Recenzja: Ognista

Jacinda nigdy nie była normalną dziewczyną. Ba, ona przecież nie jest nawet człowiekiem. To potomkini smoków, dragonka, której najwspanialszą i tajemną bronią jest możliwość przybrania postaci człowieka i wtopienia się w jego środowisko, tak, by nikt nie zauważył, iż jest ona tą nadnaturalną istotą. Pewnego dnia sprawy bardzo się komplikują. Jacinda jest osobą, która nie ma nic przeciwko łamaniu zasad i wpada przez to w naprawdę poważne tarapaty. Życie ratuje jej Will, chłopak – wróg, który postanowił oszczędzić jej życie, mimo iż powinien ją zabić. Tuż po tym wydarzeniu Jacinda ucieka wraz z matką i siostrą w zupełnie inne miejsce, szukając schronienia przed wrogami takimi jak Will, ale również przed członkami swojego stada, którzy pragną wykorzystać fakt, iż jest ona jedyną ognioziejką w stadzie, która pojawiła się od wielu setek lat. Czy Jacinda będzie potrafiła przystosować się do nowych warunków jej życia? I co zrobi, gdy na jej drodze ponownie stanie Will?

Prawda jest taka, że zawsze interesowały mnie książki, w których występowały smoki lub istoty z nimi spokrewnione. Nigdy nie odmawiałam sobie czytania takich lektur, więc i teraz nie próbowałam się opierać, czekałam tylko na premierę „Ognistej”. Nie byłam świadoma tego, co mnie czeka podczas czytania tej książki, tego, że tak bardzo mnie ona wciągnie, zainteresuje i zachwyci. Dużym zaskoczeniem dla mnie było pojawienie się postaci, w których nie dominuje ludzka strona, a wręcz przeciwnie. Biorąc pod uwagę ten fakt czytanie „Ognistej” było bardzo ciekawym doświadczeniem.

Mimo iż momentami książka ta bywa naprawdę przewidywalna, to ma w sobie coś, co nie pozwalało mi się od niej oderwać. Bardzo silnie odbierałam emocje z niej płynące, czułam głównie ekscytację powiązaną z wydarzeniami, w których udział brali Jacinda i Will – z prawdziwą pasją czytałam te fragmenty, pozwalałam sobie zatracić się w danej sytuacji i czasami miałam aż ochotę krzyczeć: „Nie, głupia, nie rób tego!”. Rzadko która książka wywołuje na mnie takie wrażenia i jestem wdzięczna „Ognistej” za to, że przypomniała mi, jak to jest czytać książkę z prawdziwą pasją i całkowitym zatraceniem siebie samej. Wydaje mi się to troszkę dziwne, ponieważ lektura ta nie należy do ambitnych pozycji, aczkolwiek z przyjemnością zaliczam ją do swoich ulubionych książek i z niecierpliwieniem wyczekuję kolejnej części.

Czytałam tę książkę i w którymś momencie doszłam do wniosku, że dawno nie spotkałam postaci, która byłaby tak bardzo moim całkowitym przeciwieństwem. Jacinda jest postacią – można wręcz napisać – inspirującą. Posiada cechy, których ja nie mam, nigdy nie będę mieć, a bardzo bym chciała. Jej działania są odważne i choć czasami nieprzemyślane, to bohaterka ta stara się zrobić wszystko, aby nie pozwolić się sobie zatracić, aby nie zapomnieć o swojej prawdziwej osobowości, o istocie, która czyni ją tym, kim jest. W wielu momentach budziła mój podziw i choć czasami jej niezdecydowanie było irytujące, to w głębi serca cały czas zazdrościłam jej odwagi, stanowczości i zdecydowania w podejmowanych decyzjach. Autorka tchnęła wiele życia nie tylko w tę postać, ale także w pozostałe, które występują w tej książce. Każda z nich jest jej bardzo ważną częścią, każda posiada w sobie iskrę, która czyni ją naprawdę naturalną osobą.

Książka Sophie Jordan to naprawdę ognista lektura. Wszystkie wydarzenia wydają się być rzeczywiste, bardzo prawdziwe. W tak wielu opisach książek jest mowa o niebezpieczeństwie, tak wiele razy wspominane jest zło, lecz w której z tych książek rzeczywiście można to odczuć? W niewielu. W „Ognistej” jednak niebezpieczeństwo to jest na tyle odczuwalne, że czasami miałam ochotę aż obejrzeć się przez ramię i upewnić, że pewne rzeczy są tylko wytworem mojej wyobraźni, że to dzieje się w książce, a nie w pobliżu mnie. Jedno jest pewne – „Ognista” to książka, po którą zdecydowanie warto sięgnąć.

 

****Lenalee by  zlodziejka-ksiazek.blogspot.com dla PB