Recenzja: Lucian

Nieprawdopodobnie romantyczna…

Tyle recenzji mogłabym zaczynać od pytania: „Czym jest miłość?”, aż w pewnym momencie stracilibyśmy nawet świadomość, czy coś takiego w ogóle istnieje. Ile bowiem można mówić o jednym? Piosenki o miłości, filmy o miłości, wiersze o miłości… Zakochani w parku, zakochani na ulicy, zakochani w tramwaju… Mogę tak wymieniać wciąż i wciąż. Ale pytanie nie powinno brzmieć, czym jest miłość, lecz jak WIELKA potrafi ona być? Jak wiele oddasz za ukochana osobę? Czy wierzysz, że NAPRAWDĘ możesz pokochać?

Bohaterką i narratorką powieści jest Rebeka Wolff, nastolatka, której matka – lesbijka i jej dziewczyna mieszkają razem w Niemczech, podczas gdy biologiczny ojciec Rebeki wyjechał do Ameryki i tam ułożył sobie życie. Rebeka jest z tym całkowicie pogodzona, z obojgiem rodziców jest bowiem w dobrym kontakcie. Ponadto ma w posiadaniu dwójkę wiernych przyjaciół – słodką Suse i swojego „chłopaka” Sebastiana, który najwyraźniej jest w niej zakochany.

Wszystko układa się pomyślnie, przynajmniej do czasu. Nagle Rebeka ma dziwny sen, który ją przeraża i jednocześnie intryguje. A potem widzi pod swoim domem chłopca, jak ten opierając się o latarnię, spoglądał wprost w okna jej pokoju. Dziwne, prawda? Jednak tę sytuację można by przełknąć, gdyby nie fakt, że później tego samego młodzieńca widzi jeszcze w kilku miejscach, a za każdym razem on wydał się być nią żywo zainteresowany. Czy to przypadek? Czego ten chłopak może od niej chcieć?

Rebeka coraz częściej myśli o nieznajomym, nieświadomie odpychając od siebie Sebastiana, który uparcie twierdzi, że da jej czas. Niestety wychodzi na to, że żaden czas nie będzie wystarczający, dopóki bohaterka nie pozna prawdy o ciemnowłosym chłopaku. Czy uda jej się odkryć jego tajemnicę? Czy on jej zaufa? Przekonajcie się sami!

Powieść Isabel Abedi to jednotomowa (nareszcie nie seria!) historia dwojga ludzi – dziewczyny z korzeniami i chłopaka z nikąd. To historia o tym, gdzie kończy się nieufność, a gdzie zaczyna miłość. I przede wszystkim to historia o wielkim, nie znającym granic uczuciu, tak pięknym i tak prawdziwym, iż ciężko jest uwierzyć w jego istnienie. A jednak!

Kreacja bohaterów wypadła pomyślnie. Dosyć szczegółowo poznajemy Rebekę i jej przyjaciółkę, oraz otaczające ich postacie drugoplanowe, w tym matkę bohaterki, rodzinę, znajomych, nauczycieli. Każda z nich ma w sobie coś interesującego i wyjątkowego. Ale żadna nie jest równie niezwykła, jak tajemniczy chłopak – Lucian. Jego sylwetka została zarysowana w sposób nie dający jednoznacznej odpowiedzi na temat tego, jaki jest. Choć z każdą kolejną stroną odkrywamy tożsamość chłopaka, wciąż nie wiemy, czy to bohater pozytywny czy negatywny, mimo, iż z czasem motywy jego postępowania wydają się być oczywiste. Rodzą się kolejne pytania, kolejne niepewności i w końcu finał. Niesamowity, zapierający dech w piersi i… fenomenalnie wzruszający!

Powieść jest podzielona na trzy części. Część pierwsza – najobszerniejsza, opowiadana z punktu widzenia Rebeki – jest zapiskiem wydarzeń, które mają nas wprowadzić w fabułę. Niestety nie ukrywam, że jakieś pierwsze sto stron są potwornie nudne, wręcz odstręczające. Zwłaszcza, że powieść jest dosyć obszerna – ponad pięćset stron! Dlatego też w pewnym momencie ma się również wrażenie, iż niektóre opisy i wątki są zbędne. Dokładność analityka w kreowaniu otoczenia i w opisach bywa denerwująca, a przebrnąć przez nie to nie lada wyczyn. Ale kiedy w końcu przełkniemy początek i pozwolimy sobie zanurzyć się głębiej, odnajdujemy prawdziwą magię, jaka płynie z książki. Druga część jest nietypowa – to zbiór wiadomości elektronicznych, jakie pisali do Rebeki jej przyjaciele. Aby się odnaleźć w fabule, potrzeba czasu i cierpliwości. Trzecia cześć wraca do narracji bohaterki i poznajemy dalsze wydarzenia. Podział na trzy ma podkreślić zmiany, jakie zachodzą w historii i w bohaterach. O ile jednak pierwsza część jest neutralna, wręcz sterylna, o tyle dwie kolejne mają w sobie niezwykłe pokłady emocji, które wprost zwalają z nóg. Kiedy zagłębimy się w nie, ciężko będzie oderwać się od lektury!

Z okładki można wiele wyczytać i przekonać się, o czym jest powieść. Zdjęcie wykorzystane do stworzenia tego arcydzieła pochodzi spod ręki pewnej znanej fotografki – Elizabeth May. Muszę przyznać szczerze, że jestem pod wrażeniem siły, jaka drzemie w przedstawionych postaciach. Szczupły, w zasadzie niepozorny chłopak w delikatny, opiekuńczy sposób obejmuje siedzącą, nieco zafrasowaną dziewczynę, dając jej przy tym poczucie bezpieczeństwa i oparcia. Tytuł, zaakcentowany silną czerwienią, wyłania się z ciemnej kolorystyki i kładzie nacisk na rolę chłopaka, a tajemniczość i pasja zobrazowanej sceny wręcz zapierają dech!

Na koniec muszę podkreślić, jakie uczucia wywołała we mnie powieść Isabel. Początkowo przyznaję, byłam wręcz zdruzgotana, że książka mi się nie podoba a początek męczyłam cały tydzień, po drodze zaglądając do innych powieści. Ale kiedy w końcu przysiadłam do czytania i postanowiłam brnąc uparcie dalej, okazało się, że pozory naprawdę mylą. W końcu zapomniałam o tym, jak sceptycznie byłam nastawiona. Kolejne strony wręcz pochłaniałam, a na zakończenie pozostało mi tylko płakać ze wzruszenia i… rozpaczy. To nieprawdopodobnie romantyczna i nietypowa historia, w której miłość jest głównym bohaterem. To powieść dająca czytelnikowi nadzieję, radość i ekscytację. Dlatego oceniam na 5+/6 i ufam, że podobnie jak ja będziecie zachwyceni książką. Polecam gorąco!

**** Tirindeth by mybooksbytirindeth dla PB