Raport: Podsumowanie maja

Maj był miesiącem po brzegi wypełnionym wspaniałymi nowościami, jednak największy sukces komercyjny odniosły kontynuacje lubianych i znanych nam serii.

Największym triumfem z pewnością cieszyło się „Miasto Upadłych Aniołów”, czyli kontynuacja bestsellerowego cyklu Cassandry Clare. Powieść długo wyczekiwana przez wszystkie fanki Jace’a zagościła wreszcie na naszych półkach. Nie obyło się bez obowiązkowych już, jeśli chodzi o książki Clare, potyczek słownych z wydawnictwem Mag, dotyczących okładki. Po jej publikacji fani byli niezadowoleni z wyglądu znajdującego się na okładce bohatera. Jedni w jego minie wyczytali cierpienie, inni natomiast zatwardzenie. Choć przy „Mechanicznym Aniele” protesty internautów okazały się skuteczne, tym razem wydawnictwo pozostało nieugięte. Niepochlebne noty dotyczące okładki nie zmieniły jednak faktu, że „Miasto Upadłych Aniołów” wodzi rej wśród majowych zakupów. 

Wcale nie mniejszym zainteresowaniem obdarzyliście drugi tom „Trylogii Zdrajcy” Trudi Canavan, zatytułowany „Łotr”. Powieść jeszcze przed premierą wskoczyła na wysokie miejsce w klasyfikacji sprzedaży, pozostawiając konkurentów daleko w tyle. Myślę, że niemały udział w promocji książki miał przyjazd do Polski Autorki. Z czym bowiem udać się po autograf? Oczywiście z egzemplarzem najnowszej powieści.

Co ciekawe – nie wszystkie kontynuacje cieszyły się tak wielką popularnością, jak dwie wyżej wymienione. Wystarczy tu wspomnieć „Łaskę utraconą” Bree Despain, która mimo sporej rzeszy fanek tomu pierwszego – „Dziedzictwa mroku” – do tej pory nie zyskała należytego jej rozgłosu. Wydawnictwo Galeria Książki przeprowadziło sporą kampanię reklamową promującą powieść; w radiu usłyszeć można było spoty reklamowe, które przy okazji w sposób dobitny zdradzały istotne szczegóły fabuły i zakończenia tomu pierwszego. Jak widać – niepotrzebnie. Niezbyt dużą popularność zyskały też „Istoty ciemności” (sequel „Pięknych istot” Kami Garcia i Margaret Stohl). A szkoda, bo seria ta jest jedną z moich ulubionych.

Nie można zapomnieć także o początkach nowych cykli, które zagościły na naszym rynku. Nie mogę nie wspomnieć o wydawnictwie Prószyński Media, które pełną parą weszło na rynek modnych gatunków. W poprzednich miesiącach była to antyutopia „Dobrani” oraz powieść spod znaku steampunk „Bezduszna”. Prószyński kontynuuje dobrą passę serwując nam „Wiecznych” Almy Katsu oraz powieść „Sanctus” Simona Toyne. Wielkie brawa za te pozycje.

Powoli wybija nam się także wydawnictwo Egmont. W ubiegłym miesiącu oddali pierwszy tom serii o (Nie)Umarłych, zbierający niezbyt pochlebne opinie. Teraz sprezentowali nam „Czerwień rubinu” Kerstin Gier, która zbiera laury wśród recenzentów. Miejmy nadzieję, że Egmont rozwinie swą działalność wydawniczą paranormal romance.

Wydawnictw Amber, Nasza Księgarnia i Jaguar chwalić nie trzeba – każdego miesiąca możemy liczyć na smakowite kąski, wychodzące z ich magazynów. Nie chcę jednak, aby byli poszkodowani, dlatego wspominam i o nich – tak trzymać! Ich wkładu w literaturę paranormalną nie sposób przecenić. Mnie szczególnie zainteresowały takie pozycje, jak długo wyczekiwana „Paranormalność” Kiersten White (Amber), „Córki księżyca” Lynne Ewing (Jaguar), „Retrum. Kiedy byliśmy martwi” Francesc Miralles oraz „Lucian” Isabel Abedi (obie z Naszej Księgarni).

Warto też wspomnieć o nowym wydawnictwie, które niedawno weszło na polski rynek wkupując się w gusta czytelników ciekawymi tytułami i przepięknymi okładkami. Mowa tu oczywiście o wydawnictwie Mak Verlag, które w maju wydało aż trzy ciekawe pozycje. Dwa paranormal romance („Akademia mroku. Wybrańcy losu” Gabrielli Poole oraz „Mroczne serce. Przeznaczeni” Lee Monroe), a także świeżutką antyutopię („Neva” Sary Grant). Takie rozpieszczanie czytelnika zasługuje na pochwałę. Miejmy nadzieję, że wydawca ten nie spocznie na laurach i w kolejnych miesiącach zaserwuje nam inne, godne uwagi pozycje.

 

 

 

 

Swój raport kończę ciekawym przysłowiem: Maj, bydło w pole pchaj, albo w domu daj, w piecu sobie napal, za niego się wal. Nie wiem jak Wy, ale ja szczególnie ten piec wzięłam sobie do serca. Walę się więc za kominem ze stosikiem majowych nowości.