Recenzja: Straż

Czy kiedykolwiek zastanawialiście się nad tym, jak wyglądałby świat, gdyby pewne wydarzenie nie potoczyło się tak, jak powinno? Wiadomym jest, że zmiana jednego wydarzenia pociągnęłaby za sobą lawinę innych, mniejszych bądź większych zmian i nic nie byłoby takie, jak powinno być. Czasami marzę o tym, żeby przenieść się w przeszłość i naprawić błędy, które popełniłam, niezależnie od konsekwencji. Potem nachodzi mnie jednak chwila refleksji, bo skoro zmiana historii niosłaby ze sobą lawinę nieprzewidzianych zdarzeń, czy istniałoby jakiekolwiek dzisiaj? Gdyby nie było dzisiaj, nie istniałoby jutro i w którymś momencie musiałoby skończyć się wczoraj. Historii jednak nie da się zmienić ani w żaden sposób naprawić, można jednak o takich możliwościach poczytać.

Ethan to szesnastoletni chłopak zamieszkujący australijskie miasteczko Angel Falls. Gdy miał cztery latka był świadkiem brutalnej śmierci swojej starszej siostry, Sary. Teraz, po dwunastu latach od tego tragicznego wydarzenia, które odbiło się na życiu jego rodziny, Ethan jest jednocześnie zwykłym nastolatkiem i agentem Straży – tajemniczej organizacji, mającej na celu obronę historii przed Chaosem, który pragnie zmienić bieg wydarzeń po to, aby w przyszłości rządzić światem. Ethan nie raz musi cofać się w przeszłość, aby pokrzyżować plany mrocznej potęgi. Pewnego dnia pod jego skrzydła trafia Isabel, siostra jego byłego najlepszego przyjaciela, którą Ethan musi wyszkolić na nową Strażniczkę.

Największym atutem tej książki jest zdecydowanie szybko rozwijająca się akcja. Może to być dużą zachętą dla osób, które nie lubią czekać na to, aż akcja osiągnie wyczekiwany przez nich poziom, ponieważ już od pierwszych stron toczy się wartko, szybko, a mimo wszystko subtelnie. Z każdą stroną coraz bardziej zafascynowana tą historią, bez problemu zostałam pochłonięta przed przedstawiony w niej świat. Zazwyczaj muszę czekać dosyć długo, aby dana książka w całości mnie pochłonęła – ze „Strażą” nie było tego problemu, już przy kilku pierwszych kartkach wpadłam w tę historię tak, jak Alicja wpadła do króliczej nory.

Książka ta wywołała we mnie bardzo wiele różnych emocji. Od radości i rozbawienia po wzruszenie, a momentami nawet lekkie zdenerwowanie. Bardzo wczułam się w czytaną przeze mnie powieść, przeżywałam każdy moment, który wywoływał we mnie chociażby najmniejsze pokłady emocji, jednak mimo wszystko większośc scen zapisała się w jakiś sposób w mojej pamięci. Mogłabym z czystym sumieniem uznać tę książkę za wspaniałą lekturę, zasługującą na największe wyróżnienie, gdyby nie pewna wada, która co prawda nie utrudniała mi czytania, ale pozostawiała po sobie pewien niedosyt. Żałuję, że autorka tak słabo uchwyciła klimat poprzednich epok, do których przenosili się bohaterowie. Gdyby Marianne Curley więcej miejsca poświęciła na atmosferę dawnych czasów, jestem pewna, że „Straż” stałaby się jedną z moich najbardziej ukochanych książek.

Z wielką przyjemnością zachęcam do przeczytania tej książki. Do poznania cudownych bohaterów z niezwykle rozbudowanymi charakterami, dzięki czemu wydają się być oni niemalże realnymi postaciami. Do zerknięcia w świat pełen niesamowitych zdarzeń, który autorka ubarwiła bogatymi opisami. Jestem pewna, że każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie i być może wyciągnie z niej jakieś wnioski, a z całą pewnością bardzo mile spędzi czas.

****Lenalee by  zlodziejka-ksiazek.blogspot.com dla PB