Recenzja: Tożsamość anioła

Recenzja „Tożsamość anioła” L. H. Zelman

***

Nie da się ukryć, że premiera paranormalnego romansu polskiej autorki o pseudonimie L. H. Zelman wywołała niemałe kontrowersje i dyskusje nad stanem polskiej literatury w kontekście twórczości fantastycznej.

Wiele słyszało się niechętnych uwag oraz domysłów a wreszcie – wyraźnego oczekiwania na książkę, którą postanowiło opublikować Wydawnictwo Nasza Księgarnia. I ja znalazłam się wśród czytelników, którzy już w dniu premiery miało wyczekiwaną książkę w ręku.

Główną bohaterką jest Andrea Volton, studentka mieszkająca w akademiku. Poznajemy ją w chwili, kiedy z utęsknieniem wyczekuje powrotu współlokatorki po przerwie wakacyjnej. Czuje się samotna i tylko radosne spotkanie z Carmen może ją uszczęśliwić. I tak też się staje. Carmen wraca do akademika, a wraz z nią wystrzałowość i elegancja. Andrea jest inna – spokojna, cicha, nierzucająca się w oczy. Taka się przynajmniej wydaje. Nasza bohaterka jest też typem osoby, która czuje się w obowiązku pomagać innym, potrzebującym. Udziela się w fundacji, hospicjum, domu spokojnej starości wierząc, że ci ludzie potrzebują każdego wsparcia. Dlatego też, życie Andrei wydaje się całkowicie zwyczajne aż do czasu, kiedy znienacka jej przełożony, Adrian,  postawia wyjechać z misją do Afryki i proponuje jej przejęcie stanowiska szefa w fundacji na czas jego nieobecności. Andrea nie jest pewna, czy chce otrzymywać pensję za pomaganie ludziom, ale ostatecznie się na to zgadza. Dodatkowo okazuje się, że największy przystojniak na uczelni i jednocześnie jej konkurent w zdobywaniu najlepszych wyników w nauce, zaczyna się dziewczyną interesować! I robi to w sposób dosyć zaborczy.

Andrea nie chce wierzyć, że ktoś taki jak Kaspar Legrand mógłby w ogóle na nią spojrzeć. Ona – szara myszka nie mająca własnego życia, on – przystojny i chorobliwie bogaty chłopak z najlepszymi wynikami w nauce. Coś jej tu nie pasuje. I za wszelką cenę stara się odepchnąć Kaspara od siebie, ale… najwyraźniej serce nie sługa.

Kaspar wydaje się być dziwnym typem mężczyzny. Inteligentny, błyskotliwy, zabawny, dający poczucie bezpieczeństwa, a jednocześnie bardzo tajemniczy. Otacza go aura sukcesu. I może nawet byłby bardzo prawdziwy, gdyby nie fakt, w jaki sposób rozmawia z Andreą. Mówi tak otwarcie o uczuciach, o miłości, o sobie, że wydaje się być jakimś wytworem wyobraźni bohaterki. Czy istnieją tacy mężczyźni? Nie spotkałam.

Sama bohaterka nas zaskakuje, gdy jesteśmy świadkami jej ciętych rozmów z Kasparem – stara mu się sprzeciwić. Nie jest już taką szarą myszką, jest prawdziwą kocicą. A Kaspar pobija rekordy w byciu zazdrosnym i zaborczym do granic możliwości.

Andrea odkrywa jednak coś dziwnego – ma wrażenie, że ktoś podąża jej śladem. Ktoś nierzeczywisty, może demon? A kiedy podsłuchuje dziwną rozmowę między Kasparem a Carmen i innymi znajomymi, z którymi wybrała się w góry, jest święcie przekonana, że coś ukrywają.

Co śledzi Andreę? Czy dziewczyna została opętana? Jaką tajemnicę skrywa Kaspar i jego „ludzie”? I co takiego musi zrobić dziewczyna, żeby odkryć prawdę o sobie?

Książka pisana jest lekkim językiem, przystępnym i w miarę zrozumiałym dla każdego czytelnika, choć zdarzają się dialogi iście filozoficzne, trochę gryzące się z całością. Bohaterzy natomiast są zarysowani ogólnie, największy nacisk położono na postać Andrei i Kaspara, natomiast reszta bohaterów jest tylko dopełnieniem ich historii. Tak naprawdę, do pewnego momentu nawet nie wiedziałam, jak wygląda Kaspar, wszystkie kwestie zewnętrznej powierzchowności postaci są dość niejasne, nastawione na nasze domysły, bądź  wyobraźnię. Podobnie ma się z miejscem akcji – czy wiadomo dokładnie, gdzie się rozgrywa? Ja nie wychwyciłam tej informacji.

Historia bohaterki wydaje się jakby podzielona na „przed” i „po”, czyli na stan kiedy nie wiedziała, kim jest, i stan, kiedy już poznała prawdę i otrzymała nową świadomość. Pomiędzy tymi dwoma częściami jest jednak czarna dziura, czytelnik ma wrażenie, że czegoś brakuje, jakby spory fragment fabuły został wycięty lub pominięty. I tu pozostają znowu tylko domysły.

Nasza Księgarnia wyjątkowo się postarała, jeśli chodzi o design książki. Rozdziały opatrzone zostały wstawkami (przerywnikami) w formie kwiatków, zaś okładka, choć prosta w wyrazie, ma w sobie jakąś tajemnicę. Widać prawdziwą dbałość o szczegóły, co się naprawdę chwali.

Powieść sama w sobie wydaje się być ciekawa, choć jak dla mnie jest za bardzo podzielona. Dwie, wyraźnie zaakcentowane części powieści bardzo się od siebie różnią, nie ma nic „pomiędzy”. To sprawia, że o ile pierwsza część książki nas intryguje i wciąga w fabułę, o tyle druga część jest nudna, nastawiona na patos, z dużą dozą filozoficznych dysput, które trochę nie pasują do tego rodzaju literatury.

Mam jednak nadzieję, że autorka zaskoczy nas kolejną częścią powieści, bo pomysł na „Tożsamość anioła” był naprawdę dobry, tylko zabrakło tego „czegoś”.

 

**** Tirindeth by mybooksbytirindeth dla PB