Recenzja: Córka burzy

„Jest seksowna i niebezpieczna. Niepokonana w obliczu zła i bezradna wobec niepokojącej przepowiedni… i nieziemskiej namiętności.”

Czuje się zagubiona, bowiem wszystko, w co do tej pory wierzyła, legło w gruzach. Ludzie, których uważała za najbliższych sercu, ukrywali przed nią mroczne tajemnice. Mężczyzna przeznaczony z początku na jedną noc, wzbudza w niej głębsze uczucia. Niewidzialna siła ciągnie Odylię do świata, od którego stroniła przez dwadzieścia sześć lat swojego życia. I wcale jej się to nie podoba.

„Córka burzy” otwiera nową serię „Czarna Łabędzica” pióra Richelle Mead. Muszę powiedzieć, że z niecierpliwieniem czekałam, aż wpadnie mi w ręce. Gdy ją otrzymałam, nie zwlekałam ani chwili z rozpoczęciem czytania. Nastawiałam się na książkę jak najbardziej pozytywnie. I szczerze, z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że ani trochę się nie zawiodłam.

Eugenie Markham jest szamanką. W jej świecie króluje prosta zasada: to, co należy do Tamtego Świata, powinno przebywać w Tamtym Świecie. Zarabia na życie wypędzając stąd duchy i inne stworzenia, które podpadły jej lub jej klientom. Nauczył ją tego ojczym, Roland, również mistrz w swoim fachu. I choć matka jest temu przeciwna, Eugenie nie ma zamiaru porzucić swojej pracy.

Sprawy komplikują się odrobinę, kiedy dostaje bardzo nietypowe i niebezpieczne zlecenie. Nie podejmuje decyzji od razu. Jej zadanie polega bowiem na przedostaniu się do Tamtego Świata w poszukiwaniu porwanej dziewczynki, Jasmine, siostry Wila Delaney, wyjątkowo upierdliwego człowieka. Żaden z szamanów nie przebywał tam jeszcze dłużej niż trwa przetarcie granicy w celu wygonienia potworów ze świata śmiertelników, ponieważ dłuższy pobyt jest niemałym ryzykiem związanym nawet ze stratą życia.

W dodatku coś idzie nie tak. W świecie szlachty (inaczej czarowników – stwierdzili, iż ta nazwa jest niemal hańbiąca i kazali nazywać się oświeconymi, lecz Eugenie zdecydowanie odmówiła tytułowania w ten sposób kreatur) znana była do tej pory jako Czarna Łabędzica Odylia. Gdy wypełnia jedno z wielu zleceń, okazuje się, że po drugiej stronie nieoczekiwanie stała się bardzo popularna. I wcale nie jako szamanka Odylia.

W końcu podejmuje wyzwanie, a sojuszników znajduje w dwóch atrakcyjnych mężczyznach – Kiyo, mieszańcu, którego matka pochodziła z Tamtego Świata oraz Dorianie, władcy Kraju Dębów. Każdy z nich na swój sposób ją pociąga – Kiyo męskością i emanującym od niego seksem, zaś Dorian swoistym czarem, który wokół siebie roztacza. Sama Eugenie natomiast przerażona jest kotłującymi się w niej sprzecznymi uczuciami i doznaniami.

Ale jest jeszcze coś. Eugenie Markham kryje w sobie potężną moc, bardziej w obecnym momencie ciążącą niż pomagającą. I w dodatku wychodzi na to, że jako jedyna ze swojego otoczenia nie ma o tym zielonego pojęcia.

Gdy dowiaduje się więcej o swoim pochodzeniu, nagle staje się jasne, dlaczego ostatnimi czasy każdy potwór płci męskiej czyha za rogiem na jej cnotę…

Nie czytałam ani Sukuba, ani Akademii Wampirów. Ale akurat dzięki temu jestem w stanie spojrzeć obiektywnie na książkę, nie pod kątem innych dzieł autorki. Choć nie jestem pewna, czy wiele to zmienia.

Mead stworzyła niezwykły świat. A właściwie kilka światów. Zaprezentowała nam pełną gamę charakterów, od rozbrajającego współlokatora Genie – Tima – który okresowo przebiera się za Indianina i tym zarabia na mieszkanie, aż po okrutnego króla Ezona, gotowego na wszystko, byleby zdobyć władzę oraz potomka.

