Recenzja: Córki księżyca: Bogini nocy, W zimnym ogniu

Gdy byłam małym dzieckiem często wyobrażałam sobie, że posiadam jakieś nadprzyrodzone moce lub jestem bohaterem pokroju Spidermana lub Batmana. Marzyłam o umiejętności czytania w myślach, o przewidywaniu przyszłości lub o nadzwyczajnej prędkości, która pozwalałabym na poruszanie się z prędkością światła. Te dziecinne mrzonki nie opuściły mnie do dnia dzisiejszego, mimo siedemnastu lat na karku wciąż uwielbiam wyobrażać sobie, że posiadam wyżej wymienione nadnaturalne zdolności, te wyobrażenia pomagają mi zapomnieć o świecie, w jakim żyję, pomagają przenieść się do miejsca, w którym chciałabym być.

„Córki księżyca. Bogini nocy. W zimnym ogniu” to dwie pierwsze części trzynastotomowej serii napisanej przez autorkę Lynne Ewing. Opowiadają one przygody czterech przyjaciółek, które obdarzone są niezwykłymi mocami. Vanessa ma zdolność stawania się niewidzialną, Catty potrafi przenosić się w czasie, Serena umie czytać w myślach, Jimena natomiast widzi przyszłość. Jako boginie muszą stawić czoło groźnemu Atroxowi, który pozbawia ludzi szczęścia i pragnie je zniszczyć. Mimo potężnych mocy, bycie boginią okazuje się nie być tak łatwe, jak mogłoby się wydawać.

Napisanie tej recenzji to dla mnie duże wyzwanie, bo prawdę mówiąc sama nie wiem, co tak naprawdę powinnam o tej lekturze myśleć. Czytając ją, byłam zadowolona, że jest ona tak lekką, przyjemną i niewymagającą książką, którą czytało się szybko i równie szybko odczuło się dużą sympatię do bohaterów. Po pewnym czasie niestety książka ta stała się przewidywalna i czytanie jej nie sprawiało mi już tak dużej radości, jak na początku lektury. W pewien sposób historia stała się nieco banalna, najbardziej ubolewam jednak nad tym, iż autorka nie pokusiła się o zgłębienie talentów czwórki przyjaciółek, że nie poświęciła im więcej miejsca w swojej powieści, ponieważ moim zdaniem ich mocy było zbyt mało. Sama wizja przenoszenia się w czasie niezwykle mnie intryguje, chciałabym więc, aby autorka napisała coś więcej na ten temat. Może to jednak spowodowane było tym, iż „Boginię księżyca” poznajemy z punktu widzenia Vanessy, która potrafi stawać się niewidzialna, a historię „W zimnym ogniu” przedstawia Serena, która czyta w myślach i to na nich skupia się cała opowieść. Mam jednak nadzieję, że w kolejnych częściach Lynne Ewing poświęci trochę czasu pozostałym dwóm bohaterkom.

Autorka zmieszała ze sobą współczesność wraz z magią i nadprzyrodzonymi zdolnościami, co stworzyło bardzo ciekawą, interesującą mieszankę. Sama fabuła książki nie jest wybitnie oryginalna, zdecydowanie nie wybija się na tle innych książek fantastycznych, ponieważ nie pierwszy raz spotykam się z bohaterkami, które dowiadują się, że posiadają niezwykłe moce i przeznaczone jest im walczyć ze złem. Mimo to postacie te sprawiają miłe wrażenie, relacje między nimi doskonale ukazują, jak wielką siłę ma przyjaźń. Bo pomimo tego, że ja wiele razy się na niej zawiodłam, jednak książki takie jak „Córki księżyca” dają nadzieję i pokazują, że prawdziwa przyjaźń naprawdę istnieje.

Książkę tę uważam za idealną dla niewymagającego czytelnika, który poszukuje lekkiej lektury. Mimo przewidywalności jest to ciekawa książka, warta przeczytania i poświęcenia jej chwilę czasu. Ja nie żałuję przeczytania tej książki, aczkolwiek wiem, że nie jest to lektura, do której mogłabym za jakiś czas powrócić.

****Lenalee by  zlodziejka-ksiazek.blogspot.com dla PB