Recenzja: Cień Nocy

„Cień wyobraźni w krainie rzeczywistości”

„Cień nocy” to powieść typu paranormal-romance autorstwa Andrei Cremer. Wszyscy wiedzą, że teraz bardzo powszechny jest ten gatunek literacki, pełen istot nie z tego świata i miłości. Prawdziwą sztuką jest stworzenie czegoś, co by się wyróżniało. Perły wśród połyskliwych kamieni, klejnotu i kwintesencji paranormali. Czy pani Cremer wykreowała coś na kształt literackiego światełka w tunelu?

Akcja dzieje się w małym górskim miasteczku leżącym na terenie Stanów Zjednoczonych. Czas akcji nie zaskakuje – XXI wiek. To dość powszechne rozwiązanie, lecz sztuką jest zmienić je w coś wyjątkowego. Andrea właśnie to uczyniła – tak wspaniale przedstawiła współczesność, jednocześnie tkając swój własny świat, że momentami zapierało mi to dech w piersiach. Nie sposób czytać „Cień nocy” i pozostać niewzruszonym. Niemożliwym jest chłonąć te wszystkie barwne, żywe opisy i pozostawać w fotelu, pociągu czy też tramwaju, nie przenosząc się do Liceum Górskiego. A rzeczą niewykonalną dla czytelnika z zamiłowania jest wrócenie do krainy rzeczywistości i zapomnienie o tej lekturze.

Ostatnimi czasy miałam okazję zetknąć się z kilkoma „perełkami”, ale naprawdę rzadkim zjawiskiem jest poświęcenie przez autora dużo czasu każdemu z bohaterów. Cremer nadrabia za swoich kolegów po fachu. Oczarowała mnie ilością detali i subtelnością, wnikliwością w tworzeniu postaci, ich zachowań zależnych od innych czynników. To doprawdy zdumiewające, jak można wznieść coś tak misternego i oszałamiającego, jednocześnie zachowując proporcję reszty części fabuły. Nic nie zostało zaniedbane, a to daje nam intrygujące i niebywałe dzieło, jakim jest „Cień nocy”.

Calla to główna bohaterka, niezłomna wojowniczka, alfa klanu Cień Nocy. Służy ona Opiekunom, a więc jest Strażnikiem. Musi poślubić Reniera Laroche’a – wspaniałego, władczego i absolutnie rozbrajającego przewodnika klanu Kara Nocy. Ma to na celu stworzenie nowego, większego klanu tworzonego na cześć Haldisa. Nie żeby Calla miała jakieś obiekcje w stosunku do Rena. Cóż, dopóki nie pojawia się Shay. A Wy kogo byście wybrały? Silnego, atletycznego i groźnego osiemnastolatka czy idącego pod prąd, sprzeciwiającego się zasadom przystojnego Shaya? Ja osobiście pławiłam się we włosach koloru mocnego espresso, a na przystawkę wchłonęła mnie galaktyka jego oczu. O kim mowa? Nie pozostaje nic innego, jak przeczytać książkę.

Reszta bohaterów jest bardzo sugestywna, każdy ma swoje słabości i specyficzne cechy. Dax i Fey – zapalczywi wojownicy, Ansel – słodki brat Calli, nie sposób go nie polubić, Bryn – optymistka, której wszędzie pełno, Mason i Neville od razu budzą sympatię, Sabina może wydawać się kontrowersyjna, ale z czasem poznajemy powód jej rozgoryczenia. Logan to młody Opiekun, który mimo wszystko nie stroni od upodobania cierpienia i władzy, Efron i Lumina to starszyzna Opiekunów, kolejni zwierzchnicy klanów Kara Nocy i Cień Nocy. Najbardziej denerwującą mnie postacią była Cossette. Rozumiem, iż to najmłodsza z postaci, ale mogłaby wykrzesać z siebie choć odrobinę… cech charakteru. Wydaje się mi, że dobrze to zrobiło tej pozycji. Dziewczyna ta jest niewiadomą X, kto wie, może w kolejnych częściach dowiemy się czegoś więcej.

Co do wydarzeń… Nie zacznę opowiadać, bo wyleję tutaj wszystkie sekrety i punkty strategiczne lektury. Powiem jednak, że osobiście trzęsłam się z oczekiwania, radości, intrygi i niecierpliwości. Tak, natłok uczuć. Cóż poradzę na to, że ta książka po prostu mnie wchłonęła! Jest wiele zawiłości, niewyjaśnionych spraw, co plecie sieć suspensu. W pewnym momencie to wszystko kulminuje się i wybucha… Koniec książki wywołał ogromne zaskoczenie, chociaż każdy rozdział oraz każda strona także je przynosiła. Tak bardzo utożsamiłam się z bohaterami i ich światem, że zdarzało się mi śmiać z nimi i płakać. To niesamowite uczucie, kiedy trafiam na pozycję niosącą tak wiele uczuć, które kryją je wszystkie, czekające tylko na odczytanie.

„Cień nocy” Andrei Cremer zaliczam w poczet moich ulubieńców, chociaż końcowe momenty nie potoczyły się dokładnie tak, jak tego oczekiwałam. Gdyby spojrzeć na to z drugiej strony, działa to na plus. Z pewnością sięgnę po drugą część, spragniona kontynuacji. Już teraz targa mną ciekawość, która wręcz rozsadza mnie od środka. Po przeczytaniu tej lektury już nic nie jest dla mnie takie samo, wiele rzeczy nosi piętno Rena, Calli czy ponurej Sabiny. W krainie rzeczywistości ciągle prześladuje mnie cień, tak dobrze prosperującej w świecie stworzonym przez Andreę wyobraźni…

****Charlotte12 by bookcriticaster.blogspot.com dla PB