Recenzja: Nefilim

Nefilim

Thomas E. Sniegoski

Upadli

Autor zapewne szerzej znany jest fanom komiksów, ma w swoim dorobku scenariusze m.in. do opowieści o Batmanie, Punisherze czy Wolverinie. Na podstawie powyższej książki powstał nawet serial telewizyjny. A jakim jest pisarzem?

Nefilim”, to pierwsza odsłona serii Upadli.  Aaron Corbet, czyli tytułowy bohater, jest typowym nastolatkiem, nic nie wiedzącym o swoim anielskim pochodzeniu rzecz jasna, uczącym się w zwykłym liceum, raczej nieśmiały, bez grupy zabawnych kolegów, sierota, wychowywany w którejś z kolei rodzinie zastępczej, za jedynego przyjaciela uważa swojego psa labradora – Gabriela. Kocha swoich przybranych rodziców, a także ich biologicznego syna, Stevie’go, cierpiącego na autyzm. Po szkole pomaga w przychodni weterynaryjnej, w której z wielkim poświęceniem opiekuje się zwierzętami. Potajemnie durzy się w jednej z koleżanek ze szkoły, Vilmie. Jego nieśmiałość i brak wiary w siebie, prowadzą do tego, że początkowo, jest to tylko uczucie platoniczne. Ma szczytne plany na przyszłość – chce skończyć liceum i dostać się do dobrego college’u, potem znaleźć dobrą pracę, mieć żonę i dzieci…

Ale nie może być tak pięknie…

W przeddzień swoich osiemnastych urodzin zaczynają go dręczyć dziwne sny… Pole bitwy, dziwne postacie, strach i lament ludzi obok niego, później szum w powietrzu, jakby skrzydeł… A sny, to dopiero początek… Zaczyna słyszeć dziwne szepty, co gorsza rozumie, a nawet potrafi mówić w obcym języku, rozumie Vilmę i jej koleżanki rozmawiające po portugalsku, a wracając do domu dostrzega, że może porozumiewać się z własnym psem. Czyżby zwariował? Ależ nie… Wizyta u psychologa niewiele pomaga, czyżby jakiś guz mózgu? To również nie to. Napotkany przypadkiem kloszard, dziwnie zachowujący się w stosunku do Aarona, nazywa chłopca nefilimem.

Ale dlaczego? Kim lub czym jest nefilim? Oczywiście dostęp do internetu i wielogodzinne poszukiwania przybliżają wyjaśnienie tej zagadki. Nefilim, to dziecko zrodzone z ludzkiej kobiety i anioła. Co prawda nie znał swoich rodziców, ale to nie może być prawd. Dlaczego coś takiego mu się przydarza? Przecież on chce tylko normalnie żyć… Niestety, jego przeznaczeniem nie jest spokojna egzystencja, lecz walka z Potęgami, zastępem aniołów, którym przewodzi bezlitosny Werchiel, a których zadaniem jest zniszczenie wszystkich „niegodnych”. Według przepowiedni jest Wybrańcem, który ma przynieść odkupienie i zjednoczyć wszystkich, którzy kiedyś odstąpili od Boga, wybierając  życie u boku śmiertelników. Aaron nie może się pogodzić z losem, jaki jest mu pisany i za wszelką cenę chce prowadzić normalne życie. Tym bardziej, że jego życie uczuciowe zaczyna rozkwitać – Villma odwzajemnia jego uczucia.

Kiedy jednak Potęgi go odnajdują i mordują jego najbliższych, a brata porywają, przyjmuje swoje dziedzictwo i wraz z pomagającymi mu Zake’iem i Kamaelem (dwoma upadłymi aniołami), podejmuje walkę i staje się nadzieją dla upadłych, nadzieją na odkupienie i zakończenie odwiecznej wojny między Niebem a tymi, którzy stracili skrzydła.

Jeżeli ktoś, widząc tę pozycję w księgarni pomyślał, że przeczyta książkę na wzór Darów Anioła Cassandy Clare, a główny bohater będzie choć w części utożsamiał cechy Jace – to się pomylił. Ja byłam jedną z takich osób. Aaron to nie arogancki typek, który swoimi tekstami potrafi rozbawić czytelnika, a jego buntownicze nastawienie i nieokrzesany charakter, pakowanie w coraz to nowe kłopoty, zachęcić do lektury. Nefilim Thomasa E. Sniegoskiego, to zupełne zaprzeczenie powyższych cech. To spokojna dusza, z planami na przyszłość, poważnie zapatrująca się na dorosłe życie, ale przez to nie mniej ciekawa. Przyznam, że książka mnie nie wciągnęła od pierwszej strony. Czytałam ją etapami, rozdział po rozdziale. Brak w niej świetnych dialogów, zabawnych sytuacji. Fabuła raczej banalna, pisana według stereotypu: młody chłopak, sierota odkrywa swoje przeznaczenie, jest Wybrańcem, który ma zakończyć odwieczną walkę między dobrem a złem, on się temu sprzeciwia, nie chce zaakceptować takiego losu, ale śmierć bliskich przełamuje w nim tę barierę, przemienia się w superbohatera i zaczyna wypełniać słowa przepowiedni.

Co ciekawe, autor ukazuje nam tutaj trochę inną stronę aniołów niż tę, do której mogliśmy się przyzwyczaić. Anioły to nie blond cherubinki z niebieskimi oczkami – to potwory siejące zagładę, mordujące z zimną krwią swoich przeciwników ku chwale Boga i za jego przyzwoleniem. Upadli natomiast, to uosobienie dobroci, a przede wszystkim, istoty oddane Bogu, ale nie potrafiące dostosować się do wszystkich zasad panujących w Niebie,  wybrali  oni życie na ziemi, często popychani do tego poprzez miłość do ludzkich kobiet.

Ci, którzy liczyli na historię miłosną też się zawiodą. Owszem, znajdzie się kilka scen z udziałem Villmy, głównie dzięki jej inicjatywie, ale bardziej określiłabym to, jako próbę nawiązania znajomości, która być może w dalszych odsłonach przybierze na sile. Póki jednak co, o wielkiej miłość nie może być mowy.

Książka, tak naprawdę zaczęła mnie interesować dopiero pod koniec, kiedy nastąpiła przemiana Arrona i podjął wyzwanie stawiane przez Werchiela. Daje to nadzieję na rozkręcenie akcji w części drugiej, a zapewne też w dwóch pozostałych.

Niemniej, zachęcam do przeczytania. Może są tacy, którzy lubią „grzecznych” chłopców – ja raczej wole tych „niegrzecznych”, ale przeczytam „Lewiatana” i pewnie jeszcze dwie następne także, licząc, że się nie zawiodę…

Autor  manija.

Korekta: verrikaa