Recenzja: Pocałunek Demona

Jak zawsze w takich sytuacjach dochodzi do niekontrolowanego porównywania powieści, które już zostały wydane z tymi, które dopiero się pojawiają. I tym razem, kiedy sięgnęłam po „Pocałunek Demona”, słyszałam przeróżne opinie. Podobny do Zmierzchu? Nieoryginalny? Irracjonalnie przewidywalny?

Dziś mam zamiar zabrać Was w podróż. Podróż do świata Dawn i Juliena…

Dawn Warden jest sierotą. Jej zmarli tragicznie rodzice pozostawiają ją samą, kiedy była jeszcze niemowlęciem, a zatem opiekę przejmuje wuj, brat przyrodni matki. Dawn wychowuje się w bogactwie i przepychu, ma dla siebie wszystko, czego tylko dusza zapragnie, z wyjątkiem rodzicielskiego uczucia. Te nie są najwyraźniej znane jej wujowi Samuelowi, choć mężczyzna zdaje się przejmować losem Dawn tłumacząc, że nie chciałby stracić jej, tak jak swej zmarłej siostry. Dziewczynie jednak brakuje czegoś do szczęścia, ale nie potrafi określić, czego.

Od kilku tygodni w szkole, do której uczęszcza nasza bohaterka, przebywa tajemniczy chłopak, który wydaje się być nie tylko wrednym dupkiem i zadufanym arogantem, ale także typem, który za główne zajęcie obiera sobie łamanie kobiecych serc. Jego „dziewczyny” są z nim w związku nie dłużej, niż kilka dni, a później, porzucane, muszą ratować swoje zszargane nerwy i złamane serca. Dawn przygląda się temu jakby nieco z boku i ani jej w głowie, żeby spojrzeć na tajemniczego chłopaka o nieciekawej reputacji.

Jakże więc dziwne wydaje się to, że podczas wspólnego spotkania z przyjaciółmi nagle pojawia się owy nieznajomy i z marszu proponuje jej – właśnie JEJ – przejażdżkę motorem. Dawn daje się ponieść emocjom i własnej głupocie, no i wsiada na szalejącą machinę, pozwalając się wywieść w las. A tam, na wzgórzu, chłopak bezczelnie zwracając się do niej po nazwisku, zarzuca bohaterce, że chciała go poderwać, po czym zostawia dziewczynę samą na pustkowiu. Czy potrzeba więc więcej, by zrozumieć, że ten arogancki dupek najwyraźniej nie jest wart zainteresowania słodkiej Dawn?

Niestety przyjaciele Dawn widzą to z goła odmiennie – skoro facet narażał młodą damę na niebezpieczeństwo, powinien za to zapłacić. I tak zaczyna się cicha wojna między kilkoma chłopakami z paczki Dawn a tajemniczym chłopakiem, którego zwą Julianem DuCraine.

Sytuacja się jednak zmienia, kiedy podczas niefortunnego wydarzenia Julien pojawia się w miejscu, gdzie jako jedyny może uratować dziewczynę. Kiedy więc przychodzi jej z pomocą, Dawn jest pewna, że coś się nie zgadza. Coś jej bowiem mówi, że Julien NIE POWINIEN BYŁ jej uratować, bo najzwyczajniej w świecie nie mógł zdążyć z pomocą. Jaka więc może być przyczyna tych dziwnych wydarzeń? Nasza bohaterka postanawia się o tym przekonać…

I tu zaczyna się przygoda, która zaprowadzi Dawn w mroczne sekrety, zapomniane legendy,   a także pozwoli poznać smak prawdziwej miłości. Niestety całkowicie zakazanej miłości, która może tragicznie odmienić jej w zasadzie do tej pory zwyczajne życie.

Bohaterowie powieści to cała plejada osobowości, od lekko zarysowanych postaci w tle po wyraziste i tętniące życiem wyobrażenia ludzi takich, jak my. Nie pojawia się tu słodka dziewczynka z cielęcym spojrzeniem i chłopak, który będzie pokornie klękał na widok ukochanej. Nie usłyszymy ckliwych wyznań i nie zobaczymy przyprawiających o mdłości scen rodem z oper mydlanych. Tu będzie prawdziwa siła, walka charakterów, walka z samym sobą i z obezwładniającą żądzą. Nie tylko cielesną. I oczywiście ani jednej sceny erotycznej, bo powieść ma smak, jakiego brakuje niejednej książce rzekomo kierowanej do młodzieży.

Powieść Lynn Raven została wydana w 2008 roku. Wielka szkoda, że u nas pojawiła się jednak dopiero teraz. Język dzieła jest ciekawy, łączący w sobie pierwszoosobową narrację bohaterki z trzecioosobową narracją przedstawiającą poczynania tajemniczego nieznajomego, o którym dowiadujemy się nieco później, w miarę odkrywania kolejnych sekretów. Wbrew pozorom, nie odnajdujemy tu mdłej opowieści ze „Zmierzchu”, do którego każdy tak usilnie pragnie porównać „Pocałunek demona”. Oczywiście są odniesienia, odnalazłam sama kilka naprawdę rażących zapożyczeń, ale czy można tego uniknąć w dobie tak wielu wydawanych paranormal romance? Myślę, że prędzej czy później każdą kolejną powieść będziemy chcieli zaszufladkować, pozbawić oryginalności i przede wszystkim siłą rzeczy odebrać radość z czytania innym. Poza tym powieści Lynn pojawiły się na długo przed nowościami wydawanymi obecnie z tak wielką pompą. Dlatego uważam, że to zgubne i proponuję, aby, sięgając po „Pocałunek demona”, odrzucić na bok uprzedzenia. One mogą tylko popsuć smak książki pani Raven. A „Pocałunek demona” to smaczny kąsek, jeśli pozwolimy sobie na delektowanie się tym delikatnym, może nieco słodko-ostrym smakiem wykwintnej potrawy.

Z całą pewnością powieść Lynn Raven mogę polecić każdemu czytelnikowi paranormal romance i nie tylko. Ciekawa i nieco mroczna oprawa dla książki, jaką jest okładka, przyciąga uwagę, podobnie jak i zapowiedź kolejnych tomów, po które na pewno sięgnę i już teraz nie mogę się doczekać, cóż naszym bohaterom zgotowała autorka!

**** Tirindeth by mybooksbytirindeth dla PB