Recenzja: Kitty i nocny Waszyngton

„Przyczajony jaguar, ukryty unseelie”

„Kitty i nocny Waszyngton”, to kontynuacja serii pisanej przez Carrie Vaughn. „Nocna godzina” wywarła na mnie dobre wrażenie i naglona niewyjaśnionym przeczuciem, sięgnęłam po drugą część. Nie wiem, czego się spodziewałam. Może krwiożerczej krucjaty na Kitty rodem z horroru? Albo morderczej nudy? W każdym razie na pewno nie tego, co dostałam, a raczej – przeczytałam. Co to takiego było, przekonajcie się na własną rękę.

Muszę przyznać, że trochę obawiałam się sequela „Nocnej godziny”, ponieważ słyszałam różne opinie. Ostatecznie ściągnęłam ebooka. Nie ma on okładki, ja widziałam ją na różnych portalach. Znów przedstawia ona, jak przypuszczam, Kitty i mikrofon. A, i jaguara – coś nowego. Odcień okładki jest gorszy niż ten pierwszej części, bo czerwony, ale jak dla mnie i tak jest ładniejsza. Pewnie ze względu na zwierzę z rodziny kotowatych, które potrafi być przekonującym Brazylijczykiem o zabójczym uśmiechu

Początkowo miejsce akcji zmienia się jak zwariowane, bowiem Kitty nie chce nigdzie zostawać na dłużej. Ucieka przed wspomnieniami z Denver i takim sposobem każdego tygodnia prowadzi audycję w innym mieście. Na dłużej zatrzymuje się w Waszyngtonie, gdzie rozgrywa się większa część fabuły. Mamy do czynienia ze stacją radiową w stolicy Stanów Zjednoczonych, domem wiekowej wampirzycy Alette, Półksiężycem, miejscem spotkań lokalnych likantropów, domem Luisa, salą przesłuchań kongresu… Innymi słowy, dzieje się względnie dużo.

Tym razem Katherine Norville nie ma określonego celu. Tuła się od radia do radia, szukając niewiadomego. Udaje się do Waszyngtonu, gdyż zostaje wezwana do zeznawania w sprawie paranormalnych istot. Pakuje się przez to w niezłe kłopoty, po drodze poznając zaskakująco miłą wampirzycę Alette i jej „obstawę”, Leo – denerwującą ‘pijawkę’, czarującego brazylijskiego likantropa-jaguara Luisa, sympatycznego Ahmeda i starego weterana II wojny światowej, Fritza. Senator Duke, to zmora jej pobytu w stolicy, złego wrażenia dopełnia przybycie Elijaha Smitha, rzekomego uzdrowiciela wampirów i wilkołaków. Okazuje się on być unseelie. Jak poradzi sobie z tą wiedzą Katherine? Redaktor Roger jest bardzo natrętny, a to nie sprzyja anonimowości Kitty. Na szczęście z pomocą przychodzi jej prawnik Ben i Cormac, płatny zabójca, którego poznaliśmy w pierwszej części. W pozycji tej znalazło się miejsce dla wielu nowych bohaterów, ale postanowiłam „uwielbić” tylko dwójkę z nich, a mianowicie Luisa, który był bardzo cierpliwy, opiekuńczy, acz nie zaborczy, wesoły i niepokojąco seksowny oraz jasnowidza Jeffreya. Ten ostatni emanował zaufaniem, dobrą aurą. Nie sposób nie polubić kogoś takiego. Był, jak światełko w tunelu, a Kitty na szczęście się do niego przekonała. Żałuję, iż odgrywał on tak małą rolę w lekturze „Kitty i nocny Waszyngton”. Tytułowa bohaterka dojrzała, a więc zmienił się też jej charakter. Ku mojej uciesze, zmianie nie uległy jej cięte i czasem śmieszne riposty, które tak bardzo przypadły mi do gustu. Norville wciąż nie jest zwolenniczką agresji i walki jako formy rozwiązywania sporów i problemów. Rekompensuje to słowami, czasem ociekającymi sarkazmem i ironią, czasem władczymi bądź motywującymi, którymi włada jak żołnierz karabinem maszynowym. Efekt gwarantowany. Żaden słuchacz nie jest w stanie oprzeć się jej autorytetowi. Lecz czy autorytet i duma Kitty będą w stanie wygrać z nieodpartym urokiem Luisa-jaguara? Oj, coś się tutaj szykuje. Wracając do charakterystyki bohaterów, typowymi osobnikami spod ciemnej gwiazdy są Smith-uzdrowiciel, senator Duke, którego nie znoszę z całego serca i… Pewna osoba. A nawet dwie. Przy czym jedna z nich jest dość neutralna, natomiast po drugiej nigdy byście się tego nie spodziewali. Przynajmniej ja dałam się nabrać. Plus dla autorki, bo nie tak łatwo zamydlić mi oczy. Będziecie musieli sami to przeżyć. Chociaż nie do końca sami. Kitty jest dobrą towarzyszką, jeśli mówimy o przygodach i silnych emocjach, które niosą elementy suspensu.

Z ręką na sercu zapewniam, że druga część jest jeszcze lepsza niż pierwsza. Sprawy nabierają niespodziewanego obrotu, do samego końca nie byłam pewna kolejnych kroków Kitty i jej przyjaciół, a nawet wrogów. Przede wszystkim wrogów. Jako że „Nocną godzinę” oceniłam na dobry, tak „Kitty i nocny Waszyngton” oceniam na bardzo dobry. Vaughn Carrie podniosła sobie poprzeczkę i sprostała wyzwaniu. Wręcz nie mogę się doczekać trzeciego tomu zatytułowanego „Wakacyjne noce Kitty”. Ta seria jest idealna dla osób, które lubią intrygę i zwroty akcji, lekką nieprzewidywalność. Sądzę też, że z ta pozycją powinny zapoznać się osoby nieśmiałe, zamknięte w sobie, o niskim poczuciu wartości. Na początku taką właśnie postacią była Kitty Norville. Na moich oczach przemieniła się w pewną siebie dziewczynę o przystojnych adoratorach. Nie ma rzeczy niemożliwych, prawda? Wystarczy wyrwać się spod „klosza” – w wypadku Kitty była to jej wataha – i robić swoje. Na zakończenie podzielę się cytatem z książki, który mógłby zginąć w zatrzęsieniu dialogów i wydarzeń, a który skłonił mnie do głębszych przemyśleń. I Wy nie przesuńcie po nim obojętnym wzrokiem.

„Jest sens w tym, kim jesteśmy, chociaż czasami o tym zapominamy.”

****Charlotte12 by bookcriticaster.blogspot.com dla PB