Recenzja: Pragnienie

„I zapragnęłam kontynuacji…”

„Pragnienie” wypromowane w Polsce przez Wydawnictwo Bukowy Las to owoc weny Carrie Jones. Ta powieść zalicza się do gatunku literatury młodzieżowej, jednak odnajdujemy w niej dużo z paranormal romance, w opisie nazwano ją „thrillerem dla nastolatków”. Ile w tej powieści jest z thrillera, a ile z komedii powtarzających się motywów? Czy plon zebrany przez czytelników będzie równie obfity i zachwycający jak barwne opinie okalane epitetami, które promują rzekomy bestseller?

Akcja książki ma miejsce w Maine, jednym ze stanów Stanów Zjednoczonych, położonym nad Oceanem Atlantyckim. Przechodząc do szczegółów, wszystkie wydarzenia rozgrywają się na płaszczyźnie szkoły, domu babci Betty, biblioteki i lasu. Jeśli chodzi o rok, nie jest on podany wprost, jednak możemy bez problemu wywnioskować, iż było to celowe – czytając, czytelnik ma wrażenie, że historia rozgrywa się na bieżąco. Nawiązując do miejsca akcji, jest ono dość specyficzne i ciekawe – autorzy zwykle umiejscawiają swoich bohaterów w miejscach ciepłych i egzotycznych lub zupełnie neutralnych. To tutaj przeczy niepisanej zasadzie, bowiem Maine jest to najzimniejszy stan USA zaraz po Alasce. Zara, główna bohaterka, musi borykać się nie tylko z paranormalnymi problemami, lecz także z czynnościami takimi jak podkładanie drewna do kominka w obawie przed zamarznięciem.

Zara to główna bohaterka książki. Z opisu dowiadujemy się, że wyprowadza się ona do stanu Maine, aby zamieszkać ze swoją babcią. Inicjatorką tego pomysłu nie była ona sama, lecz jej matka, która z obawy i troski wysyła córkę do matki swego zmarłego męża. To ostatnie wydarzenie jest powodem do zmartwień rodzicielki Zary, ponieważ od momentu tragicznego wypadku dziewczyna nie jest tą samą wesołą i optymistyczną osobą. Aby „zawładnąć” nad swoim strachem i lękami, zaczyna kolekcjonować fobie. Każdy rozdział książki jest nazwany jedną z nich, umieszczono również wyjaśnienie. Był to bardzo oryginalny pomysł Carrie, który szczególnie przypadł mi do gustu, gdyż coraz rzadziej spotykam innowatorskie rozwiązania wśród morza paranormali. Wracając do charakteru Zary, jest ona niezależna i silna. Choć po bliższym poznaniu się z przystojnym (a jakże!) chłopakiem kilka razy pomyślała „Czy ja mu się naprawdę podobam?”, to nie zostałam przytłoczona wewnętrznymi dywagacjami o jej rzekomej brzydocie, złym wyglądzie lub braku powodzenia. Mówiąc po chłopsku, Zara nie jest kolejną sierotą o zaniżonym poczuciu wartości. Mam niestety wrażenie, że pani Jones, zbyt zaabsorbowana tworzeniem charakterologii głównej bohaterki, prawie zupełnie zapomniała o jej zewnętrznym wyglądzie. Nie byłam w stanie wygenerować postaci dziewczyny w wyobraźni, po prostu nie miałam ku temu podstaw. Dowiedziałam się co nieco o jej włosach i szczupłej sylwetce, na tym koniec. Będąc już w temacie aparycji, postać Nicka Coltera wyryła się w mej pamięci bardzo głęboko, gdyż został on tak szczegółowo przedstawiony, że z takiego opisu niejeden malarz mógłby czerpać inspirację do tworzenia bez potrzeby „wymyślania” żadnego detalu. Mamy tu zachwyty nad idealnymi liniami szczęki, „ochy” i „achy” co do pięknych brwi. Chwilami wydawało się to przesłodzone, lecz ja zakochuję się w każdym przystojnym i czułym bohaterze, toteż Nick zaskarbił sobie moje względy. Te jego ciemne włosy i czekoladowe oczy… Jeśli mowa o „wnętrzu”, to jest on złotym chłopakiem pod tym względem. Opiekuńczy, wrażliwy i jednocześnie silny, gotowy do walki. W końcu jest on nie byle kim, ale tej tajemnicy nie zdradzę…

Bohaterzy drugoplanowi, to jest Ian, Megan, Issy, Devyn, Betty… Wiemy o nich tylko tyle, ile wymaga ogólnie przyjęta norma. Coś o wyglądzie, zarys charakteru. Nic szczególnego. Carrie skupia się na głównych postaciach, wokół których dzieje się najwięcej. Ian to kolejny przystojniak, jednak ma on w sobie coś, co od początku mnie do niego zniechęciło. Po prostu typek spod ciemnej gwiazdy. Megan… wredna, „Top Barbie” szkoły, która uprzykrzy życie każdemu, kto jej się narazi. Issy i Devyn są dość… specyficzni. Biorąc pod uwagę fakt, że Devyn to miły i ładny uczeń, którego wyróżnia wózek inwalidzki, a Issy to żywiołowa dziewczyna, której wszędzie pełno, tworzą oni nietypową i pocieszną parę. Betty, babcia Zary, jest „twardą babką”. Przypuszczam, że jest to rodzaj babci, jaką większość nastolatek chciałoby mieć. Rodzaj babci, która powie „przestań beczeć i weź się za siebie, bo życie ucieka”. O tak, polubiłam Betty. Choć rzecz ujawniona na końcu nieco mnie  rozśmieszyła. Było to absurdalne i komiczne zarazem. Przeczytajcie i sami zdecydujcie, czy podzielacie moją opinię.

Obiektywna ocena fabuły to twardy orzech do zgryzienia. Jedni mówią, że cała książka to dno, drudzy, że cudo. Akcja jest wartka, ciągle coś się dzieje. To duży plus. Na minus z kolei działają motywy z różnych książek. Nie dotyczą one poważnych rzeczy – przeważają powtórzenia elementów kompozycji w drobnych sytuacjach przeplatających główną historię – bo Piksów jeszcze nie było! Na dodatek, jak bym nie spojrzała na akcję książki, rzadko spotyka się borykanie z problemem porwania lub manipulacją człowiekiem za pomocą drugiej osoby. „Pragnienie” kryje wiele nowych niespodzianek, one tylko czekają na odkrycie! Stwierdzam, iż lektura autorstwa pani Jones może potencjalnemu czytelnikowi albo bardzo się spodobać, albo doprowadzić go do żywienia negatywnych uczuć wobec tej pozycji. Jedno jest pewne – obok tej książki nie da się przejść obojętnie. Na jej temat jest wiele sprzecznych zdań, ale co z tego wynika? Głośno o tym bestsellerze. Moja rada? Nie wymagajcie cudów i dziwów od kolejnego paranormala. Przy „Pragnieniu” można miło spędzić czas, odpłynąć. Nie jest pisana poetyckim czy też trudnym językiem, przez co łatwo do mnie trafiła. Odrębne zdania na temat tej pozycji to już tradycja. Ja w szkolnej skali oceniam ją na bardzo dobry. Na koniec pozwolę sobie przekształcić pewien cytat na rzecz dzieła Carrie Jones:

„Pragnienie” jest jak pudełko czekoladek. Nigdy nie wiesz, co się trafi [dopóki nie przeczytasz]

****Charlotte12 by bookcriticaster.blogspot.com dla PB