Recenzja: Anioł

„Wszystko zaczyna się i kończy w nas samych”

Kiedy przeczytałam reklamujący książkę „Anioł” L.A. Weatherly slogan: Eoin Colfer wymyślił na nowo wróżkę. Stephenie Meyer wymyśliła na nowo wampira. L.A. Weatherly wymyśliła na nowo anioła. pomyślałam, że ta pozycja musi być wyjątkowa. Jedynym sposobem na przełamanie swojej niechęci do okładki i zapoznanie się z treścią dzieła było… przeczytanie jej. Jak czuję się po tej podróży w głąb wyobraźni i czy było warto?

Pierwszą rzeczą, która nieco mnie zmyliła, ale która jednocześnie była fenomenalnym pomysłem jest narracja. Składa się na nią pierwszoosobowa, prowadzona przez Willow, i trzecioosobowa, skupiająca się na doznaniach i uczuciach Alexa. Sprawia to, że mamy pełny dostęp do każdego aspektu powieści i wręcz wciskana jest w nas zdolność empatii, przenosząca nas na miejsce poszczególnych postaci. Magiczne, a zarazem ciekawe, sprawiło, że czytałam dalej z wypiekami na twarzy.

Alex Kylar to płatny ZA, Zabójca Aniołów. Ma siedemnaście lat i w pojedynkę unicestwił ponad dwieście niebiańskich istot, które bynajmniej święte nie są. Anioły przyjmują postać człowieka, lecz kiedy chcą się pożywić, przechodzą do tej eterycznej. Zabierają człowiekowi część jego aury, siły witalne, energię, doprowadzając do późniejszych chorób, nowotworów i zawałów. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że osoba, która doznała anielskiego poparzenia święcie wierzy, że to najwspanialsze wydarzenie, jakie miało miejsce w jego życiu. Zaczyna wielbić i chwalić anioły, z utęsknieniem wyczekując kolejnego spotkania – być może śmiertelnego. Nieświadomy poszkodowany wstępuje do Kościoła Aniołów, gdzie modli się do tych zdradzieckich istot i podaje się im jak na tacy. W tym wszystkim tkwi właśnie przystojny brunet o niebieskich oczach, który czuje głęboką odrazę do aniołów. Ma to związek z jego przeszłością i rodziną. Jakie jest jego zdziwienie, gdy kolejnym zleceniem okazuje się niczym nie wyróżniająca się nastolatka, Willow Fields! Drobna blondynka o zielonych oczach nie budzi większych podejrzeń. Lecz po dogłębnej obserwacji zauważa on w niej coś dziwnego… To coś nakazuje mu rozważyć obecną sytuację i dopatrzeć się zdrady. Chcąc, nie chcąc wyrusza w dalszą drogę z Willow, której zdaje się nienawidzić. Wkrótce mają napotkać ich przeszkody i sytuacje, o jakich im się nie śniło. I jak tu stawić czoła niesprecyzowanej przyszłości, gdy on musi znosić towarzystwo dziewczyny-odmieńca potrafiącej naprawić samochód, a ona ma za zadanie ignorować jego wyraźną niechęć? Jedno jest pewne: nikt nie mówił, że będzie łatwo.

Zanim przejdę do kolejnych pochwał, muszę ostro skrytykować okładkę. Dziewczyna wygląda jak istny demon, a nie (jak przypuszczam) Willow, kolory są źle dobrane. Zdjęcie jest zbyt ciemne i na pierwszy rzut oka odstrasza. Są też, całe szczęście, dobre wiadomości. Wewnętrzna strona oprawy ma piękny, brzoskwiniowy kolor, a grzbiet „Anioła” prezentuje się na półce iście królewsko. Czcionka opatrzona jest w subtelne zawijasy, a błękit kontrastuje z czernią. Papier jest miły w dotyku, aż przyjemnie jest przewracać kartki. Rozdziały nie są tytułowane, choć to nie problem – trudno tyle wydarzeń opisać w paru słowach.

Od zawsze lubiłam romanse dla młodzieży, w których duży nacisk kładziony jest na szczegóły, opis pomieszczeń, a przede wszystkim na uczucia, burze emocji rozgrywające się w bohaterach. W dziale książek paranormal romance tę kategorię spełnił „Blask”, a teraz także „Anioł”. Wielu osobom zbytnie detale działają na nerwy, ale dla mnie są idealną pożywką dla wyobraźni. O akcję nie musicie się martwić, bo jest jej aż za dość. Uwaga, uwaga! Akcja nie dzieje się w szkole, choć opowiada o nastolatkach. Pełno w niej różnych stanów spośród pięćdziesięciu amerykańskich, rozmaitych krajobrazów i aut. Z lubością zagłębiałam się we wzajemne relacje między postaciami, spijając ich dialogi.

Wszystko w historii Alexa i Willow kończy się i zaczyna w nas samych. Te incydenty, słowa, składające się na pierwsze zdania i ostatnie rozdziały budują niesamowitą całość, od której osobiście nie mogłam się oderwać. Jeśli lubicie dreszczyk emocji, nietuzinkowe rozwiązania i szczere uczucia, koniecznie sięgnijcie po „Anioła” L.A. Weatherly.

****Charlotte12 by bookcriticaster.blogspot.com dla PB