącej ocenie książki. Nie natknęłam się na żadne literówki czy też błędy – duży plus. Okładka? Idealnie oddająca charakter dzieła. Zadziorna, z pazurem. Atakująca z ukrycia. Do tego logo Pork Pit – wszystko jest jak porozrzucane kawałki puzzli. Gdy już je ułożycie, efekt będzie oszałamiający. W pozytywnym znaczeniu, rzecz jasna.

Dawno nie miałam w rękach tak dobrej książki. „Ukąszenie pająka” to perła Urban fantasy, co stwierdzam z przyjemnością. To było dla mnie niesamowite przeżycie, móc śledzić tych krasnoludów, wampiry, żywiołaków – czyli osoby władające żywiołami, tak, są takie – wraz z Gin Blanco. Uścisnęłabym jej rękę, gdybym mogła. Każdy czytelnik powinien mieć swoje zasady, tak jak nasza bohaterka, a jedna z nich powinna brzmieć: Przeczytać „Ukąszenie pająka” Jennifer Estep.