Główna bohaterka ma mocny charakter. Nie daje sobą rządzić i, kiedy trzeba skopać jakiemuś demonowi tyłek, nie cofa się przed niczym. Co nie znaczy, że jest pozbawionym słabości babochłopem. Eugenie boi się jak każdy inny człowiek. Jasne, na wojowniczkę z siłami ciemności szkolona jest od urodzenia, ale nie znaczy to, że kiedy obślizgły stwór grozi, że jeśli nie odda mu się tu i teraz, zabije jej matkę, stoi niewzruszona. W dodatku poznaje przystojnego mężczyznę, z którym przez cały wieczór rozmawia o szczerości, by jakiś czas później dowiedzieć się, że ma więcej sekretów niż wszyscy, których zna, razem wzięci. To bardzo mocno narusza jej pewność siebie.

Przez całą książkę obserwujemy zmiany, jakie zachodzą w Odylii. Z początku czuje tylko odrazę w stosunku do szlachty, postrzega ich jako obmierzłe, zboczone typy, którym w głowach tylko mord i gwałt. Z upływem czasu, gdy poznaje coraz więcej przedstawicieli owej rasy, zdaje sobie sprawę, że jej przekonania były nie do końca słuszne. Oświeceni, ku jej zdziwieniu zmieszanym z przerażeniem, wydają się być całkiem… ludzcy.

Niestety, występuje tu dość męczący ostatnio wątek rozdarcia dziewczyny między dwoma facetami. Z jednej strony seksowny, napakowany testosteronem Kiyo, z którym – zdaje sobie sprawę po wspólnie spędzonej nocy – łączy ją coś więcej. Z drugiej natomiast – Dorian – na początku wydający się jedynie pragnącym wielkiej władzy królem jednego z krajów Tamtego Świata – jednak później okazuje się być czarującym, subtelnym mężczyzną. Obaj cudowni, jedyni w swoim rodzaju, ale też niebezpieczni i nieodkryci. Co prawda od początku łatwo zauważyć, w kierunku którego skłania się Eugenie. Mimo to nie mogę być do końca pewna, że właśnie jego wybierze.

Autorka przedstawia nam każdy szczegół z burzliwego życia Eugenie. Dokładnie przedstawia fantastyczną część powieści – w tym rodzaje broni, potworów, duchów, jej stosunek do nich. Sposób postępowania, walki z istotami nadprzyrodzonymi. Dzięki pierwszoplanowej narracji możemy dowiedzieć się wiele o burzy uczuć Eugenie oraz jej odrazie skierowanej w szlachtę. A także reakcji na fakt, że sama jest nie całkiem zwyczajna.

Na koniec należy wspomnieć o oprawie książki. Z przykrością stwierdzam, że Amber znów nie popisał się, jeśli                chodzi o okładkę. Przez nią możemy źle interpretować treść – na przykład ja widzę tu tandetne romansidło. Oryginalna okładka jest dużo bardziej drapieżna i sugestywna niż polska. Po drugie, opis z tyłu niekoniecznie się zgadza. Napisano w nim, cytuję: „Teraz musi odnaleźć nastolatkę uprowadzoną do Zaświata.” Tu jest błąd. Jasmine nie została uprowadzona do Zaświata, ale do Tamtego Świata. W Zaświecie znajdują się dusze, które zakończy swoją egzystencję – niezależnie w którym ze światów. Kilku z wrogów Eugenie właśnie tam trafiło po bliskim spotkaniu z szamanką.

W kilku słowach – Richelle Mead napisała książkę. Książkę, którą czytało się przyjemnie, ponieważ akcja toczyła się w miarę regularnie, a bohaterowie byli ciekawi i barwni. Książkę, która przeznaczona jest raczej dla starszych czytelników, ze względu na pikantne sceny. Książkę może nie na najwyższym poziomie, ale wciągającą i momentami przyprawiającą o wypieki/gęsią skórkę (niepotrzebne skreślić). I wreszcie: książkę, do której będę wracać. Z chęcią przeczytam następne części, a tej daję 5/6, ze względu na trójkąt miłosny.

**** Christie