Recenzja: Ymar

„Ymar” to debiutancka powieść Magdaleny Marii Kałużyńskiej.  To także mój debiut, jeśli chodzi o powieści podpisujące się pod polski horror. Do tej pory czytywałam  wyłącznie dzieła spod pióra pana Stephena Kinga, którego zagorzałą fanką nie jestem, choć darzę sympatią jego sagę Mroczna Wieża.  Zabierając się do czytania „Ymar” nie miałam pojęcia czego mam się spodziewać. Według opisu z okładki, pani Magdalena jest miłośniczką Kinga, więc obstawiałam na tekst z domieszką mistrza horroru.  Na tytuł też liczyć nie mogłam, bo słowo „ymar” kojarzyło mi się wyłącznie z bollywoodzkimi produkcjami . Gdy w końcu sprawa  tajemniczego  tytułu się wyjaśniła, zwątpiłam w swoją spostrzegawczość , co  jednocześnie dało mi „kopa”  do dalszego zaczytywania się w lekturze i potwierdziło, iż nie należy ona do grona dzieł „mało ambitnych”.

Zamykając książkę po przeczytaniu ostatniej linijki tekstu, po raz pierwszy od miesięcy przyszła mi niezmierna ochota przeczytać lekturę jeszcze raz (zapewne tak bym zrobiła gdyby nie brak czasu i piętrzący się stos na półce). Historię opisaną w ” Ymar” banalną i nieskomplikowaną nazwać na pewno nie można. Porównywać ją do prozy Kinga też nie wypada, bo powieść Kałużyńskiej jest „made in Poland” a nie „made in USA” – a jak  stereotypowo wiadomo, dzieli nas kulturowy ocean.

Nasi główni bohaterowie to inspektor Wojciechowski – postać wykreowana na drania z charakterem.  Michał – młody, gadatliwy i ambitny technik policyjny, startujący w zawodzie patologa.  Agata Chomrzan – piękna , samotna i zapracowana pani doktor. Tajemnicza Ewa – kobieta wokół której kręci się wszystko.  Kliwen-  staruszek, doprowadzający do rozdwojenia jaźni. Miejsce akcji to jednostka policji – miejsce zbrodni – „czasoprzestrzeń”-„internetowy portal randkowy” – szpital.  Fabuła, to płynna historia zapoczątkowana przyjazdem policji na miejsce zbrodni, gdzie ofiarą jest młoda kobieta, która jak stwierdzono wstępnie jednak nie jest martwa.  I o  dziwo, jak się później okazuje wszystko wskazuje na to, że będąc dziewicą urodziła cielę.

Język powieści, to przede wszystkim zapadająca w pamięć innowacyjna i frapująca narracja, która wciąga czytelnika w płaszczyznę doprowadzającą o zawroty głowy.  Opisy w powieści to porządnie  i ładnie skrojone zdania, które czyta się gładko i bez kaleczenia wyobraźni. Na wielką pochwałę zasługują pomysły na nietypowe, metafizyczne morderstwa. Przedstawienie miejsc zbrodni jak i ofiar, zapracowały na najwyższe noty. Nie wiem, czy nawet największy marzyciel mógłby stworzyć coś równie pomysłowego.

Być może dla jednych będzie to minusem dla innych plusem ale w powieści nie sposób poczuć intensywnie udzielający się bohaterom jaki i mi – osobie czytającej, nastrój małego zagubienia.  Jak dla mnie świadczy to na korzyść autorki, która niebanalną fabułą skłoniła swojego czytelnika do całkowitego poddania się swojemu dziełu. Ba, sprawiła, że na myśl przychodzi mi ponowne zerknięcie do niej, by „wyłuskać” przeoczone fakty.

„Ymar” to dobry debiut autorki, która nie boi się eksperymentować i wplata w swoją powieść wątki kryminalnych zagadek z horrorem i dużą szczyptą teorii bytu. Czytając powieść Magdaleny Marii Kałużyńskiej, na pewno ani razu nie ziewniesz z nudy a tym bardziej nie zaśniesz. Sięgając po książkę należy się spodziewać zawiłej zagadki, napisanej inteligentnym językiem ociekającym krwią a przede wszystkim polskiej lektury na porządnym poziomie.

Końcowa ocena książki*: 4

__________________
**w skali od 0 do 5, gdzie: 0=kompletne dno, 1=słaba ale dająca się czytać, 2=przeciętna/zabijacz czasu, 3=ok /miłe czytadło, 4=chwilowa fascynacja/porywająca, 5=powalająca/ uzależniająca,  „+” = potencjał