Recenzja: Wakacyjne noce Kitty

„Podróż do świata Katherine Norville”

Po raz kolejny zagłębiłam się w przygodach Kitty i po raz kolejny wybrałam się w podróż do jej świata. Pozostaje pytanie, czy po raz kolejny byłam pod wrażeniem zdolności kreowania świata przez Carrie Vaughn, czy też zawiodłam się na nich? Aby wzbudzić ciekawość powiem tyle, że moje wyobrażenia idealnych „Wakacyjnych nocy Kitty” zostały doszczętnie zniszczone.

Tym razem przenosimy się wraz z Kitty Norville do małego miasteczka położonego w górskich terenach. Wynajmuje ona tam chatę blisko lasu, aby uciec od cywilizacji, mediów, audycji, na którą brakuje jej pomysłów. Chce urządzić sobie wakacje, jednak błogi nastrój urlopowicza niszczy świadomość, że książka, którą miała pisać i na której oddanie ma wyznaczony termin nawet nie jest zaczęta. Kolejny powód do postrzegania górskiej chaty jako coś przeciwnego do azylu jest sprawa… kłopotów i niebezpieczeństwa. Od tego Kitty też chciała odpocząć, czyż nie? Wychodzi na to, że to one przyszły do niej. Cormac zwala na Katherine swoje problemy, które, chcąc nie chcąc, stają się jej własnymi, zwłaszcza gdy obiekt zakłócający sielankę wilkołaczki obejmuje także rolę jej partnera. Kto by pomyślał? Dorzućcie sprawę czerwonookiego potwora, miejscowej sekty i namalowanych krwią krzyży na drzwiach domu Kitty, a otrzymacie niezły pasztet. Jak z tym wszystkim poradzi sobie Norville? Stchórzy czy każe innym stchórzyć?

W „Wakacyjnych nocach Kitty” miałam okazję obserwować rozwijającą się osobowość Bena O’Farrela, odkrywać przeszłość Cormaca i być przy wewnętrznych rozterkach Kitty. Mogę powiedzieć tyle, że zaskoczyła mnie ich wzajemna troska o siebie, potrzeba stworzenia watahy. Rzadko kiedy spotykam się ze zjawiskiem rozwijania się charakterów wraz z następującymi częściami serii. Ta o Kitty Norville zdecydowanie wpisuje się do elitarnej listy książek, w których postaci nie zatrzymują się w rozwoju, ale nabierają doświadczenia. Napisałam, że moje wyobrażenia o idealnej kontynuacji „Kitty i nocny Waszyngton” zostały zniszczone. To prawda, ponieważ spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Dla mnie samej niespodzianką było to, że Carrie Vaughn zmiotła z powierzchni ziemi mój idealizm tej pozycji, a zastąpiła go… czymś jeszcze lepszym. Wartkość i nieprzewidywalność akcji to główne atuty dzieła autorki. Bałam się, że pozwoli ona złapać oddech głównej bohaterce, da jej odpocząć na rzekomych „wakacjach”, pozwoli wyjść na pierwszy plan romansowi. Ku mej uciesze, myliłam się. Wątek miłosny? Jak najbardziej, ale nietypowy. Wakacje? Kto nazywa wakacje znajdywaniem  martwych zwierząt przed swoim domem – jasne, były wakacje. Napięcie i intryga? Tego żadnym sposobem nie można odmówić dziełu Carrie.

Jeśli jeszcze macie wątpliwości, czy sięgnąć po trzecią część serii o Kitty Norville, powinniście się wstydzić. A gdybyście czasem nie rozpoczęli tej serii, od razu naprawcie ten błąd! Zauważyłam, iż sequele „Nocnej godziny” nie są zbyt popularne, podczas gdy biją one na głowę niejedne „bestsellery”, które zawdzięczają ten tytuł jedynie mocnej reklamie i pięknym sentencjom zachęcającym do sięgnięcia po lekturę. Zgodzę się z tym, że wszystko powinno zachęcić czytelnika do lektury, ale czy może być coś lepszego niż książka sama w sobie na tyle dobra, że swoją treścią nadrabia cały ten komercjalizm? Odpowiedź brzmi: nie, nie może. A ja uważam, że „Wakacyjne noce Kitty” to pozycja pełna humoru i wspaniały przedstawiciel zabijacza czasu. Jeśli chodzi o mnie, to Katherine i jej przygody mogą zabierać mnie w swój intrygujący świat na tyle czasu, ile im się tylko żywnie podoba.

****Charlotte12 by bookcriticaster.blogspot.com dla PB