Recenzja: Vaclav i Lena

Dziecięce marzenia bywają piękne i niewinne. Wynikające z głębokiego przekonania o prawdziwości baśni, magicznych historii i sile wiary, mogą unosić człowieka jak na skrzydłach. Lecz kiedyś dzieciństwo się skończy. Kiedyś będzie trzeba stawić czoła prawdzie. Rzeczywistości, często niezwykle okrutnej. Wówczas wypowiedzenie magicznej formułki nie wystarczy…

Dwójka dzieci pochodzenia rosyjskiego, Vaclav i jego przyjaciółka Lena, marzą o jednym – by zostać światowej sławy gwiazdami – on, jako magik, ona jako jego urocza asystentka. Wiadomo – bez asystentki żadna sztuczka się nie uda. Przedstawienie musi bowiem trwać. A Lena w tej roli będzie idealna.

Przyjaźnią ze sobą od czterech lat, nikomu nie ufają, z nikim innym nie rozmawiają. On ma kochającą rodzinę i matkę, która dla niego poświęciła swoje najlepsze lata, ona jest sama, adoptowana, mieszka bowiem z  ciotką, która najwyraźniej w ogóle nie zwraca na dziecko większej uwagi. On świetnie się uczy i dobrze radzi sobie w amerykańskim świecie, ona nie lubi szkoły, ma problemy z językiem i jest bardzo nieśmiała. Dwa przeciwieństwa, dwa serca, dwie historie i jedno uczucie.

Dzieci przygotowują się do swojego pierwszego magicznego występu przy Coney Island, choć matka Vaclava jest temu zupełnie przeciwna, ale maluchy są zdeterminowane. Żyją miłością do Copperfielda i Houdiniego, i marzeniami o własnym spektaklu magii. I nic nie jest w stanie tego zmienić. Nic, z wyjątkiem tajemniczego i nagłego zniknięcia Leny.

Vaclav wie, że próżno szukać wyjaśnień zwłaszcza, kiedy jest się jeszcze małym chłopcem. Jedyne więc, co może zrobić, to wierzyć, iż Lena wróci, gdziekolwiek teraz jest. Wierzy, że jeśli będzie o niej myślał, to nie zapomną o sobie. I tak mijają lata. A potem nagle ich drogi znowu się krzyżują…

Powieść Haley Tanner wabiła mnie od chwili, gdy tylko pojawiły się zapowiedzi. Na początek wizytówka – piękna oprawa w postaci twardej okładki z obwolutą przyciąga wzrok. Wszelkie odcienie błękitów tworzą nieziemską rewię barw, nadając czarodziejskiego, ulotnego wyrazu, a postać zawieszonej w powietrzu dziewczyny i cylindra zdają się nagle nie pasować do ukazanego w tle ciężkiego pejzażu Nowego Jorku. Jeśli się jednak dłużej zastanowimy, ma to głębszy sens.

Idąc dalej, otwieramy książkę i widzimy pierwszą stronę zatytułowaną Razem. Powieść podzielona jest bowiem na cztery części – pierwsza opowiada o życiu dzieci aż do momentu zniknięcia Leny, a następnie mamy dwie części przedstawiające życie rozdzielonych. Dopiero ostatnia – zatytułowana Znowu razem – daje czytelnikowi nadzieję i jednocześnie wzmaga apetyt na poznanie dalszych wydarzeń.

Język dzieła jest w  pełni zrozumiały i przyjemny, lecz aby wczuć się w lekturę, należy naprawdę skupić się na tekście. Nie brakuje bowiem pełnych refleksji akapitów, mających w sobie coś z  analizy psychologicznej zachowań każdego człowieka. Niejedna osoba odnajdzie w tych fragmentach własne przemyślenia, ukrywane słabości i niepewności. Niejedna osoba poczuje więź z bohaterami, zapragnie im pomóc, a jednocześnie uświadomi sobie, że to nie jest takie proste. Niejedna osoba wreszcie zrozumie dzieło i jego uniwersalne przesłanie, które nie ma nas zasmucić, lecz dać nadzieję.

Akcja jest spokojna, wolna. To jednak nie minus, o nie! Pozwala nam zatrzymać się, pomyśleć i przemyśleć to i owo a przede wczystkim poczuć. Powolutku, rozdział po rozdziale, buduje napięcie, wciąga i mami czytelnika. Nie znajdziemy tu jednak zatrważających zwrotów akcji, szalonych pościgów i lejącej się krwi. W zamian otrzymamy natomiast wzruszającą historię i głębię, której próżno szukać w wielu dziełach współczesnej literatury.

Osobiście muszę przyznać, że „Vaclav i Lena” to książka, która niepodważalnie mną wstrząsnęła, zmusiła do zastanowienia się nad swoim życiem i wywołała ogromne pokłady emocji. Czytałam ją z zapartym tchem, wypiekami na twarzy i łzami w oczach. Wszak to powieść wielowarstwowa, traktująca nie tylko o ludziach, którzy uciekli ze swojej ojczyzny, by szukać szczęścia w świecie kuszącym ludzi wolnością i dobrobytem, lecz także historia najróżniejszych jednostek. Tak silnie wykreowanych sylwetek bohaterów nie odnajdziemy w zbyt wielu lekturach. Tu widać każdą skazę na duszach postaci, także tych pobocznych, każdy uszczerbek i każdą wartą zauważenia cechę. To prawdziwe i żywe osobowości!

Jeśli nadal nie wierzycie moim słowom, przekonajcie się na własnej skórze, sięgając po książkę, jak wiele w Waszym życiu może zmienić historia Vaclava i Leny. Dzięki temu zrozumiecie wówczas, jakie uczucia w człowieku wywołuje tych kilka trafnie skonstruowanych przemyśleń, dwie dobre, niebanalne historie i jeden, niezaprzeczalnie wzruszający finał.

Haley wykonała kawał dobrej roboty i z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że jeśli będziemy mogli poznać więcej takich debiutów, gatunek powieści nigdy nie umrze. Daję 6/6 i, jak nigdy, bardzo, ale to BARDZO polecam Wam tę lekturę. A także równie żarliwie liczę, że historia Vaclava i Leny Was nie zawiedzie. Brawo, panno Tanner, brawo za tak piękną opowieść!

 

**** Tirindeth by mybooksbytirindeth dla PB