Recenzja: Cień Nocy- Andrea Cremer

Wstępując do księgarni, zawsze spoglądam na stoisko z nowościami. Jak pewnie i wy zauważyliście, od kilkunastu miesięcy królują tam powieści młodzieżowe. Barwne okładki, opisy mówiące „jestem powieścią dla ciebie… jestem o przeznaczeniu, pierwszej miłości i dramatycznej walce”. Dziś, na kilka lub kilkanaście dni dołączy do tej grupy – debiut Andrei Cremer. Książka odziana w delikatne tony fioletu i hipnotyzujące dziewczęce oko, na pewno zwróci uwagę czytelnika. Ale czy warto wydać kilkadziesiąt złotych na coś, co ma przystępny opis i ładną okładkę?

W tym wypadku zdecydowanie – tak. Cień Nocy nie jest kolejną banalną, romantyczna bajeczką. Młoda autorka  tej powieści, mieszkająca w Minnesocie – stworzyła  majstersztyk, dzieło tak wybijające się spod miliona historii, że  prawdziwy fan paranormali popełnił by dużą gafę, nie zaglądając do niej.

Od pierwszej strony, Cień Nocy zawiera dawkę  elektryzującej akcji.  Fabułę,  która nie daje wytchnienia aż do ostatniej kropki. Nie znajdziesz tam zbędnych opisów dotyczących np.  monotonnych rozterek bohaterów czy nużących tajemnic.  Cremer swoim kunsztem – wprost zakuwa w kajdany zaskoczenia za każdym razem, gdy akcja obraca się o 180 stopni.

Czytając, ma się wrażenie, że bohaterowie są tuż obok… jakby oglądało się film w 3D. Nie są oni wyidealizowani, nie są sztuczni – ani przez chwilę nie czuje się, że jest to tylko fikcja. Dialogi pomiędzy bohaterami są czysto młodzieżowe – żywe, odziane w humor i zabawny sarkazm. To wszystko sprawia, że ma się odczucie, że przebywa się w gronie znajomych – tyle że u Cremer porastają oni na zawołanie sierścią. Zaskakująca jest sama kreacja wilkołaków – w żaden sposób nie przypominają tradycyjnego modelu. Autorka stworzyła inną bajkę – historię tak oryginalną, że z każdą przewracaną stroną nie można się doczekać, by dowiedzieć się czegokolwiek o ich kulturze.

Cień  Nocy to nie historyjka o przeznaczeniu i pierwszym zauroczeniu. Autorka nie babrze się w opisach „ uczuć”, choć w książce się wręcz przelewają. Andrea tworzy zmysłowe napięcie, bez zbędnych rozmyśleń typu: „Jaki on jest piękny, kocham go” i innych słabych, oklepanych miłosnych tekstów. Pochłaniając lekturę, nie zauważa się by słowa:  „piękny” czy „doskonały”  zostały wypowiedziane – w stosunku do kogokolwiek . To stawia początkującą pisarkę powyżej innych koleżanek po fachu – które wręcz nadużywają tych wyrażeń, sprawiając, że powieści tracą swą moc.  Napięcie między trójką naszych głównych bohaterów jest dosłownie: „zmysłowe, seksowne”. Żadną miarą  nie da się docenić relacji Call – Shay.  Shay  jest tak realny, tak namacalny, że nie sposób go nie polubić. Nie jest ani mięczakiem , ani niegrzecznym chłopcem. Jest po prostu zwykłym młodym człowiekiem , który ma swoje pasje i dziwactwa. Call to nie miękka i użalająca się nad sobą dziewczyna. To silna alfa, która wierzy w swoją spuściznę i stara się  przestrzegać reguł do czasu gdy wszystko nie wymyka się spod kontroli… kiedy zaczyna dostrzegać, iż alfa przeciwnego klanu – Ren wywołuje u niej coraz większe pożądanie… kiedy poszukując istotę roli Shay’a  w klanie, odkrywa nową prawdę o swoich najbliższych i całkiem inną historię własnego gatunku – niż znała.

Powieść Cremer  jest błyskotliwa i smakowita – wprost  zdumiewająca jak na debiut.  Miejmy nadzieję, że nie pójdzie w ślady innych pisarzy i dalsze części będą jeszcze bardziej, z każdą przewracaną stroną, olśniewać.

Zdecydowanie polecam każdemu, kto jest fanem tego gatunku albo ma na swoim koncie czytelniczym parę paranormalnych pozycji.

Ocena: 4

_______________
*w skali od 0 do 5, gdzie: 0=kompletne dno, 1=słaba ale dająca się czytać, 2=przeciętna & zabijacz czasu, 3=ok & miłe czytadło, 4=chwilowa fascynacja & porywająca, 5=powalająca & uzależniająca,  „+” =ukryty potencjał