Recenzja: Przyrzeczeni

„… gdzie wampir ma klasę.”
Czy nie każda z nas, będąc małą dziewczynką, marzyła o księciu z bajki?  Czy nasze podróbki lalek Barbie nie wyczekiwały tajemniczego dżentelmena, strojąc się w wytworne sukienki?  Czy teraz nasze  starsze „ja” marzy o tym idealnym?

Jessika ma okazję przekonać się, że młodzieńcze fantazje są jednak tylko mrzonkami,  gdy los doprowadza do ich konfrontacji w ostatnim, uregulowanym prawnie etapie dzieciństwa. Bo otóż, nasza wcale nie tak szara myszka, mieszkająca na jakimś odludzi w Stanach, spotyka pewnego młodzieńca przyodzianego  w wytworny strój, który śmie twierdzić, że jest narzeczonym z kontraktu. Na dodatek  podczas sprzątania ekstremów w pewnej stajni, mówi  jej prosto z mostu, że jest jej WAMPIRZYM oblubieńcem. I tak oto nasza bohaterka, zanieczyszczonymi widłami pogania naszego księcia.

Ale jak się chwile później okazuje,  kontraktowego wybranka nie można się tak łatwo pozbyć, będąc księżniczką potężnego rodu wampirów w Rumunii. Na dodatek przybrani rodzice, fanatycy zdrowego i ekologicznego życia, doskonale wiedzieli o ów kontrakcie i nie walczą o cnotę jedynego dziecka. Przygarniając pod swój dach  rosłego, dystyngowanego wampirzego księcia i inne porzucone zwierzaczki. Zaczyna się gra o przyszłość wampirów z Europy.

Książka Fantaskey Beth ma klasę i to nie byle jaką. „Przyrzeczeni” przenoszą nas  do czasów gdy wampir był przerażającym dżentelmenem ze średniowiecznymi manierami, a nie potomkiem melancholii.  Dostajemy dawkę porywających emocji od śmiechu do smutku, a  przepychanki  między głównymi bohaterami są tak urzekające, że książkę czyta się na jednym wdechu.

Jessika to 18-letnia panna mocno stąpająca po ziemi. To zwykła, młoda i niezależna kobieta, która nagle okazuje się być wampirzą królewną. Niestety, ów fakt nie przypada jej początkowo do gustu, bo jak można być wampirem, nie mając żadnych super mocy i nie palić się na kupkę popiołu? Ponadto  jak przystało na człowieka z brakiem fascynacji do postaci nadnaturalnych, ma głęboko gdzieś swojego natrętnego  adoratora i  podczas czytania, nie raz miałam chęć ją  kopnąć, za to że nie doceniała mrocznego zalotnika.

Lucjusz Vladescu …. ten arogancki, natrętny wąpierz z nienagannymi manierami od początku zawładnął moim skąpym sercem. Jakaż to odmiana usłyszeć dialogi pełne gracji, po tonach stron młodzieżowego bla, bla,  bla… Od dzisiaj Lucjusz, został moim panem krwiopijczej  zarozumiałości,  riposty i wyszukanego stylu, moim ideałem pijawy! Drogie panie, nie będę się rozczulać – Lucjan ma w sobie wszystko ….  choć nie wiem jak prezentuje się na zewnątrz –  autorka mało wspomina na temat jego  wyglądu, wiadomo jednak, że jest wysoki i ma ciemne oczy ;P

Podsumowując, nasz duet  –  Jessika kontra Lucjusz Vladescu (pamiętajcie akcent na Vla-DES-cu!) jest jak pieśń zniewolenia. Pełna kąśliwych sprzeczek, rozżarzającej się zmysłowości, poruszających chwil.

Oczywiście,  klasa Fantaskey nie objawia się tylko w kreacji głównych bohaterów. Cała fabuła (jest co czytać – książka ma 400 stron) jest jak wiosenny wiaterek. Lekka, świeża oraz zniewalająca. Narracja prowadzona przez Jessike nie jest obszernie opisowa i zawiera wstawki w postaci listów pisanych do wuja przez Lucjusza. Cała historia opowiedziana przez autorkę w książce, może nie jest zbyt odkrywcza – nie opisuje i nie skupia się na pochodzeniu wampirów i ich problemów. Nastawiona jest na formowanie się związku pomiędzy bohaterami.  A akcja rozgrywa się w sielankowych Stanach i pokomunistycznej Rumunii.

„Przyrzeczeni” to powieść o rodzącym się uczuciu pomiędzy jej niechęcią a jego obowiązkiem. O starciu dwóch światów – wolną wolą, światem śmiertelników a walką o władzę w świecie rumuńskich wampirów i  podporządkowaniem. O pojedynku t-shirtu z mankietami. O walce, o wspólne jutro, a bezwzględnością i szerzącym się mrokiem. O miłości i trwodze.

Definitywnie polecam książkę Fantaskey Beth.  Lektura ma w sobie tą lekkość, to „coś” co sprawia, że naprawdę nic podczas czytania nie jest w stanie od niej oderwać. Bez ogródek muszę przyznać, że  książka jest  jedną z lepszych pozycji jaką udało mi się przeczytać od roku 2011.

Końcowa ocena książki*: 4+

__________________
*w skali od 0 do 5, gdzie: 0=kompletne dno, 1=słaba ale dająca się czytać, 2=przeciętna & zabijacz czasu, 3=ok & miłe czytadło, 4=chwilowa fascynacja & porywająca, 5=powalająca & uzależniająca,  „+” =ukryty potencjał