Recenzja: Syrena

Jeśli gustujesz w powieściach młodzieżowych i poszukujesz do poczytania porządnego thrillera z malutką szczyptą istot paranormalnych to „Syrena” będzie idealną pozycją dla Ciebie.

Powieść pani Tricii Rayburn 'banalną czytanką do poduszki’ żadną miarą nazwać nie można. Osoby, które spodziewały się kolejnej schematycznej bajeczki, opierającej się głównie na miłosnych euforiach, niestety spotka głębokie jak rów mariański rozczarowanie.

Powieść rozpoczynają wydarzenia prowadzące do dziwnej śmierci siostry głównej bohaterki,  Vanessy, które zapoczątkują serię masowych morderstw. Winter Harbor nie tylko zmaga się coraz liczniejszą plagą trupów, wyłaniających się z wód oceanu, ale także z nienaturalnymi anomaliami pogodowymi. Jak przystało, dziewczyna nie wierzy w szalone samobójstwo siostry i samotnie postanawia wyjaśnić jej śmierć. Na drodze staje jej jednak Simon, którego brat -wielka miłość jej siostry – zaginął. Łącząc swoje siły, wspólnie wyruszają na poszukiwanie zaginionego, dzięki czemu zbliżają się do wyjaśnienia tajemniczej śmierci siostry i pozostałych.

Na początek muszę wyjaśnić słowa, które padły na wstępie. „Syrena”, mino że posiada lekki miłosny wątek, nie przystoi nazwać typowym romansem.  Autorka dość solidnie okroiła książkę z takich treści więc w powieści nie sposób znaleźć dziesiątek stron rodzącego się uczucia. Czytając, nie odnosi się wrażenia, iż tekst jest budowany właśnie na tych relacjach. Rayburn tylko raz szerzej opisuje zaloty głównych bohaterów – co, jak na dość  średnio pokaźną książkę (358 stron),  naprawdę prezentuje się dość skromne. Skoro lektura nie gwarantuje dużej i lekkiej miłosnej przygody, to co w niej jest wyjątkowego?

Za pewne każdy lubi „dać się pochłonąć” dość innowacyjnemu podejściu do legendarnej istoty. W dziele pani Tricii, gdyby nie jej tytuł , który dość brutalnie naprowadza nas na rozwiązanie łamigłówki, nawet w połowie książki ciężko byłoby się zorientować, że w ogóle chodzi o istoty nie wywodzące się od homo sapiens. Cała akcja nastawiona jest na płynne kroczenie a nie krążenie w kółko, wokół zagadki.  Jednak aby nadążyć, trzeba uzbroić się w trzeźwy umysł. Całość detektywistycznej batalii jest oczywiście udekorowana typowymi problemami młodych. Autorka, w bardzo przystępny choć mało rozwinięty temat , zwraca uwagę na prawdziwe ludzkie oblicze.  Uświadamia nam, że nawet najbliższa nam osoba posiada głęboko skrywane sekrety. Porusza też poważny problem wielu ludzi, wkraczających w dorosłe życie – zagubienie i brak pomysłu na życie. Jak wielu z nas zastanawiało się  czego pragniemy, kim tak naprawdę jesteśmy, czy nie chowamy się czasami  za maską codzienności? Czy nasi najbliżsi widzą nas takich, jacy jesteśmy naprawdę?

Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie przez Vanessę. Język powieści nie jest nużący, czyta się go szybko i przyjemnie, pomimo tego, iż główna bohaterka do rozrywkowych i charyzmatycznych dziewczyn nie należy. Jedynym małym utrudnieniem dla czytelnika mogą być szybkie przeskoki między wydarzeniami. Jak już wcześniej napisałam, „Syrena” do dzieł przewidywalnych nie należy, przez co z rozdziału na rozdział kumulują nam się niewyjaśnione zagadnienia. Zdarza się, że znaczące się wątki są kończone nagle i pozostawiają nas z uczuciem pustki i niedomówień. Dla jednych będzie to przesuwało szalę na korzyść powieści, gwarantując swobodę w interpretacji a dla drugich – nie.

„Syrena” to dobry start serii, o wcale nie tak pięknych i łagodnych istotach, jakie znamy z dziecinnych opowieści. To także solidna podstawa do kontynuacji niezmiernie oryginalnej tematyki, przedstawionej w pomysłowy sposób. To przyjemna dawka błyskotliwej i ogromnie tajemniczej historii, a przede wszystkim innowacyjne podejście do potrzeb młodego czytelnika.  Z pewnością mieszanka thrilleru, garstka paranormalu i romansu to gwarancja miło spędzonego czasu.

Końcowa ocena książki:  3+/4

__________________
**w skali od 0 do 5, gdzie: 0=kompletne dno, 1=słaba ale dająca się czytać, 2=przeciętna/zabijacz czasu, 3=ok /miłe czytadło, 4=chwilowa fascynacja/porywająca, 5=powalająca/ uzależniająca,  „+” = potencjał