Recenzja: Nieumarła i niezamężna

Czytanie „Nieumarłej i niezamężnej” uświadomiło mi, jak dawno nie czytałam naprawdę złej książki. Takiej, którą jak najszybciej miałam ochotę odłożyć na półkę, którą przeklinałam z każdą kolejną kartką i której czytanie przedłużałam jak najbardziej, a jednocześnie chciałam jak najszybciej ją skończyć i mieć ten mały horror już za sobą. Po przeczytanych recenzjach spodziewałam się czegoś znacznie lepszego, z dużą dawką humoru, jednak bardzo mocno się zawiodłam. Cieszę się jednak, że udało mi się przeczytać tę książkę do końca, bo teraz przynajmniej wiem, jakich lektur zdecydowanie powinnam unikać i nie robić pod tym względem żadnych wyjątków.

Fabuła książki Mary Janice Davidson nie pachnie niestety zbytnią oryginalnością. Poznajemy tu kobietę o imieniu Beth, byłą sekretarkę, którą w dniu zwolnienia z pracy potrąca pędząca ciężarówka. Beth budzi w trumnie w kostnicy i odkrywa, że stała się wampirem. Życie Beth zmienia się nieodwracalnie, tym bardziej, gdy spotyka tajemniczego, nieśmiertelnego wampira, który informuje ją, iż jej przeznaczeniem jest pozostanie królową wampirów. I jak tu pozostać przy zdrowych zmysłach, gdy jest się nieumarłym, a na bycie królową wampirów wcale nie ma się ochoty?

Książkę tę czytało mi się niezwykle opornie, z dużym problemem przewracałam kolejną kartkę, a gdy już to robiłam, uznawałam to za wielki sukces. Chciałabym, naprawdę bardzo bym chciała znaleźć jakąkolwiek pozytywną stronę tej lektury, jednak nie jestem w stanie. „Nieumarła i niezamężna” to książka banalna, w niczym niezaskakująca i powielająca tak wielokrotnie pojawiające się schematy. Czytanie tej historii nie budziło we mnie zaskoczenia, nie było momentów, które wbijałyby mnie w fotel. Dostałam coś naprawdę przewidywalnego i nużącego jednocześnie. Teraz nie jestem nawet w stanie podać chociażby jednego momentu tej książki, który zwróciłby na chwilę moją uwagę, który w jakikolwiek sposób by mnie zainteresował. Wszystko to spowodowało niestety, że książkę tę czytałam bez jakichkolwiek pozytywnych emocji.

Wiele do życzenia pozostawiają także bohaterowie, którzy nie dość że są postaciami zupełnie bezbarwnymi to jeszcze nie byłam w stanie ich polubić. Widząc postać Beth miałam wrażenie, jakby autorka nazywając tę bohaterkę Elizabeth Taylor chciała sprawić, żeby stała się ona w jakiś sposób ciekawsza. Na mnie zabieg ten zadziałał zupełnie inaczej, ponieważ poczułam w ten sposób jeszcze większą niechęć do głównej bohaterki i to absolutnie nie z powodu jej nazwiska. Nikogo na siłę nie uczyni się fajnym, a już z całą pewnością nie wtedy, gdy korzysta się z zasług innych ludzi. Beth to kobieta próżna, mająca wręcz obsesję na punkcie butów i mody, przez co jej zachowanie przez większość książki było irytujące. Oprócz tego Beth nie przejawia żadnych innych cech, jest jakby postacią kompletnie wypraną z emocji, bezbarwną, nieposiadającą jakiejkolwiek iskry, która czyniłaby ją żywą, rzeczywistą bohaterką. Ta sama kwestia tyczy się bohaterów drugoplanowych, ponieważ oni także nie wywarli na mnie pozytywnego wrażenia.

Akcja tej książki toczy się szybko i cieszy mnie to, że książka pozbawiona jest jakichkolwiek dłużyzn. Gdybym miała jednak krótko określić tę lekturę, byłoby to tylko jedno słowo: nieciekawa. Nie ma w niej niczego, co mogłoby mnie zainteresować. A już z pewnością mojej sympatii nie zdobyła główna bohaterka, z której autorka stworzyła Supermana w wersji kobiecej. Postać bez żadnych słabych punktów? Cóż, najwyraźniej jest to możliwe. „Nieumarłą i niezamężną” nie uważam więc za książkę godną polecenia, jednak nie odradzam jej nikomu. Zapewne znajdzie się osoba, która odnajdzie w tej książce coś dla siebie. Ja niestety spotkałam się z wielkim rozczarowaniem.

****Lenalee by  zlodziejka-ksiazek.blogspot.com dla PB